Piątek, 20 września
Filipina, Eustachy, Euzebia, Faustyna, Renata

Zagłada limanowskich Żydów. „Ku jasnemu słońcu...”

18.08.2018 08:05:00 PAN 12 8048

Limanowa od wieków była zamieszkana przez ludność żydowską. Okres II wojny światowej przyniósł jej zagładę. W Limanowej znajdowało się wyjątkowo brutalne getto, gdzie Żydów spotkały prawdziwe okropieństwa. Dziś 76. rocznica likwidacji getta.

Niemcy getta lokowali w większych miasteczkach. Skupiali w nich okolicznych, żydowskich mieszkańców oraz przesiedleńców z innych terenów Polski. W 1942 r. rozpoczęli akcję koncentracji Żydów w większych skupiskach, zlokalizowanych w miejscach dogodnej komunikacji kolejowej i jednocześnie rozpoczęli likwidację pomniejszych gett. Żydów z sądeckiej ziemi brutalnie pognano do Nowego Sącza. Tu na żydowskiej rampie załadowano ich do bydlęcych wagonów i wysłano na wschód, rzekomo do pracy. Nikt, nigdy jednak od nich nie otrzymał żadnej wiadomości.
Getta w małych miejscowościach miały wiele cech wspólnych. Nie były ogrodzone, ale były nękane ciągłymi kontrybucjami. Panowały w nich fatalne warunki sanitarne i mieszkaniowe. Każde getto miało swojego „pana życia i śmierci”. Wszystkie likwidowano w sierpniu 1942 r. - Jest połowa sierpnia, dni bezdeszczowe, upalne - wspominał Kaufer. Żydzi wędrowali do Nowego Sącza, gdzie wierzyli w dalsze wysiedlenia na wschód – tak im obiecano. Szły ich tysiące: ze Starego Sącza 10 km, z Grybowa 21 km, z Limanowej 26 km.
17 września 1939 r. Limanową podporządkowano powiatowi sądeckiemu. Przed wojną zamieszkiwało tu 797 Żydów. Od początku wyznawcy judaizmu wiedzieli, że nie czeka ich nic dobrego. Zlikwidowano instytucje żydowskie i rozebrano synagogę przy ul. Mordarskiego. Waleria Mruk wspominała pierwsze dni po wkroczeniu Niemców jako czas wielkiego strachu. Już drugiego dnia Niemcy rozstrzelali 10 Żydów. W ich obronie stanął komisarz Semik. On również zginął. Egzekucję miał przeżyć jeden młody Żyd. Dzięki pomocy mieszkającej obok kamieniołomu w Mordarce rodziny Sukienników, został odtransportowany do Limanowej. Dalej miał jechać do rodziny w Pisarzowej, ale zmarł z wykrwawienia.
Szefem niemieckiej żandarmerii i postrachem Limanowian był Baumack. Przed wojną, w Stuttgarcie, Żydzi mieli go doprowadzić do bankructwa, toteż na polskich ziemiach mógł się na nich zemścić. Wymyślał im różnie zajęcia: w zimie odśnieżali, latem zwozili kamienie na wózkach, tłukli i szutrowali drogi. Nakazał im rozebrać maszynownię Marsów bez jakichkolwiek narzędzi. Powszechnie też ściągał od Żydów kontrybucje i okupy.
Getto w Limanowej utworzono 4 czerwca 1942 r. Zlokalizowano je na Kamieńcu, w północnej części miasta (od szkoły, pomiędzy ul. Sowlińską, tyłem Rynku i rzeką). Mieszkało tam 2000 osób, z miasteczka, ale też przywiezionych z okolicznych wiosek. Istniały w nim sklepy, ale nie było towarów. Działał Związek Rzemieślników Żydowskich. Pierwszym przewodniczącym Judenratu był Aron Lustig. Zastąpił go wyjątkowy człowiek - Schintzer ze Słopnic.
Jako prezes na polecenie Baumacka miał wskazać 20 Żydów. Na oddanej liście napisał 19 nazwisk. Baumack nakazał mu uzupełnić natychmiast listę. Bez zastanowienia wpisał swoje nazwisko: Schnitzer. Baumack miał zamiar ich rozstrzelać pod murem na ul. Kilińskiego. Zobaczyła to żona prezesa. Powiedziała, wówczas do Niemca, że chce zginąć z mężem. Objęła go. Baumack najpierw zastrzelił prezesa, a potem jego żonę.
- Wiosną w Limanowej rozstrzelano kilku przedstawicieli starszyzny żydowskiej, a ich ciała przewieziono demonstracyjnie przez całe miasto na drabiniastym wozie, nakazując rodzinom pomordowanych udział w tym makabrycznym pochodzie, którego drogę znaczyła krew od maślanego rynku do kirkutu - wspominał Marian Sopata.
Tylko w lipcu 1942 r. pod murem na Kilińskiego zginęło od 50 do 60 osób. Wielkim masowym grobem stał się limanowski kirkut. W wspomnieniach Konińskiego czytamy: - Na cmentarzu każą im się położyć na ziemi, twarzą do gleby. Strzał w kark, w plecy. Ranna narzeczona czołga się ku narzeczonemu, który wydał już ostatnie tchnienie. (....) Później gestapowcy kładą ich twarzami już pobladłymi ku jasnemu słońcu.
Egzekucje odbywały się coraz częściej, były coraz bardziej wymyślne. W 1941 r. dokonano masowej zbrodni w Starej Wsi. Zginęło wówczas 167 osób. Pod murem na Kilińskiego Baumack zastrzelił znanego wszędzie „półżydka” Horowitza. Jego przezwisko w Limanowej pochodziło od tego, że miał jednego pejsa przed wojną.
Godną uwagi jest historia sióstr Enderówien, które uciekły z getta, aby kupić sobie jałówkę. Dzięki niej mogły przeżyć okropny głód. Kiedy Baumack się o wszystkim dowiedział aresztował 16 zamieszanych w to Żydów, w tym Ednerówny. Wszyscy dostali po 25 batów. 18 maja wyprowadzono ich w stronę stacji kolejowej, kiedy nagle nadjechało auto policyjne. Padł strzał i wszyscy się porozbiegali. Niemcy część z nich zastrzelili, Ednerówny schowały się pod skarpą. Trupy pochowano na cmentarzu żydowskim, zaś krew przed stacją kolejową przysypano piaskiem.
Za Ednerówny wściekły Baumack aresztował 12 najpiękniejszych limanowskich Żydówek. Wśród nich znalazła się studentka filozofii Sara Blech, którą miał na oku żandarm i volksdeutsch z Bielska, Pisch. Traf chciał, że w Limanowej były dwie Sary Blech. On aresztował bez wiedzy swojego szefa Baumacka inną Sarę, „brzydszą”. Tymczasem limanowski „pan życia i śmierci” dał 24 godziny Ednerównom na zgłoszenie się i uratowanie pozostałych. Kiedy czas minął, policjanci odprowadzili żydowskie piękności na cmentarz. Wtedy Baumack zorientował się co do Sary Blech i kazał przyprowadzić sobie właściwą - piękniejszą. Wszystkim kazał się położyć a policjantom strzelać. Pisch miał zastrzelić swoja Sarę. Chybił, ręce mu drżały. Baumack go skarcił i strzelił tak, że roztrzaskał jej głowę.
Zapowiedzią likwidacji getta była kontrybucja z 16 lipca - 75 tysięcy złotych, 50 litrów wódki i 50 kg konserw rybnych. Tak „na zapas” rozstrzelano tego dnia 33 osoby. Nazajutrz o 6. rano wszystkich Żydów zebrano na Rynku. Mieli zabrać 10 kg bagażu i oddać klucze od swoich domostw. Dzień wcześniej wszystko sprzedali za półdarmo. Baumack powiedział, że getto przeniosą w inne miejsce. Około dwustu niezdolnych do pracy, starych i ułomnych wywieziono ciężarówkami do Starej Wsi. Tam ich rozstrzelano.
Po drodze na miejsce rozstrzeliwań, Żydzi wyrzucali kosztowności, dolary i złoto. Na miejscu był już Hamann. Nad dołem wygłosił przemówienie o szkodliwości żydostwa, krwiopijstwie itd. Pierwszy, który zginął w egzekucji, a był nim rabin, miał powiedzieć Hamannowi: „Bądź przeklęty przez tysiące wieczności razem z Hitlerem i wszystkimi Niemcami”. Nie dokończył. Strzelili do niego jednocześnie Hamann i Johan, szef sądeckiego wiezienia. Resztę spotkał podobny los. Ciała przysypano wapnem, które potem gasiło się tworząc niesamowite wysięki, jak zapisali świadkowie.
Tych, którzy pozostali na Rynku wysłano piechotą do Sącza. Po drodze część z nich wymordowano. Dzieci miały jechać pociągiem, przy czym nikt ich już nie zobaczył – ich los jest nieznany.
Na rynku wybrano jeszcze 160 potrzebnych do pracy w Vianowii, rafinerii w Sowlinach. 13 listopada 1942 r. zebrano ich o 4.30 rano nad rzeką. Baumack obudził ich i powiedział, że za godzinę ich rozstrzela. Chciał jeszcze wyciągnąć od nich pieniądze. Długo stali na mrozie, aby „przemyśleli”, czy nie mają pieniędzy. Zastrzelił ich osobiście, a ciała leżały kilka dni. Po czterech dniach zagrzebali je chłopi.
- Dramat limanowskich Żydów woła o pomstę do nieba. Mam przed oczami historię Sary Blech, mur na Kilińskiego, cmentarz. Czy te historie nie zasłużyły na upamiętnienie?! Pora skończyć z ponad 70-letnim milczeniem, które jak wielka rana tkwi na kartach historii Limanowej. Pamiętajcie, nie zapomnijcie! - apeluje historyk Łukasz Połomski, twórca Sądeckiego Sztetlu.
Jozef Steiner z Limanowej. Fot. arch Yad Vashem.
Rodzina Pikovitz z Limanowej. Fot. arch Yad Vashem.
Schulmanowie z Limanowej. Fot. arch Yad Vashem.
Żydzi w Limanowej wiozą ciała na cmentarz żydowski. Fot. arch Yad Vashem.
Żydzi w Limanowej w czasie okupacji. Fot. 'Okruchy Pamięci'.
Rynek w Limanowej w 1961 r. - typowy sztetl. Fot. Yad Vashem.
Pogrzeb 60 ofiar egzekucji w limanowskim getcie. Fot. arch. Yad Vashem.
Aron Schnitzer - skarbnik limanowskiego Judenratu. Został zastrzelony osobiście przez Heinricha Hamanna, szefa gestapo w Nowym Sączu. Co ciekawe, był wujkiem Berniego Sandersa, senatora USA, który walczył ostatnio o nominację do kandydatury na prezydenta. Fot. Sądecki Sztetl.
Upamiętnienie Żydów z Limanowej w obozie zagłady w Bełżcu. Fot. ŁP.
Tekst autorstwa Łukasza Połomskiego. Podobne artykuły na temat historii wieloetnicznej Sądecczyzny znajdują się na stronie www.sadeckisztetl.com.
udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in