Poniedziałek, 01 czerwca
Jakub, Justyn, Konrad, Hortensja, Aniela, Gracja

Szpitalna bomba z opóźnionyn zapłonem – służby nie radzą sobie z epidemią

30.03.2020 13:09:00 PAN 56 76812

Rozmawialiśmy z bliskimi pacjentki z gminy Kamienica, zakażonej koronawirusem. Z ich relacji wyłaniają się kolejne działania instytucji, budzące wątpliwości i niepokój. Prezentujemy też chronologię zdarzeń, która wskazuje, że to oddział limanowskiego szpitala stał się źródłem kolejnych potwierdzonych przypadków koronawirusa SARS-CoV-2 na Limanowszczyźnie.

Przypadek pierwszy


Mieszkanka gminy Dobra była pacjentką Centrum Medycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Po wypisaniu z oddziału, w środę (18 marca) wróciła do domu. Następnego dnia (19 marca) była dializowana w Limanowej, później przyjęto ją na szpitalnym oddziale ratunkowym, a wreszcie hospitalizowano na oddziale chorób wewnętrznych.

W niedzielę (22 marca) do limanowskiego szpitala dotarła informacja że na oddziale krakowskiej placówki, gdzie leczona była kobieta, stwierdzono zakażenie wśród personelu i oddział zamknięto. Wobec tego, w Limanowej wdrożono procedury polegające na izolacji pacjentki i zleceniu testu, a także wstrzymaniu przyjęć na oddział wewnętrzny. Pozytywny wynik znany był rankiem w poniedziałek (23 marca). Tego samego dnia, pacjentkę przetransportowano do szpitala zakaźnego w Krakowie, gdzie przebywa do chwili obecnej. 

Więcej można przeczytać na ten temat w artykule Koronawirusa stwierdzono u kobiety z Chyszówek (link).
Przypadek drugi


We wtorek (17 marca) pacjent z Limanowej z migotaniem przedsionków trafił na SOR szpitala w Limanowej. Na oddział chorób wewnętrznych został przyjęty w środę (18 marca), gdzie przebywał do poniedziałku (23 marca). Tego dnia, po potwierdzeniu zakażenia u kobiety z gminy Dobra, mężczyznę, podobnie jak 13 innych pacjentów, którzy nie wymagali polnego leczenia, bez wykonania testów wypisano do domu. Sanepid nie wydał wobec pacjenta decyzji administracyjnej o kwarantannie, jedynie na dokumentacji ze szpitala, w zaleceniach od lekarza, zalecono 14 dni kwarantanny. Bliskich, którzy dzwonili do sanepidu, poinformowano że pacjent „na 99% się nie zakaził”, dlatego ani on, ani pozostali domownicy, nie podlegają kwarantannie.  

W piątek (27 marca) mężczyzna źle się poczuł. Skontaktował się z SOR-em i powiedział że miał zaleconą kwarantannę, kazali mu się stawić. Mężczyzna pieszo udał się do szpitala. Trafił do izolatki, zlecono mu badania, został pobrany od niego wymaz, a po dwóch godzinach pacjenta wypisano do domu. Jeszcze tego samego dnia, z bliskimi pacjenta około 21:00 skontaktował się sanepid z informacją, że test mężczyzny dał wynik pozytywny. Domowników objęto tym samym kwarantanną. Bliscy powiadomili pogotowie o pogarszającym się stanie mężczyzny. Pacjent został zabrany do szpitala zakaźnego w Krakowie. 

Niepokojące sygnały na temat procedur, które zastosowano po potwierdzeniu pierwszego przypadku na terenie powiatu, szeroko opisywaliśmy w artykule „Jeżeli tak to będzie wyglądało, to w Limanowej będzie gorzej, niż we Włoszech” (link).
Przypadek trzeci


Kobieta w wieku około 80 lat, mieszkanka gminy Kamienica, przebywała w Szpitalu Powiatowym w Limanowej na oddziale chorób wewnętrznych od piątku (20 marca) do poniedziałku (23 marca). Jak informuje rodzina pacjentki, na wypisie widnieje godzina 17:30, tymczasem karetka przywiozła kobietę do domu o godzinie 22:00.  

We wtorek (24 marca) bliscy wezwali pogotowie, bo kobieta źle się poczuła. Ratownicy medyczni powiadomili sanepid, następnego dnia (25 marca) pobrano do pacjentki wynik do testu na koronawirusa. Pozytywny wynik znany był dopiero w sobotę (28 marca). 

Pacjentka nadal przebywa w miejscu zamieszkania. Przebywanie w jednym pokoju i korzystanie ze wspólnego węzła sanitarnego, w komunikatach urzędu wojewódzkiego określane jest jako „izolacja domowa”, która w rzeczywistości, nie ma nic wspólnego z odosobnieniem. 

Już od soboty weryfikowaliśmy informacje o tym, że także trzeci przypadek koronawirusa na Limanowszczyźnie ma związek z limanowskim szpitalem. Chcieliśmy poznać historię pacjentki, by określić, jakie było źródło jej zakażenia. Dopiero dziś rano nieoficjalnie potwierdziliśmy, że jest jedną z 14 osób, które na podstawie decyzji sanepidu zostały przez szpital wypisane z oddziału chorób wewnętrznych w poniedziałek, 23 marca. Pewność dał nam dopiero kontakt ze strony rodziny pacjentki – bliscy kobiety chcieli podzielić się z nami relacją, która niestety potwierdza wcześniejsze, niepokojące sygnały na temat działania służb sanitarnych. 

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że samorządowcy z naszego regionu wysyłają do Krakowa skargi na działalność limanowskiego sanepid, opisując zaistniałe sytuacje. Do tematu będziemy wracać w kolejnych publikacjach.
Poniżej relacja jednej osób mieszkających z pacjentką z gm. Kamienica, chorą na COVID-19


Jako rodzina nie wiedzieliśmy o sytuacji jaka miała miejsce na oddziale wewnętrznym. W poniedziałek przed południem przeczytałam na portalu Limanowa.in informację o tym że jest koronawirus w szpitalu. Zaczęliśmy dzwonić na oddział. Bardzo ciężko było się dodzwonić, nikt nie odbierał, pewnie był chaos i panika. Dodzwoniliśmy się do niej (pacjentki – przyp. red.) i poinformowała nas, że otrzyma wypis, ale nie kazano się jej pakować. Dostała tego dnia jeszcze posiłki.  

Po kilku telefonach, udało nam się skontakować z lekarzem z oddziału wewnętrznego i mimo, że mówiliśmy, że tutaj jest dom w którym mieszka kilka rodzin - około 10 osób, a część z nich pracuje w delegacji i skoro jest podejrzenie zakażenia, to prosiliśmy żeby pacjentkę zostawić na oddziale. Ale nie posłuchano nas, powiedziano nam jedynie, że to nie jest ich sprawa, dają wypis i informują sanepid. 

W ten sposób wpuszczono nam konia trojańskiego do domu. 

Nie mieliśmy żadnej informacji o kwarantannie. Kwarantanna została tylko zalecona przez szpital, ale nie było decyzji sanepidu i do dziś jej nie mamy - ustnie nam ją przekazano dopiero w sobotę, po pozytywnym wyniku pacjentki (28 marca). 

We wtorek (24 marca) wezwaliśmy karetkę, bo (pacjentka – przyp. red.) źle się poczuła. Ratownicy nie chcieli wchodzić do i powiedzieli, że powiadamiają sanepid. Dopiero wtedy, po południu, sanepid do nas zadzwonił, a w środę (25 marca) pobrano wymaz, z domu (tylko od pacjentki – przyp. red.). Dzwoniliśmy w czwartek, nie było wyniku, w piątek to samo. Miał być w poniedziałek. 

W sobotę (28 marca) o 14:00 zadzwonili do nas z sanepidu z informacją, że wynik jest pozytywny i mamy cały dom w kwarantannie. Zapowiedziano, że pozostali domownicy będą mieć pobrany wymaz w poniedziałek. Wczoraj (29 marca) około południa przyjechano i pobrano nam wymazy, teraz czekamy na wyniki. 

Oczywiście, że mieliśmy kontakt z pacjentką. Staramy się jakoś izolować, ale (pacjentka – przyp. red.) mieszka w jednym pokoju, a przecież musi chodzić do toalety, w dodatku ma 80 lat i trzeba jej pomagać. Poza koniecznymi zakupami, do tej pory nigdzie nie chodziliśmy. Człowiek to znosi, bo wie, że musi dostosować się do tego, co narzuca państwo. Przestrzegamy zasad restrykcyjnie, dzieci nigdzie nie wychodzą i siedzą w domu, a my dorośli nie plątamy się bez potrzeby po sklepach. A w tym momencie wpuszcza się nam bombę z opóźnionym zapłonem do domu, choć prosiliśmy, ale to nie poskutkowało. A jest przecież internat, można było dać (pacjentkę – przyp. red.) na obserwację, zrobić testy, jak pozytywny to skierować do leczenia, a jak negatywny, to dopiero wtedy wypuścić do domu. Teraz jest cały czas w domu i zaraża innych. Równy tydzień jest z nami. Wszyscy jesteśmy zdenerwowani, zestresowani, nie śpimy po nocach, człowiek pilnuje się, by się nie zarazić, a do domu nam wpuszczają osobę z koronawirusem. 

Jak można wpuścić taką osobę ze szpitala? O co chodzi? Gdzie są jakiekolwiek procedury? Kto zawinił? Ordynator, że wypuścił (pacjentkę – przyp. red.), czy sanepid, że nie zatrzymał na kwarantannie? Ktoś musi za to odpowiedzieć, bo to jest niedopuszczalne zachowanie w trakcie epidemii.

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in