Poniedziałek, 26 października
Lucjan, Łucjan, Lucyna, Fabian, Damian, Ewaryst, Lutosława

Tydzień bez badań i diagnozy. Kobieta przyjęta wreszcie z obustronnym zapaleniem płuc i zatorem

04.10.2020 05:30:00 PAN 27 55311

Od teleporady i późniejszej błędnej diagnozy lekarza rodzinnego, przez wizytę na opiece całodobowej i SOR, niejednoznaczny wynik testu na koronawiursa, telefony na pogotowie, wizytę na oddziale zakaźnym krakowskiego szpitala, wreszcie po hospitalizację w szpitalu w Limanowej z obustronnym zapaleniem płuc i zatorem płucnym. Mająca problemy z oddychaniem i krwioplucie mieszkanka gminy Niedźwiedź przez tydzień nie została zbadana i zdiagnozowana, bo podejrzewano u niej zakażenie koronawirusem.

U mieszkanki gminy Niedźwiedź problemy ze zdrowiem zaczęły się we wtorek, 15 września. Najpierw pojawił się kaszel. Poszła do pracy, ale pracodawca polecił jej wrócić do domu i wykurować się. W czwartek u coraz gorzej czującej się kobiety zaczęło występować krwioplucie. Zgłosiła się więc do swojego ośrodka zdrowia, podczas teleporady lekarz rodzinny wystawił jej jedynie zwolnienie do poniedziałku, 21 września. Jak mówi nam mąż kobiety, według lekarza objawy miały ustąpić same w przeciągu kilku dni. Następnego dnia kobieta znów zarejestrowała się w przychodni, tym razem została przyjęta w gabinecie przez tego samego lekarza. - Zapytał żony, czy nie ma koronawirusa i określił że ma chore migdały, a nie płuca. Przepisał żonie antybiotyk na gardło – relacjonuje mąż. 

W sobotę w nocy u kobiety nasiliły się dolegliwości, pojawiły się duszności. - Postanowiliśmy jechać na SOR, tam skierowali nas na tzw. opiekę całodobową. Po 30 minutach oczekiwania w pustym korytarzu wyszedł do nas lekarz, który z odległości 2 metrów przeprowadził z żoną wywiad, nawet jej nie osłuchał ani nie zlecił żadnych badań, poza testem na koronawirusa.  

Małżeństwu polecono zaczekać w samochodzie, po kilkudziesięciu minutach od kobiety pobrano materiał do badań i polecono, by na wynik poczekała w domu. - W niedzielę dzwoniliśmy kilka razy z pytaniem czy jest wynik. Za każdym razem kazano nam czekać, mimo tłumaczeń że żona kaszle z krwią, nic sobie z tego nie robili. Kazali tylko czekać tłumacząc, że żony z objawami koronawirusa nie przyjmą, dopóki nie będzie wyniku – opowiada nam mieszkaniec gminy Niedźwiedź. 

Według naszego rozmówcy, stan jego żony ciągle się pogarszał. W poniedziałek rano po telefonie do szpitala dowiedzieli się, że wynik jest niejednoznaczny i badanie musi zostać powtórzone; bez tego kobieta nie będzie mogła zostać przyjęta. Na SOR polecono małżeństwu, by skontaktowali się z pogotowiem. Dyspozytor uznał jednak, że nie ma zagrożenia życia, dlatego nie wyśle do niej karetki. Usłyszeli natomiast, że jeśli kobieta ma objawy koronawirusa, to lekarz rodzinny powinien wystawić zlecenie przewozu chorej do szpitala. 

- Postanowiliśmy zadzwonić do przychodni i opowiedzieliśmy kolejny raz całą historię, tym razem w formie teleporady obsłużył nas inny lekarz. Po wywiadzie telefonicznym stwierdził, że jeżeli ma kaszel z krwią to nie będzie to objawem choroby gardła, jak twierdził lekarz z tej samej przychodni. Wypisał nam skierowanie do szpitala w Krakowie-Prokocimiu. Pojechaliśmy do szpitala jednoimiennego, na SOR padło pytanie, dlaczego przyjechaliśmy tam, a nie do najbliższego szpitala. Po wytłumaczeniu całej sytuacji i zapoznaniu się ze skierowaniem od lekarza rodzinnego, postanowili przyjąć żonę i w końcu zrobić jej badania - opisuje historię mąż kobiety. - Okazało się, że żona ma obustronne zapalenie płuc z zatorem płucnym. Pobrano od niej wymaz na Covid-19, po wyniku ujemnym szpital w Krakowie postanowił przewieźć żonę na oddział płucny w Limanowej, gdzie podawano jej tlen z racji zatoru płucnego, powikłań i nadciśnienia, które się pojawiło.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in