Poniedziałek, 03 października
Teresa, Heliodor, Gerard, Jan, Ewald, Józefa, Bogumił

Bo ty nie zabijesz Putina

11.04.2022 16:09:00 pawel_zastrzezynski 2 8638

W chwili wybuchu wojny w Czeczeni w 1999 r. doszły do mnie informacje o masowych grobach. Szczególnie zapadły w pamięć spychacze, które zasypywały ciała. Wtedy zapamiętałem Putina.

W tym czasie reżyser Grzegorz Królikiewicz, wieloletni wykładowca w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi przygotowywał widowisko telewizyjne „Anatomia Sumień”. Spektakl był analizą sumień Rosjan, którzy byli uwikłani w zbrodnię popełnioną na polskich oficerach wiosną 1940 roku w więzieniach NKWD w Kalininie oraz w Charkowie. Przy tym filmie byłem II reżyserem. Jeden z planów zdjęciowych był usytuowany w miejscu, gdzie mieszkałem. Było to w Łodzi, kilka minut drogi od miejsca, gdzie miało siedzibę Studio Filmowe, prowadzone przez Pana Grzegorza. Tam pracowaliśmy nad tym filmem dla Telewizji Polskiej. Tam też odbyła się jedna z ważniejszych rozmów. Kilka dni wcześniej pojechałem w delegację do Warszawy do siedziby Prokuratury Generalnej. Miałem otrzymać kasety video, na których były zarejestrowane wypowiedzi byłych katów, którzy strzelali do polskich oficerów. Przegląd kaset nastąpił wspólnie przez główny pion realizacyjny. Doświadczenie tego, co tam zobaczyłem, już na resztę życia zmieniło moją perspektywę celów, jakie sobie postawiłem. Najważniejsze, aby robić wszystko, by zachować pamięć o tych zbiorniach, aby to nigdy się nie powtórzyło. Byłem wstrząśnięty do głębi. W rozmowie wówczas z 60-letnim profesorem Grzegorzem Królikiewiczem nie mogłem zrozumieć, dlaczego Putin dopuszcza się takich zbrodni, że nikt nie reaguje. Zeszliśmy na temat II Wojny Światowej i jej okrucieństw. Zadałem pytanie, dlaczego wówczas nikt nie zabił Hitlera? – „Dlatego, że ty nie zabijesz Putnia” – usłyszałem stanowczą odpowiedź.

Przypomniało mi się to pytanie, gdy po wybuchu wojny na Ukrainie pojawiło się przekonanie, że znajdzie się ktoś, kto zabije Putnia. Że w ten sposób wojna się zakończy. Że wystarczy wyeliminować jedno ogniwo... 

Już od 23 lat w swojej pracy poświęciłem się tylko tematyce wojny. W pełnej świadomości wiedziałem, że to jest jedyny obszar działania, jaki ma sens. Aby pamiętać o zbrodniach. Pamiętać o ofiarach, które zginęły. Przez 10 lat uczyłem się tego, co zostawiły więźniarki obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Przez kilka lat starałem się przywrócić pamięć pomordowanych żołnierzy niepodległościowych, którzy walczyli i byli katowani w Limanowej w Pałacyku „Pod Pszczółką”. W konsekwencji zostałem pociągnięty przed sąd. Jednak udało się doprowadzić do tego, aby katownia nie została wyburzona. Wiedziałem i wierzyłem, że ja w pragnieniu upamiętnienia ofiar i beznadziei, która mnie otaczała, stałem się więźniem, który zostanie zasypany przez gruzy myślenia, gdzie tylko interes ma sens, gdzie pieniądz króluje. Gdzie wartości spychane są na dalszy plan. Podobne doświadczenie miałem z filmem fabularnym, którego losy oparłem o doświadczenia obozowe dr Wandy Półtawskiej. O eksperymenty pseudonaukowe, jakie były na niej przeprowadzane. Pamiętam opór, jaki napotkałem, że ta historia jest tak przerażająca, że nie odnajdzie się w spokojnej przestrzeni. Był taki przypadek, że ktoś nie chciał nawet spojrzeć na folder promocyjny. Jakby bał się tego, co tam jest. Odrzucał to od siebie w przekonaniu, że to już nigdy się nie powtórzy. Był to rok 2016. To nie miało prawa się powtórzyć. 

Niedawno w Instytucie Pamięci Narodowej odnalazłem Testament „Królików” Ravensbrückich, który był sporządzony przez więźniarki, które licząc się z tym, że nie wrócą z obozu, a Niemcy wojnę przegrają, wyraziły swoją wolę, aby po wojnie założono szkołę, wielki zakład wychowawczy dla kobiet... Zakład ten miałby wychowywać takie kobiety, które swoją postawą i działalnością nie dopuszczą do wojny i zbrodniczych eksperymentów na ludziach, jakich dokonano między innymi na dr Wandzie Półtawskiej w Ravensbrück; szkoła miała być pod znakiem „Nigdy więcej wojny”. Testament ten był podpisany przez wszystkie wówczas żyjące w obozie „króliki”.  Testament, który nigdy nie został wykonany. 

Postawa pełna heroizmu i wola osób, które przeżyły doświadczenia wojenne przestały mieć znaczenie w czasie pokoju. Nastąpiło przekonanie, że to nie może się powtórzyć. Wartości, które niosły te kobiety, zostały przykryte przez inne. Z roku na rok, coraz bardziej różne od tych wzorcowych. Mąż dr Wandy Półtawskiej nieżyjący już prof. Andrzej Półtawski, gdy pisał o doświadczeniu obozów koncentracyjnych i ich znaczeniu, przywołał pamięć Ojca Maksymiliana Kolbego, gdy ten oddał swoje życie za innego człowieka. Ukazał też postawę, którą znał najlepiej:

„Mogę również przytoczyć taki przykład z życia mojej Żony, która jako młoda dziewczyna operowana była doświadczalnie w Ravensbrück. Kiedy „króliki” zostały skazane na śmierć jako niepożądani świadkowie, jedna z więźniarek zaproponowała, że umrze za nią; kiedy zaś Żona nie chciała się na to zgodzić, stanęła ona do apelu z numerem innego „królika” na rękawie. Moja Żona zauważyła też, że w obozie można było szczególnie wyraźnie zaobserwować rozwój przyjaźni i ocenić wartość dobroci, uśmiechu czy przyjaznego gestu w takim stopniu, w jakim nie zdarza się to na ogół w zwykłych warunkach. Graniczna sytuacja w obozie zwraca zatem naszą uwagę na wartości moralne; ich decydująca rola w życiu ludzkim ukazuje się tam jasno jako charakterystyczny rys, odróżniający człowieka od zwierząt - i to zarówno w dobrym, jak i w złym. Można tam było, dzięki wspomnianemu rozdzieleniu dobra i zła, obok bezprzykładnego upadku ludzkości poznać również prawdziwą hierarchię wartości - hierarchię, która wytrzymuje próbę sytuacji ostatecznych; a także dostrzec niezbywalną godność osoby ludzkiej - godność, którą zawdzięczamy właśnie moralnemu wymiarowi naszej natury”.

Jak dziś odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości?

Odpowiedzią może być doświadczenie przekazane przez przeszłe pokolenia. Pamiętam, że dla mnie najważniejsza była historia, którą opowiedziała mi dr Wanda Półtawska. To był impuls do napisania scenariusza. Było to na obiedzie w Rabce. Pani Wanda wyrecytowała z pamięci wiersz „Wyspa W”. W czasie pobytu w Ravensbrück, ten sam wiersz recytowała jej Joanna Szydłowska. Podczas apelu, gdy odbywała się selekcja na śmierć, one recytowały poezję. Patrzyły w gwiazdy, które na pierwszy rzut oka stanowią obszar chaotycznych punktów. Jedna z nauczycielek wzięła rękę Pani Wandy wówczas 16-letniej dziewczyny i narysowała w powietrzu jej palcem kształt układu Kasjopei. Ten wzór odzwierciedla literę „W”. W tym wierszu i układzie gwiazd odnalazła swoje inicjały - Wanda Wojtasik. Wówczas zrozumiała, że jej inicjały mogą być zupełnie inne od tych przerażających. Od śmierci. Inna perspektywa. Jakby zlekceważenie tego, co może odbierać człowiekowi zmysły. Strach. Później, gdy została wrzucona do trupiarni obozowej, tam snuła plany na przyszłość. Chciała zostać lekarzem. 

Doświadczenie dr Wandy Półtawskiej, jakie zawarłem w napisanym scenariuszu filmu fabularnego „Wyspa W”, sprowadzało się do prostego stwierdzenia „Nadzieja wbrew nadziei”. Kiedy wszystko stracone, trzeba tylko przetrwać. Jednak najważniejsze to pamięć o zbrodni. Dr Wanda Półtawska swoje całe życie oparła o przeświadczenie, że przeżyła nie po to, aby żyć, ale aby dać świadectwo. 

Scenariusz „Wyspy W” w dwóch wersjach językowych dostępny jest za darmo na stronie https://islandw.space/

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in