Piątek, 29 maja
Magdalena, Bogumiła, Teodozja, Urszula, Benita

Ruszył proces księdza podejrzewanego o molestowanie ministrantów. Kapłan ponad półtora roku mieszkał na Limanowszczyźnie

20.02.2020 00:10:00 PAN 49 22099

Rozpoczął się proces księdza Mariana W., któremu prokuratura zarzuca molestowanie 11 małoletnich, będących ministrantami lub lektorami w parafiach, w których pełnił urząd proboszcza. Do przestępstw miało dochodzić w latach 2003 – 2012. Tuż po tym okresie, ksiądz przez ponad półtora roku mieszkał na Limanowszczyźnie – w parafii w Krasnem-Lasocicach.

Pierwsze podejrzenia wobec ks. Mariana W. miały zostać zgłoszone do tarnowskiej kurii w 2013 r. To właśnie wtedy, gdy pozbawiono go urzędu proboszcza w Szalowej, na czas trwania procesu kanonicznego kapłan zamieszkał na Limanowszczyźnie.

Z naszych ustaleń wynika, że w parafii Krasnem-Lasocicach w gminie Jodłownik ks. Marian W. mieszkał w okresie od grudnia 2013 roku aż do skazującego wyroku w lipcu 2015 roku. Parafię wybrał sam – poprosił biskupa Andrzeja Jeża o umieszczenie w Krasnem-Lasocicach prawdopodobnie ze względu na znajomość z ówczesnym proboszczem, nieżyjącym już ks. Markiem Sobotą, z którym w przeszłości posługiwał w Grywałdzie.

W rozmowie z nami rzecznik tarnowskiej kurii, ks. Ryszard Nowak podkreśla, że na czas trwania procesu, biskup prewencyjnie zakazał kapłanowi pełnienia wszelakich funkcji – mógł on jedynie odprawiać Msze św., a w parafii mieszkał niejako pod kuratelą tamtejszego proboszcza.

- Ks. Marian W. zamieszkał na plebanii w Krasnem-Lasocicach w grudniu 2013 roku, na czas toczącego się wobec niego postępowania kościelnego, które rozpoczęło się w związku z przyjęciem przez kurię tarnowską zgłoszenia o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa. Biskup Tarnowski zastosował wówczas wobec ks. Mariana W. środki tymczasowe w postaci odsunięcia z urzędu proboszcza w Szalowej i ograniczeniu mu możliwości sprawowania funkcji duszpasterskich. Ks. Marian W. zamieszkiwał w Krasnem-Lasocicach do czasu zakończenia procesu kanonicznego i wydania wobec niego wyroku skazującego przez Sąd Diecezjalny, co miało miejsce w lipcu 2015 roku – odpowiada na nasze pytania ks. Ryszard Nowak, rzecznik prasowy kurii.

Ks. Ryszard Nowak przedstawił nam również poszczególne kroki, podejmowane są w ramach prowadzenia procesów kościelnych. Zgodnie z procedurą, wraz z przyjęciem zgłoszenia rozpoczyna się dochodzenie wstępne, kolejno zgromadzony materiał przekazywany jest do Kongregacji Nauki Wiary, a ta wskazuje podjęcie dalszych kroków. Jeżeli Kongregacja nakazuje rozpoczęcie procesu karno-administracyjnego, to taki proces jest uruchamiany i prowadzony przez Sąd Diecezjalny. Po zakończeniu procesu i wydaniu wyroku sądowego, Kongregacja również jest o tym informowana. Wszystkie powyższe elementy miały zastosowane w przypadku ks. Mariana W.

Po procesie kanonicznym, W. został pozbawiony pełnionych urzędów kościelnych, otrzymał zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, odsunięto go także od pracy duszpasterskiej, oddano pod kuratelę diecezjalnego kuratora i skierowano na leczenie. Kapłan mieszkał następnie w swoim rodzinnym domu w Jodłowej, a później w Domu Emerytów dla księży w Tarnowie.

Marian W. został zatrzymany w lipcu ubiegłego roku i trafił do tymczasowego aresztu. W grudniu Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu skierowała przeciw niemu akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Nowym Targu.

Śledczy zarzucają kapłanowi, będącemu w przeszłości proboszczem kilku parafii rzymskokatolickich w diecezji tarnowskiej, popełnienie 12 przestępstw seksualnych na szkodę 11 małoletnich, w tym 7 poniżej 15 lat.

Do przestępstw miało dochodzić w okresie od 2003 r. do 2012 r. Ofiarami księdza mieli być chłopcy mieszkający na terenie parafii, w których był proboszczem, będący ministrantami lub lektorami. Zarzucone oskarżonemu czyny polegały na doprowadzeniu małoletnich do poddania się różnego rodzaju tzw. innym czynnościom seksualnym, zazwyczaj poprzez nadużycie stosunku zależności, jaki zachodził między kapłanem a ministrantem czy lektorem. W przypadku trzech pokrzywdzonych działania oskarżonego doprowadziły do powstania u nich przewlekłego zespołu stresu pourazowego, przez co oskarżonemu postawiono dodatkowe zarzuty. Ponadto, prokurator w toku śledztwa z uwagi na przedawnienie karalności, umorzył postępowanie o popełnienie podobnych czynów wobec 11 innych pokrzywdzonych. 

W rozmowie z dziennikarzami Onetu, jedna z ofiar opowiada o wycieczkach nad morze, na które kapłan zabierał chłopców ze swojej parafii. - Najpierw zdarzało się, że klepał ręką w tyłek, później sporadyczne łapanie za krocze, a po jakimś czasie dłuższe trzymanie. Z czasem niezauważalnie przesuwał granicę, którą wciąż uznawaliśmy za akceptowalną, a na koniec obracał wszystko w żart. I pewnie dlatego to trwało tyle lat (…). Podświadomie wiedzieliśmy, co się dzieje, domyślaliśmy się między sobą, że ksiądz wykorzystuje nas seksualnie, ale żaden nie miał na tyle odwagi, by nazwać po imieniu jego czyny. Wstydziliśmy się o tym rozmawiać ze sobą, a co dopiero powiedzieć komuś dorosłemu. Nikt nigdy nie przyznał się do tego, co się dzieje, chociaż wszyscy przeżywaliśmy to samo. Każdy wybierał "zmowę milczenia” i wolał to wyprzeć – mówi.

(Na zdjęciu kościół w Krasnem-Lasocicach, fot.: Google)

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in