Poniedziałek, 28 listopada
Lesław, Zdzisław, Jakub, Stefan, Grzegorz, Natalia, Roma

'Chciałbym zamieszkać między Polakami'

30.07.2014 07:42:50 top 49 18168

- Chciałbym zamieszkać między Polakami - mówi Tobiasz Oraczko, głowa ośmioosobowej rodziny romskiej z ul. Wąskiej w Limanowej. Z powodu protestu mieszkańców, w tym innych Romów, najprawdopodobniej nie otrzyma ona mieszkania na ul. Słonecznej.

Warunki, w których teraz żyją są fatalne – ostatnio dwójka dzieci trafiła do szpitala z powodu choroby, jakiej nabawiły się śpiąc w pełnej pleśni piwnicy. Romowie są gotowi przeprowadzić się do kontenera, jednak miasto obecnie nie może im go zaproponować.

Rodzina Oraczków z ul. Wąskiej wciąż nie otrzymała obiecanego przez władze Limanowej mieszkania przy ul. Słonecznej. Burmistrz Władysław Bieda powiedział nam, że lokal nie został jeszcze zwolniony przez dotychczasowych lokatorów.

Kolejnym problemem okazuje się zdecydowany sprzeciw mieszkańców ul. Słonecznej. Jak już informowaliśmy, nie życzą sobie oni w sąsiedztwie rodziny romskiej z ul. Wąskiej, obawiając się awantur. Tego samego zdania są inni Romowie, mieszkający w okolicy.

- Sprawa wygląda źle. Na tą chwilę mieszkanie nie jest jeszcze wolne, o czym poinformowałem państwa Oraczków. Natomiast pojawiła się jeszcze taka sytuacja, że są bardzo zdecydowane protesty mieszkańców okolicznych bloków i domów, a nawet rodzin romskich które zamieszkują na samej „Bekówce” i w okolicy. I tutaj rodzi się problem, bo jeśli już teraz widać że może to wywołać tak wielki konflikt społeczny, to prawdopodobnie nie będzie takiej możliwości, byśmy mogli tej rodzinie wynająć to mieszkanie - mówi Władysław Bieda.

Wczoraj na ten temat rozmawialiśmy z Tobiaszem Oraczko, głową rodziny szukającej nowego mieszkania. 29-letni mężczyzna z rozgoryczeniem pokazywał nam warunki, w jakich mieszka wraz z żoną i sześciorgiem dzieci.

W ciasnej, ciemnej piwnicy unosi się nieprzyjemny zapach pleśni. Widać ją już na ścianach, znajduje się także pod materacami, na których śpią kilkuletnie dzieci. Najmłodsze z nich – bliźnięta – trafiły w tym tygodniu do szpitala z zapaleniem oskrzeli. Nieco starszy chłopiec ma astmę i ciągle kaszle. - W nocy muszę wstawać, żeby trochę przewietrzyć. Otwieram drzwi i okna, bo inaczej rano nie byłoby czym oddychać - mówi Oraczko.

Rodzina była już przygotowana do przeprowadzki. Ubrania i pościel spakowali do worków, które czekały przy drzwiach. Teraz nie nadają się już do niczego, gdyż pojawiła się na nich pleśń. A decyzji o przekazaniu mieszkania wciąż nie ma. Oraczkowie najpierw mieli trafić do niewielkiego lokalu na ul. Spacerowej, jednak ich niedoszli sąsiedzi szybko zareagowali, protestując u władz miasta. Teraz sytuacja powtarza się na ul. Słonecznej.

Tobiasz Oraczko podkreśla, że nie chce mieszkania dla własnej wygody, zależy mu jedynie na zdrowiu dzieci. Nie chce też mieszkać w sąsiedztwie innych Romów.

- Chciałbym zamieszkać między Polakami. Jeśli obok będą mieszkać inni Romowie, cokolwiek złego oni zrobią, ja też będę o to posądzany. Gdy zamieszkam w sąsiedztwie Polaków wszyscy przekonają się, że moja rodzina nie robi nikomu problemów - mówi Tobiasz Oraczko. Dodaje, że choć pilnie potrzebuje mieszkania, to wcale nie jest zadowolony z lokalizacji proponowanej przez samorząd, bo jego zdaniem to właśnie Romowie z ul. Słonecznej są awanturnikami i ciężko obok nich żyć. - Są przecież Polacy, którzy mogą zaświadczyć, że jesteśmy spokojni - przekonuje.

Burmistrz deklaruje, że władze Limanowej nadal będą szukać mieszkania dla romskiej rodziny. Samego Tobiasza Oraczko wiele razy zachęcał do podjęcia poszukiwań jakieś lokalu do wynajęcia, ten jednak twierdzi, że i tak nie będzie go stać na czynsz i opłaty.

- Będziemy szukać jakiejś innej możliwości w zasobie mieszkań miejskich, chociaż na ten moment żadnego wolnego lokalu nie mamy. Być może uda się, że ktoś zamieni swoje dotychczasowe mieszkanie na to przy ul. Słonecznej i wtedy uda się bez konfliktu wynająć je rodzinie Oraczków - mówi burmistrz Limanowej. - Miasto wynajmuje mieszkania w miarę posiadanych zasobów. Mieszkania, które posiadamy, staramy się udostępnić najbardziej potrzebującym rodzinom, z tym że możliwości miasta nie są nieograniczone. Poza tym miasto nie ma obowiązku kwaterunkowego wobec wszystkich tych, którzy swoich mieszkań nie mają. Podchodzimy do problemu z dużą życzliwością, w tamtym roku wszystkim rodzinom mieszkającym na ul. Wąskiej chcieliśmy poprawić sytuację kwaterunkową, ale ta propozycja nie została przez nich przyjęta. I teraz widzimy tego skutek - twierdzi burmistrz, przypominając o programie „Rom na swoim”.

W ramach tego programu samorząd zamierzał kupić piętrowy dom z 1991 roku o powierzchni 270 mkw, wraz z działką o powierzchni 3 tys. mkw. Miasto miałoby wydać na ten cel 200 tys. złotych, z czego 75 tys. miało stanowić ministerialne dofinansowanie, pozostałą zaś kwotę pochodzącą z budżetu miasta władze chciały odzyskać po sprzedaży działki na ul. Wąskiej. Romowie nie zechcieli przeprowadzić się na obrzeża Dąbrowy Tarnowskiej, bo stwierdzili że dom jest zbyt mały by ich pomieścić, choć w Limanowej budynek o powierzchni 150 mkw zamieszkuje 36 osób.

- Znamienne jest to, że protestują także inne rodziny romskie. Nie widać więc solidarności między nimi, można powiedzieć że są w stosunku do samych siebie mało tolerancyjni - zauważa Władysław Bieda.

Jest zatem bardzo prawdopodobne, że nawet po znalezieniu kolejnej lokalizacji dla Oraczków sąsiedzi będą protestować i nie dopuszczą do osiedlenia się Romów na terenie własnego osiedla. - W każdej sytuacji próbuję tłumaczyć, że przecież nie wszyscy Romowie są konfliktowi, ale jeśli nie znajduje to zrozumienia mieszkańców, to trudno wymagać, byśmy świadomie doprowadzili do sytuacji konfliktowej - dodaje burmistrz miasta.

Ośmioosobowa rodzina jest więc gotowa przeprowadzić się nawet do mieszkalnego kontenera, umiejscowionego na obrzeżach miasta lub na terenie którejś z okolicznych wsi. Przekazaliśmy wczoraj tę informację burmistrzowi, okazuje się jednak że to najprawodpodobniej nie nastąpi.

- Kontenera nie można umiejscowić byle gdzie, muszą zostać spełnione określone warunki sanitarne. Działka musi mieć dostęp do bieżącej wody i kanalizacji. A na dzień dzisiejszy nie mamy takiego miejsca, by to zorganizować - mówi Władysław Bieda.

Do tematu będziemy powracać.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in