Niedziela, 19 września
January, Konstancja, Teodor, Leopold

Decyzje zapadły. Lekarze pytają co dalej?

19.12.2011 10:26:19 top 36 8550

Limanowa. Ordynatorzy limanowskiego szpitala są przeciwni zwolnieniu dotychczasowego dyrektora placówki, pytają też o plany Powiatu dotyczące przyszłości szpitala. Przewodniczący Rady Powiatu Tomasz Krupiński wprost powiedział jednak, że podjętych decyzji o odejściu dyrektora cofnąć się już nie da.

Informacja o odejściu z funkcji dyrektora szpitala za porozumieniem stron Dariusza Sochy stała się powodem do wysłania do starosty pism, które podpisali prawie wszyscy ordynatorzy oraz 32 lekarzy, a także dwa związki zawodowe - ratowników i pielęgniarek i położnych. W pismach pracownicy szpitala sprzeciwiali się zmianie dyrektora, który według nich dobrze nim zarządzał, pytając też o przyszłość placówki. Po tych pismach Rada Ordynatorów spotkała się z Zarządem Powiatu w sprawie szpitala (spotkanie opiszemy w osobnym artykule), jednak lekarze nie byli usatysfakcjonowani jego przebiegiem.

Pisma zostały więc odczytane na początku obrad Komisji Zdrowia, która odbyła się w minioną środę w środę w Starostwie Powiatowym w Limanowej. Dziś informację o przebiegu obrad poszerzamy (w czwartek pisaliśmy o nerwowej dyskusji pomiędzy radną Anną Wilk, a starostą Janem Puchałą - przeczytaj  Nerwowo na komisji - radna "problemem").

Po odczytaniu pism o zabranie głosu przez przewodniczącą został poproszony Tomasz Krupiński - przewodniczący Rady Powiatu, a zarazem dyrektor niepublicznego szpitala w Szczyrzycu, który miał podsumować przebieg spotkania z ordynatorami. – Wszakże wyraziłem opinię, którą podtrzymuję dzisiaj również, że to spotkanie było już i podobnie jak jest dzisiaj, na etapie pewnych faktów zastanych, pewnych rzeczy dokonanych, które w moim odczuciu w żaden sposób nie pozwalają na to żebyśmy wrócili zarówno w rozmowach, jak również wyznaczyli sobie inny cel naszego spotkania, ówczesnego i dzisiejszego, poza tym, że jasno wszyscy zdajemy sobie sprawę, że etap relacji z dyrektorem szpitala z powiatem, dzisiaj nazywa się tak, że jest to porozumienie stron odnośnie tego, że pan dyrektor kończy pracę jako prowadzący jednostkę. Jest to porozumienie aktualne, jest ono sygnowane przez obie strony. Rozumiem złożoność tematu. Sytuacja szpitala jest mi znana od dawna.

Później Anna Wilk poprosiła dyrektora o wyjaśnienie zarzutów, które spowodowały utratę zaufania przez Zarząd Powiatu do dyrektora. - Wiemy, że były dwie kontrole, chcieliśmy się zapoznać się z wynikami kontroli i prosić o ustosunkowanie się do tego – mówiła przewodnicząca Komisji Zdrowia.

- Sytuacja była dynamiczna i rozwijała się od marca. Wtedy rozpoczęły się małe perturbacje pomiędzy mną, a starostą i od tego czasu zaczęły się kontrole – mówił Dariusz Socha. - Ja do dnia dzisiejszego przyczyn swojego odwołania nie znam. Zmieniały się one im dłużej trwały kontrole. Prawda jest taka, że pan starosta chciał mnie odwołać, można to było zrobić wcześniej natomiast szukano powodu do tego odwołania. Stanęło na tym, że rozstaliśmy się na mocy porozumienia stron, gdyż stwierdziłem, że  doszło do takiej sytuacji, że ja nie jestem wstanie porozumieć się z Zarządem i vice versa. Prowadzenie dalej szpitala przeze mnie może spowodować to, że odbije się to niekorzystnie na pracownikach i ogólnej sytuacji szpitala. Wiedziałem, że  żadna ze stron nie ustąpi i będzie starała się na mnie wymusić tą rezygnację.

Dyrektor odniósł się także do przeprowadzonych przez Starostwo Powiatowe i Radę Powiatu (Komisja Rewizyjna) kontroli w szpitalu. - Kontrole wykazały małe nieścisłości jak w każdym zakładzie, błędy są niewielkie i z kontroli, która trwała 5-6 miesięcy myślałem, że będzie ich więcej. Już patrząc z dystansu uważam, że szpital jest bardzo dobrze ułożony. Jeżeli po takich kontrolach są takie zarzuty to jest wspaniale. Firma doradcza która doradza szpitalowi opinia jest taka, że mamy najlepszych szpitali pośród tych, które oni kontrolowali.  To nie ma już wpływu na sytuację, która się stała. Problem leży gdzie indziej, liczę, że ta sytuacja która jest spowoduje większy szacunek do szpitala i do ludzi którzy tu są na przyszłość. Pewne rzeczy robi się w inny sposób. To jest clue tej sprawy, by ten szpital, jako największy zakład w powiecie, ludzie którzy zarządzają szpitalem patrzyli na szpital trochę jak na swoje dziecko, a nie możliwość rozgrywania pewnych rzeczy. Czas jest zacząć myśleć nad przyszłością tego szpitala. Tutaj nie ma pomysłu na ten szpital. Na dłuższą metę ktoś musi określić plan działania szpitala w przeciągu 4-6 lat, czyli zmieniających się w tej chwili ustaw. Myślę, że to spowoduje dyskusję w przyszłym roku jak ten szpital ma w przyszłości wyglądać - mówił Dariusz Socha.

Następnie Anna Wilk poprosiła o przedstawienie przez Jana Puchałę zarzutów stawianych dyrektorowi. - Ja realizuję prośbę znacznej części personelu szpitala – argumentowała pytanie Anna Wilk.
- Częściowo już tłumaczyliśmy to już na spotkaniu z ordynatorami. Chcę powiedzieć, że zarząd jednogłośnie utracił zaufanie do dyrektora – mówił Jan Puchała. - Nie jest prawdą, że w szpitalu jest tak pięknie. Tak czy tak byśmy dyrektora odwołali z tym, że poszliśmy na ugodę - podpisaliśmy ją. Jutro (miniony czwartek – przyp. red.) na internecie ukaże się wystąpienie pokontrolne (uchybienia można przeczytać w artykule Szpital po kontroli: 24 uchybienia), bo jest to informacja publiczna, więc nie będę czytał, bo to z godzinę czytania, gdzie są zarzuty do prowadzenia jednostki przez dyrektora i po prostu Zarząd nie widzi dalszej możliwości współpracy, ponieważ dla dobra szpitala i dobra pacjenta, jeśliby dyrektor nie podpisał ugody, zarząd by dyscyplinarnie odwołał dyrektora. Naprawdę ostatni rok jest źle zarządzany, jest niegospodarność w szpitalu, nie mieliśmy zastrzeżeń do dyrektora jeśli chodzi do 2010 roku. Ze względu na podpisane porozumienie, dyrektor prosił żeby nie omawiać tych spraw, więc nie będę komentował, każdy z państwa sobie komentarz zrobi po jutrzejszym ukazaniu się wystąpienia pokontrolnego. Nie chcemy zaogniać sprawy, bo jeżelibyśmy chcieli dokładnie przedstawić protokół, ale nie wtedy kiedy przewodnicząca zwoła komisję, ja nie wiedząc, że takie grono będzie, ja mam poumawiane spotkania, to jest trzy godziny przedstawiania sprawy. Tylko zaznaczam to nic już nie da, decyzje zarząd podjął i nie cofnie – żeby było z góry wiadomo. Niepotrzebne przepychania, niepotrzebne dyskusje.

W pewnym momencie starosta jednak zaczął mówić na temat zarobków w szpitalu. Twierdząc, iż są w szpitalu lekarze, którzy zarabiają miesięcznie nawet blisko 33 tys. zł.  - Część z lekarzy pracuje za marne pieniądze, ale są jednostki, czy były jednostki, że to jest właśnie niegospodarność, gdzie bez konkursu wygrywa się stanowisko ordynatora, bez konkursu co dwa miesiące się pisze aneks i podnosi się. Pan ordynator jednego z oddziałów zaczął od 13 800 a skończył na 32 900 zł. Takie są stawki i nie pozwolimy na to, że starosta kłamie, czy zarząd kłamie i wmawia się ludziom, że to zespół, firma, nie firma. Są też firmy – Euromedica, gdzie przez te firmy są takie rzeczy robione, ale też niezgodnie z prawem są wypłacane przez firmę właśnie różne stanowiska, które nie były w specyfikacji przetargu, które nie miały być prawa wypłacone, bo jeśli w tej umowie są lekarze, to pytam się jakim prawem są radca prawny, ratownicy. Tu są rzeczy niedochowanie prawa. Żeby państwo wiedzieli nie chcemy robić populizmu, nie chcemy robić linczu i dyskusji nad Zarządem, starostą i dyrektorem, tylko idą pisma do organów - idzie pismo do prokuratury, idzie pismo do Regionalnej Izby Obrachunkowej związane z zarządzaniem przez dyrektora, bo my takie informacje posiedliśmy, to Zarząd jest w kompetencjach powołania i odwołania dyrektora, nie musielibyśmy nic udowadniać, bo najprościej odwołać dyrektora. To i tak chcemy bardzo po ludzku załatwić sprawę, bo są spotkania, są te rzeczy. Uważam, że bez sensu spotkanie na temat odwołania dyrektora. My szanujemy waszą troskę, ale to jest decyzja zarządu. My są wybierani przez społeczeństwo, my odpowiemy przed społeczeństwem. My wiemy co robimy. To, że ktoś się broni i ktoś coś słyszał, że dzwony, ale nie wiedzą w którym kościele, to zaczną wmawiać, co ten starosta chce, co zarząd chce, a my wiemy, państwo nie posiadacie tych dokumentów, ale niektóre rzeczy – umów cywilno-prawne są poufne, nie możemy powiedzieć, ale nie wmawiajcie, nie wprowadzajcie opinii publicznej w błąd, że jakaś firma bierze 32 900. Jest jeden lekarz, który jest i na kontrakcie, i na etacie i też ma 32 tys. zł, co jest niezgodne z prawem, i jest wiele takich sytuacji. Wy się dziwicie, że nie ma na podwyżki. My uważamy, patrząc na to, że wynik finansowy na podstawowej działalności były dużo większy. Ja się przejęzyczyłem na spotkaniu z ordynatorami, ale jak byłem pacjentem na Izbie Przyjęć, to wytłumaczyłem pielęgniarkom, żeby dobrze zrozumiały, że to nie jest dług, ale strata za trzy kwartały tego roku jest na bieżącej działalności – medycznej to 1 mln 750, i nie jest tak kolorowo, bo to Zarząd Powiatu odpowiada wtedy – zgodnie z ustawą, to Rada Powiatu pokrywa straty wtedy szpitala, to nie odpowie dyrektor szpitala później, tylko się ktoś zapyta od czego był zarząd. My nie mamy zastrzeżeń przez 4 lata do dyrektora, rządził świetnie, ale w 2011 roku jest niegospodarność, gdzie podejrzanie popełnienie tego przestępstwa – szykujemy dokumenty do prokuratury i RIO. Ten ostatni rok, jak my się zagłębili w szczegółową analizę, to po prostu wyszło. Po drugie nie wszystkie informacje są publiczne. Proszę nie wymagać niektórych rzeczy, że się państwo dowiecie, bo nie macie takiego prawa, a my musimy przestrzegać, bo druga strona pozwie nas. Teraz prawnicy opracują co nie jest informacją publiczną, a co można przekazać, tak jak nie można przekazać informacji o płacy, wynagrodzeniach. To wymaganie, jak kto zarabia, to ja dokładnie wiem jako starosta, ale ja nawet nie mogę zarządowi tego powiedzieć, ani komisji kontrolnej, bo to są informacje poufne, które może mieć szef jako starosta. Wiele rzeczy po prostu państwu się wydaje, że możecie wiedzieć, ale z drugiej strony nie możemy ujawnić tego, bo to są informacje poufne. Prosiłbym o wyrozumiałość i uszanowanie decyzji dyrektora o rozstaniu się.  Musimy zadbać by szpital funkcjonował normalnie, by szpital był na najwyższym poziomie i by odejście dyrektora nie spowodowało zakłóceń. Rozmawiajmy o tym co dalej. Powinniśmy się spotykać, rozmawiać, bo niektórych sytuacji byśmy uniknęli, ale w tej chwili, jak się tak zaostrzyło między Zarządem a dyrektorem, naprawdę spotkania w obronie dyrektora są bezsensu. To temat zakończony i to jest nieodwracalne.

- To spotkanie nie jest tyle w obronie dyrektora, tylko chcemy wyjaśnienia, bo pracownicy przez kilka lat pracowali pod kierownictwem Dariusza Sochy, a zostali zaskoczeni decyzją zarządu. Chcieliśmy to wyjaśnić
– mówiła Anna Wilk.

- Na spotkaniu z ordynatorami niestety państwo nic nam konkretnego na temat sytuacji szpitala nie powiedzieli, tylko zostaliśmy poinformowani, że dyrektor odchodzi za porozumieniem stron – mówiła Bożena Wojtas, ordynator oddziału noworodkowego. - To, że tak jest to wiemy, ale jesteśmy głęboko przekonani, że ta sytuacja jest niekorzystna dla szpitala. W ciągu najbliższych miesięcy  zobaczycie państwo, że tak się okaże, bo każdy nowy dyrektor zanim pozna szpital potrzebuje czasu, a długi będą powstawały. Było nam przykro, gdyż na tym spotkaniu nie potraktowaliście nas jako partnerów do rozmowy i ludzi którzy są specjalistami. Jeśli chodzi o te niby duże pieniądze, to zrobiłam kalkulację, że jeżeli lekarz specjalista dostałby 100 zł za godzinę, pracował w pełnym wymiarze godzin, miał 8 dyżurów w tym 4 dyżury 24 godzinne i 4 dyżury 16 godzinne, to jak nic wychodzi mu 32 tysiące, dokładnie tyle wyszło.  Natomiast to jest kwota brutto, on musi z tego zapłacić wszystko, nie ma urlopu, nie ma nic, a poza tym on pracuje nie 160 godzin, tylko co najmniej 320. Ja szukałam neonatologa przez 6 lat w całej Polsce, dopiero po tym czasie znaleźliśmy lekarza specjalistę. Może dyrektor jakiś błąd popełnił w sensie formalnym, ale jeżeli pojawia się specjalista, to nikt nie może czekać trzy tygodnie, bo „proszę pana proszę poczekać 3 tygodnie, my zrobimy konkurs i pan zostanie przyjęty”. Rozumiem, że jest przepis formalny, ale dla dobra szpitala, uzyskania specjalistów, uważamy, że to nie jest wielkie przestępstwo.

Anna Wilk dodała, że za czasów poprzedniego dyrektora w jednym roku odeszło 22 lekarzy i był taki moment, że zagrażało to istnieniu szpitala, a teraz tego problemu już nie ma. Przypomniała też aferę za poprzedniego dyrektora z SOR'em, kiedy to w szpitalu pracował lekarz, który w ogóle nie był lekarzem. - Teraz trudno jest  zgodzić się z zarzutami kontroli, że nie ogłaszane są konkursy, bo może po prostu się tego nie dało zrobić i wszyscy mają tego świadomość – mówiła Anna Wilk.

Głos wówczas zabrał starosta. - Przykro mi, że pani Wojtasowa tak mówi, bo tak pani była doceniona, przecie najwięcej pani zabierała głos. Pani najwięcej miała do powiedzenia, pani nas tu pouczała, zwracała uwagę i dziwie się, że tak jak pani mówi, bo myślę, że nikt bardziej nie powinien być usatysfakcjonowany jak pani – odpowiedział starosta na wystąpienie ordynator. - Wtedy dowiedzieliście się państwo, że po półroczu prosiliśmy dyrektora o program naprawczy, bo już była strata na bieżącej działalności medycznej. Do dnia dzisiejszego go nie ma. W ubiegłym roku daliśmy dyrektorowi pieniądze, które nie wykorzystał i oddał. Ile gestów ze strony zarządu musi iść, który uważamy, że się pogubił. Nieprawdą jest, że dyrektor nie mógł zrobić konkursu, gdyż jeden lekarz co dwa miesiące zmieniał aneks i ich było 17. Inne szpitale jakoś zdążyły zrobić konkursy.
Starosta zarzucił także dyrektorowi, iż w ostatnim czasie zatrudnił 7, albo 9 sekretarek medycznych, chociaż mógł na te stanowiska przesunąć ludzi z administracji. - Jakbym wam tak wyliczył, to tak jakby były naciski wewnętrzne, a później się mówi, że starosta kazuje przyjmować  – mówił Jan Puchała. - Nawet moja sąsiadka była przyjęta, której szwagierka pracuje w kadrach, a jej wujek to główny kadrowy, bo jest sąsiadka starosty i takie plotki po szpitalu chodzą. Później się wmawia, że starosta wiedział i o to mam żal, że się puszcza plotki, że starosta wiedział, a ja się dowiedziałem ostatni. A administracje trzeba było redukować, wszyscy redukują administracje, nie wolno redukować tzw. ludzi produkcyjnych – pielęgniarki, lekarzy, salowe. Nie jestem wrogiem administracji, ale trzeba szanować tych którzy wypracowują ten zysk. A co my robimy? Jak ktoś odchodzi na emeryturę, to obowiązki dzielimy przez innych pracowników.

Starosta zarzucił także dyrektorowi przekroczenie funduszu płac o 660 tys. zł. - Stąd uznaliśmy, że jest to niegospodarność, bo tyle kosztów, a ile zysków było w poprzednie lata. Zysk zaczął topnieć – mówił Jan Puchała.

- To już w tym momencie oprócz tego, że to jest słowotok, to dochodzimy do okresu takiego, że pan starosta myli pewne rzeczy – mówi Dariusz Socha. - Mówi pan o 660 tys. zł przekroczonych płac, kiedy są one idealnie z planem. Najprawdopodobniej myli pan płace z 2010 rokiem, w którym to roku są nagrody, które przyznaliśmy pracownikom za zysk w stosunku do planu. Nie chce już polemizować, bo to nie ma sensu, ale powiem tylko jedną rzecz, nie chce żeby ktoś odniósł wrażenie, że lekarze tutaj zarabiają kosmiczne pieniądze, bo tak nie jest. Powiem o tych 32 tys. zł. Najprawdopodobniej mówimy o lekarzu, który ze szpitala odszedł i zarabiał 60-80 zł, w momencie kiedy ktoś pracuje 330 godzin, to taka kwota się uzbiera, ale nie mówimy, że lekarze zarabiają kosmos. Natomiast jeśli mówimy o stracie na działalności podstawowej, to ona jest, ale zysk netto całego szpitala ma być i jest i takie robimy plany. Są one akceptowane przez rade społeczną i zarząd. Dotychczas każdy z naszych planów był przekroczony – miało być 200 tys. zł zysku, a było o 1 mln więcej. W tym roku też będzie zysk większy niż plan. Pieniądze na płace nie są rozrzucane.
Po tej wypowiedzi starosta stwierdził, że w szpitalu są trzy przypadki nieprawidłowych płac. - Reszta z dużym szacunkiem – nie zarabiacie cudów, to też nas bolało, że jedni zarabiają bardzo mało, a drudzy średnio, a trzeci dużo – mówił Jan Puchała. - Jeszcze nie wiadomo co prokuratura zrobi, bo jeszcze się okaże, że jeden z tych lekarzy był w tym samym czasie wszędzie i w Wieliczce i w Sączu. W tej chwili prowadzone jest śledztwo, więc trudno powiedzieć co będzie, bo były tez przypadki takie z kontroli, że było podpisane, że nieobecny na dyżurze, a później wymazane i wypłacone.

Później rozpoczęła się nerwowa dyskusja pomiędzy Janem Puchałą, a Anną Wilk (pisaliśmy o tym w artykule: „ Nerwowo na komisji - radna "problemem").”).

- Przeżyłem wielu dyrektorów w Nowym Targu, nie nawet jak porównywać tamtego szpitala do Limanowej, bo tutaj widzi się gospodarność, tam są potężne długi, które narastają i dlatego między innymi przyszedłem do tego szpitala i byłem ciepło przyjęty - skomentował Andrzej Szurmiak, ordynator anestezjologii limanowskiego szpitala. – Tutaj spotkałem miłą i przyjemną atmosferę i mam nadzieję, że będzie tak dalej. Co do niegospodarności panie starosto, to nie zauważam jej u dyrektora, bo np. anestezjolodzy są nieliczną grupą i oni naprawdę zarabiają dużo, my zarabiamy tu w szpitalu stosunkowo mało w porównaniu do ościennych szpitali – w szpitalu w Bochni zarabiają mniej, z tym, że nikt tego nie widzi, że owszem dzięki dyrektorowi zdobyliśmy akredytację. Współpraca z dyrektorem układała się bardzo dobrze, zakupiliśmy też nowoczesny sprzęt. Niespotykane też jest w Polsce, że w takim ośrodku dyżuruje dwóch lekarzy i poszliśmy na rękę dyrektorowi, że drugi lekarz jeździ karetką pogotowia, co jest niesamowitą oszczędnością dla szpitala.

- Źle mnie pan zrozumiał, powiedziałem, że zarabiacie nisko, że nie chodzi mi o was pracujących w szpitalu, tu jeśli chodzi o lekarzy, to mamy pretensje do trzech kontraktowych lekarzy, tą sprawę wyjaśnimy – odpowiedział Jan Puchała. – Druga sprawa, przecie powiedziałem wyraźnie, to co dyrektor robił do 2010 roku, naprawdę nam się podoba, nie mamy zastrzeżeń, dlatego chcemy się rozstać w zgodzie, bo cenimy to co zrobił. Po trzecie mogę zagwarantować, żadnych cięć i restrukturyzacji w białym personelu nie będzie. Chcemy oszczędzać w przetargach, grupach zakupowych leków. Nie w sferze medycznej, bo tu jest bardzo dobrze. Nie będzie nic w sferze medycznej, żadnych zwolnień lekarzy, pielęgniarek, salowych. Tu już nie ma co zwalniać, dyrektor Róg wyciął co się dało. Tu trzeba wzmacniać na niektórych oddziałach kadrę. Oszczędności będą w administracji, w zamówieniach publicznych, w zaopatrzeniu. Tu nie ma spójności i widzimy duże błędy.


- Jestem tutaj nie dla przyjemności. Wiemy jaka jest sytuacja, nie występujemy w obronie dyrektora, bo nie od tego jesteśmy, nikt nie jest tutaj po to by dyrektora przywracać, bo tak jak powiedział doktor Krupiński bo sprawa jest załatwiona. Chodzi nam o przyszłość, by nie było tego typu sytuacji, które w moim odczuciu gdyby była lepsza komunikacja między ordynatorami, a starostwem, to takiej sytuacji by nie było. Można było zareagować, skorygować, normalnie tak jak się powinno robić po chrześcijańsku, po ludzku. Stało się i tyle. Chodzi nam o przyszłość. Trzeba taką osobę zatrudnić, by ta osoba kontynuowała dzieło rozpoczęte przez dyrektora Sochę. To co jest dobre nie będzie łatwo utrzymać, bo jest na wysokim poziomie i jeśli się o to nie zadba, to będzie tylko dobrze
– mówił Leszek Pieniążek, ordynator oddziału ginekologii. – Chcemy wiedzieć co dalej.

- Pewne sprawy są nieodwracalne, natomiast dziękujemy ordynatorom za troskę i poziom lecznictwa, bo tego nigdy nie negowaliśmy, wręcz przeciwnie, chwalimy się tym poziomem
– włączył się Mieczysław Uryga, członek zarządu powiatu, dziękując też dyrektorowi za dotychczasową pracę. – Mam wielką prośbę do lekarzy, ordynatorów, by zrobić wszystko, aby potencjalny pacjent powiatu nie ucierpiał i prosimy o tą pomoc, by szpital był dobrą rangą i tak dalej.

Jolanta Jędrzejek, przedstawicielka związków zawodowych zapytała starostę czy prawdą jest złożenie dymisji przez zastępcę dyrektora szpitala ds. lecznictwa Jacka Migdała. – Kiedy pracownicy, którzy są zaniepokojeni dowiedzą się, kto będzie zarządzał tym szpitalem, bo to jest dla nas bardzo ważne – mówiła.

Starosta odpowiedział, że nie jest prawdą. Dyrektor chciał złożyć, ale starosta rozmawiał z nim i odejdzie dopiero, gdy będzie nowy dyrektor ds. lecznictwa. Powodem rezygnacji jest sytuacja zdrowotna. – Chcemy by dalej dyrektorem ds. lecznictwa był z limanowskiego szpitala – mówił Jan Puchała. – To będzie łagodny proces, nie będzie to nagle.

Natomiast naczelny dyrektor nie jest jeszcze znany, gdyż nie wiadomo kto wygra konkurs. – Spodziewamy się, że będzie dużo ofert ze szpitali dolnośląskich, bo tam dużo szpitali zostało zlikwidowanych – mówił Jan Puchała. – My w tej chwili będziemy chcieli, aby na ten przejściowy okres dyrektor ds. medycznych powołał dyrektora ds. administracyjno-ekonomicznych, na krótki czas, żeby pomógł mu na ten okres przejściowy do czasu wyłonienia dyrektora naczelnego. Nie mamy zdecydowanego kandydata, bo głupio by było mieć.

Kolejny głos zabrał Marian Wójtowicz, radny powiatu, a zarazem przedstawiciel wojewody w Radzie Społecznej Szpitala. – Przez pewien czas też miałem niedosyt, że nie bardzo było jasne z jakiego powodu dyrektor jest odwoływany, ale skoro dochodzi później do jakiejś dżentelmeńskiej umowy, to szanuje głos i dane słowo. Starosta był łaskaw wspomnieć, że są pewne sprawy, które będą skierowane do RIO i prokuratury, czy zatem, jeżeli tak było, takie są zarzuty, które się kwalifikują do takich instytucji, to czy one coś zmienią, jeżeli wcześniej odwołamy dyrektora, czy też ewentualnie, jeśli zostaną wnioski wyciągnięte, to później powinno się to zrobić. Byłoby naturalną rzeczą, to by autorytet władzy umacniało, a tak to wszystko budzi kontrowersje. Jeżeli słyszę, że jesteśmy jednym z dwóch, czy trzech szpitali w Małopolsce, który jest na plusie, jest bardzo dobry, słyszałem, że z innych rejonów Polski ludzie podziwiają szpital, to coś mi tu nie gra, dlaczego tak jest? Dlaczego nie można powiedzieć do końca? Bardzo bym prosił, by sprawę tę do końca wyjaśnić i powiedzieć, a nie mówić, że ja coś tam, wiem, to zobaczymy, to przedstawimy w pewnym momencie, to budzi kontrowersje. Panie starosto z całym szacunkiem, ale muszę powiedzieć, że do pewnych rzeczy nie możemy mieć pretensji i troszkę było mi nieswojo, gdy pan był łaskaw zrobić prywatne wycieczki do niektórych państwa. Nie, oni rozmawiają w trośce o nas wszystkich i zechciejmy te nerwy na wodzy powściągnąć. Decyzja zarządu i pana starosty nie jest łatwa, bo to sprzeciwienie się materii, ale z drugiej strony byłaby łatwiejsza, gdyby te dowody były twarde i oczywiste.

- Nie byłoby  żadnym problemem, możemy do spotkania doprowadzić, ale na to potrzeba 4 godziny proszę wyznaczyć to popołudniu – odpowiedział starosta. – Ja nie wiedziałem, że na tej komisji będzie takie gremium.

- Ja pozwole sobie jeszcze dwa zdania powiedzieć na zakończenie spotkania – mówił po staroście Tomasz Krupiński. – Mianowicie chcę żebyście państwo przyjęli ze zrozumieniem, na podstawie argumentacji przedstawionej nie tylko dziś, ale szerzej również i dzisiaj, że decyzja o zaprzestaniu pełnienia funkcji przez pana dyrektora Sochę, nie była decyzją ad hoc, bez przemyślenia i tak to się wyraziło emocjonalnie w reakcji zarządu powiatu. Jesteście świadkiem i adrestatem, że ta sprawa była przedmiotem analizy rzetelnej. Nie muszę nikogo utwierdzać, że szpital jest tym podmiotem, którego troską szczególną otacza zarówno zarząd jak i rada powiatu. I tak też będzie dalej. Zaręczam państwa, że wszelkie działania wobec szpitala zawsze od kiedy ja pamiętam, albo prawie zawsze od kiedy funkcjonuje powiat limanowski, to proszę mi wierzyć, że to jest priorytetowe zadanie nas wszystkich radnych, jako egzemplifikację tego z jaką troską traktujemy szpital jest fakt, tego nie można nie docenić, że sytuacja wiele lat temu była niepomiernie inna i dzięki organowi założycielskiemu, jak również i głównie pracownikom szpitala stało się tak, że szpital limanowski nie dość, że spłacił długi 19 mln zł, zbilansował działalność, to jeszcze spotęgował swoją bazę diagnostyczną i utrwalił, poprawił potencjał lekarski i pielęgniarski. Zaręczam państwa, że zarówno zarząd – organ, który przez radę powiatu na bieżąco monitoruje działalność szpitala, tak również i rada, którą mam przyjemność reprezentować i prowadzić, dołożę dalej wszelkich starań, by dalej ciągłość zarządzania w okresie przejściowym, jak również i to jest wyzwanie, pan dyrektor ma rację, to jest bardzo trudne wyzwanie i tu się jeszcze ustosunkuje do wypowiedzi którejś z pań, czy szpital ma program czy nie ma. Proszę państwa dzisiaj to nie jest tak łatwo mieć pomysł na szpital. Chcielibyśmy mieć, jako osoby prowadzące podmioty (Tomasz Krupiński jest dyrektorem niepublicznego szpitala w Szczyrzycu), nowy słuszny, pewny. Ja dużo nie chce, ja bym chciał mieć program zdrowotny dla kraju, w którym można by było wyczytać w którym kierunku i jak, ale z perspektywą w normalnych państwach to się tworzy z perspektywą 10 lat, mnie by pewnie wystarczył w perspektywie 4 lat, a my nie wiemy jaki będziemy mieli kontrakt w perspektywie paru tygodni. W związku z tym taki program trzeba robić, wyobrażam sobie ponad wszelką wątpliwość, że udział państwa w tym powinien zaistnieć, a zwłaszcza to co koledzy ordynatorzy macie na uwadze, to właśnie to, żeby to ciało – Rada Ordynatorska mogła nam pomóc, bo dziękuje za te wypowiedzi ze strony kolegów lekarzy, którzy już teraz patrzą w przyszłość. Trudno, ale wszyscy zderzamy się z taką rzeczywistością.

- Pan starosta w kwietniu powiedział, że Komisja Zdrowia nie jest mu do niczego potrzebna, bo ma doktora Krupińskiego, który mu w sprawach szpitala powiatowego w Limanowej najlepiej doradza. W związku z  czym zastanawiam się czy komisji nie należy rozwiązać, albo przynajmniej zrezygnować z funkcji przewodniczącej tej komisji, bo rzeczywiście to nie jest najlepiej. Komisja zdrowia też nie została poinformowana o tym, że takie rzeczy w szpitalu mają się dziać, jak widać jest ona organem niepotrzebnym – mówiła Anna Wilk.

- Pani przewodnicząca pozwoli, ponieważ moje nazwisko padło, wydaje mi się, że w sposób nieuprawniony i sposób bardzo niefortunny - mówił Tomasz Krupiński. - Ja nie będę o sobie mówił, bo nie widzę takiego powodu, natomiast generalnie jest dobrym zwyczajem, że najlepiej opinię wyrażać i uwagi, jak starosta jest na spotkaniu (starosta wyszedł po swojej ostatniej wypowiedzi na spotkanie – przyp. red.), to jest dobry obyczaj, który nawet w stanach emocjonalnych powinien nas obowiązywać. Ja już nie mówię o kolejnych implikacjach tej wypowiedzi, bo tu z kolei wkraczamy  w sferę naszej etyki, jako radnych, w związku z tym nie jest pani uprawniona do tak daleko idących sądów w obecności przewodniczącego rady, członka zarządu, czy komisja zdrowia jest potrzebna czy nie. Proszę potraktować jako pani niefortunną, prywatną interpretację zjawisk, a ja państwa zaręczam, że osobiście, ani pan starosta, ani rada nie ma nic do ukrycia, ani żadnej niespodzianki w temacie strategicznym. Proszę to dobrze uprzejmie pamiętać, bo to jest prawda, prawda i jeszcze raz prawda.

- Ja jeszcze raz wrócę „związki zawodowe są zaskoczone słowami starosty na temat komisji zdrowia Rady Powiatu, starosta stwierdził,  podczas spotkania, że Komisja Zdrowia nie jest w ogóle dla niego autorytetem, nadmienił, że na temat szpitala prowadzi rozmowy z przewodniczącym Rady Powiatu, a zarazem dyrektorem szpitala w Szczyrzycu Tomaszem Krupińskim. Według starosty jest on osobą kompetentną dla limanowskiego szpitala, która by nam wiele wyjaśniła. Szkoda tylko, że go nie było - mówiła Anna Wilk.

- Bo byłem w szpitalu jako pacjent, ale mniejsza z tym – odpowiedział Tomasz Krupiński. – Pani przewodnicząca, zaczynamy zupełnie ślepy zaułek. Ja tylko tyle powiem, że wypowiadanie tutaj głosu portali internetowych mogło by nas naprawdę sprowadzić na manowce.
- Byliśmy świadkami, to było powiedziane na spotkaniu – skomentowała Anna Wilk.

(Aktualizacja 9:20 22 XII 2011)

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in