Niedziela, 17 lutego
Aleksy, Łukasz, Zbigniew, Donat, Gizela

Tusik znowu złapał bakcyla, ma przepis na zdrowie

10.02.2019 07:40:00 JACA 25 8895

Mateusz Wroński z Limanowej znany pod pseudonimem „Tusik” znowu zadziwia na biegowych trasach. Przez pół roku schudł 16 kg. Po raz drugi rozpoczął walkę o swoje zdrowie i szczupłą sylwetkę, chętnie opowiada o sportowej pasji.

-  Dlaczego znowu zacząłeś biegać?

- Chcę się ruszać, chcę coś ze sobą robić - mówi Mateusz Wroński. - Walczę o swoje zdrowie. Pretekstem z początku były wspólne gierki oldbojów Limanovii w ostatnie wakacje. Następnie zacząłem truchtać dookoła stadionu i przeczytałem o planowanym biegu w Nowym Sączu z okazji 100-lecia Niepodległości. A ponieważ dystans był krótki, postanowiłem wziąć w nim udział. Zachęciłem jeszcze ciocię, wujka i kolegę wraz z rodziną, żeby ze mną wystartowali. Spotkałem wtedy na trasie biegu kilku dobrych znajomych biegaczy, którzy ucieszyli się na mój powrót, a na mecie znajomy spiker jak mnie rozpoznał, to wywołał jako znanego kiedyś biegacza, który wraca po kilku latach do biegania. I co miałem zrobić? Była tak super atmosfera, że gdy wróciłem do domu, zacząłem szukać kolejnych imprez w kalendarzu biegowym. Następnym startem okazał się największy bieg w Polsce, zorganizowany na 100-lecie Niepodległości na dystansie 10 km w Poznaniu, w którym pobiegło blisko 25 tysięcy uczestników. Poczułem na nowo klimat biegu jak na największych maratonach, w których kiedyś brałem udział. Od tej pory startuję w każdy weekend, złapałem bakcyla. W dodatku przez pół roku schudłem 16 kg. Jestem w szoku, że wróciłem i że znowu inspiruję innych do biegania, do aktywności ruchowej. Fantastyczne uczucie.

 

- Już kiedyś imponowałeś wyczynami biegowymi, co się stało, że potem miałeś taką przerwę? Wręcz odstawiłeś - przynajmniej jeśli chodzi o ćwiczenia - sport na bok.

- Zaczęło się od tego, że coraz bardziej zacząłem angażować się jako organizator wielu imprez. Były to zawody w biegach, jak i deskorolki, rolki, rowery zjazdowe, pomagałem również innym organizatorom w organizacji imprez sportowych, mocno angażowałem się społecznie, a także jako trener i działacz piłki nożnej. Zarywałem noce, żeby wszystko pogodzić. Biegałem już rzadziej, brakowało czasu. Konsekwencją tego był spory skok wagi w górę. Gdy chciałem wrócić do biegania już z dużą nadwagą, wysiadło mi wpierw prawe kolano, a po czterech latach ponownie wracałem zbyt szybko i wysiadło mi lewe kolano. Zupełnie podcięło mi to skrzydła. Wracam teraz po ponad 6 latach na imprezy biegowe, po artroskopii obydwu kolan, kolejny raz z nadwagą, jednak już mądrzejszy i cierpliwy. Póki nie zrzucę nadwagi, to nie myślę o szybkim bieganiu. Jeszcze nie jestem nawet w połowie drogi, ale cieszą mnie małe sukcesy.

 

- Nie boisz się, że w pewnym momencie znowu zabraknie Ci zapału do biegania? Nie boisz się efektu jojo?

Bać się to znaczy oglądać się za siebie. Najważniejsze, że wróciłem i na nowo zarażam, ale nie katarem, lecz bieganiem. To się samo nakręca i oby te chwile trwały jak najdłużej. Nie boję się efektu jojo czy braku zapału, boję się raczej czy zdrowie pozwoli mi na kontynuację tej pasji. Jestem cierpliwy, małymi kroczkami dążę do celu, nie mam z tym problemu jeśli na metę przylecę ostatni. Raz się ścigam, a raz bawię. I to są najfajniejsze uroki biegania, bez presji na wynik. Często wybieram się na biegi karnawałowe, biegnąc w różnych przebraniach, bo czas wtedy nie jest najważniejszy. Takie biegi to dobra zabawa. Wolno, bo wolno, lecz biegnę do przodu. Póki walczę, jestem zwycięzcą. Każde 5 minut nadziei, każde 5 minut poczucia wolności, że robię "coś", daje więcej niż człowiek może zdawać sobie z tego sprawę. Kto nie spróbował wyruszyć samemu w podróż, jak żeglarz po przygodę, ten nie zrozumie.

 

- Stosujesz jakąś specjalną dietę?

- Temat diet to temat rzeka, nie ma się co oszukiwać - długotrwałe efekty można osiągnąć tylko ciężką pracą. Najważniejszy jest systematyczny ruch na świeżym powietrzu, no i powiedzenie „jesteś tym co jesz” ma duże znaczenie. Jak się człowiek porusza to przyśpiesza u niego metabolizm oraz automatycznie sam zaczyna zwracać uwagę na to co je, np. ogranicza słodycze. Najlepsze jest to, że chyba każdy z nas chociaż raz w życiu próbował „diety cud”, a tak naprawdę każdy z nas wie co robić, bo każdy z nas zna swój organizm. Jednak tego nie robi. Dlaczego? Wyobraźmy sobie, że lekarz wystraszył mnie właśnie informacją o fatalnym stanie mojego zdrowia, że jest bardzo źle i muszę coś radykalnie zmienić od teraz; chodzi o nałogi, złe nawyki żywieniowe i niezdrowy tryb życia. Co robię?... rzucam palenie, alkohol, wyłączam telewizor, biorę kijki do nordic-walking, idę w góry, na basen, na rower, siłownię, chodzę wcześniej spać i dbam o te 8 godzin snu, piję dużo wody, odmawiam sobie w ogóle słodkiego, odrzucam niezdrowe jedzenie i picie, zdrowo się odżywiam, tj. jem dużo warzyw, owoców. A ostatni posiłek mam najpóźniej o 18:00. Moje zdrowie zaczyna być ważniejsze od przyziemnych spraw, które wcześniej wydawały się, że są ważne. Wcześniej wszak szukałem innych rozwiązań, na skróty, wybierałem szkodzenie sobie pod pretekstem, że nie mam czasu, itd. Reasumując, wiemy co robić, jak mamy prowadzić zdrowy tryb życia, większość z nas wie co jest dobre, a co szkodzi. Czyż nie tak? Oczywiście, jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje słabości. Jeśli jednak coś mi się nie udaje i złamię się robiąc dwa kroki do tył w moich postanowieniach, to zaraz staram się zrobić trzy kroki do przodu. Bo jeśli chcemy widzieć efekty po czasie i cieszyć się nimi, to musimy chcieć być uparci.

 

- Jakieś najtrudniejsze momenty na trasie po Twoim powrocie? Możesz opisać jakiś wybrany kryzysowy moment.

- Każdy bieg to walka z samym sobą, musisz wcześniej wstać w środku nocy, by dojechać na imprezę, często jadę wiele godzin na drugi koniec Polski. Najtrudniej biega się gdy człowiek jest przeziębiony. W grudniu ub. roku biegłem w Strzelcach Opolskich na 15 km, myślałem wtedy w połowie trasy, że zejdę. Na ostatniej pętli poczułem się lepiej, pobiegłem szybciej i bieg ukończyłem w zaplanowanym czasie. Ciężko też biegło mi się ostatnio w Poznaniu, wracałem po chorobie i czułem się osłabiony, musiałem przed startem zmienić dystans na krótszy. Najważniejszy jest jednak udział, bo każdy kto staje na starcie może czuć się zwycięzcą. Zdarzają się różne kryzysowe momenty na trasie, niektórzy ludzie słabną, chociaż zdarza się to bardzo rzadko. Brałem udział w takim biegu we Wrocławiu, gdzie zasłabła tuż przede mną jedna z uczestniczek. Osunęła się na ziemię i położyła nieruchomo. Tysiące myśli przebiegło mi wtedy przez głowę, tj. co robić. Gdy biegłem do leżącej na ziemi pani, w pobliżu nie było nikogo, żeby można było prosić o pomoc, był to teren leśny. Gdy podszedłem bliżej, wyszeptała że kręci się jej w głowie. Pomogłem jej wstać, ale znowu obsunęła się w dół i przytrzymałem ją, żeby się nie uderzyła. Jeszcze raz pomogłem jej wstać, zaczęła wymiotować. Starałem się nie tracić panowania nad sytuacją, rozmawiałem z nią, jedną ręką ją przytrzymując by znów nie upadła, a drugą ręką zadzwoniłem na numer alarmowy. Na szczęście dostrzegłem też pana spacerującego z psem kilkaset metrów od nas i na niego zawołałem. Pogotowie prosiło, że musi znać miejsce naszego położenia, więc gdy w międzyczasie nadszedł pan z psem, okazał się miejscowym i dałem mu moją komórkę, żeby wytłumaczył gdzie ma podjechać pomoc. Gdy Pogotowie podjeżdżało do nas, jadąc na sygnale, zawodniczka czuła się trochę lepiej, mogła stać o własnych siłach, podszedł wtedy pan od Organizatora biegu i kazał mi biec dalej, bo karetka już nadjeżdża i on się nią zajmie. Otrzymałem od pani Ludmiły piękne podziękowania.

 

- Pochwal się gdzie biegałeś po powrocie. Wymień te najważniejsze starty?

Minęło 100 dni po powrocie na imprezy biegowe. W tym czasie wystartowałem w 22 zorganizowanych biegach w całej Polsce, od Gdańska po Nowy Sącz, pokonując ponad 150 kilometrów w samych startach. W tym intensywnym dla mnie okresie, każdy weekend miałem startowy. Najwięcej startów miałem w Krakowie (6 razy) i w Warszawie (4 razy). Poza tym, raz biegałem nad morzem i raz w Łodzi, kilka razy na Śląsku, po dwa razy w Poznaniu i Wrocławiu. Ten najważniejszy bieg to był oczywiście Bieg Niepodległości w Nowym Sączu 28 października 2018, ponieważ od niego wszystko znowu się zaczęło. Zacytuję tu klasyka: „Tego dnia, tak bez przyczyny, postanowiłem trochę pobiegać. Pobiegłem do końca drogi, a kiedy tam dotarłem, pomyślałem, że pobiegnę na koniec miasta” (Forrest Gump).

 

- Jakie plany biegowe na przyszłość?

Swoje starty planuję w kalendarzu biegowym z wyprzedzeniem, na razie wszystko idzie zgodnie z planem, na ten rok mam zaplanowane jeszcze 30 startów, o różnych dystansach. Marzy mi się kiedyś znowu udział w największych maratonach na świecie oraz ponowne zdobycie Korony Maratonów Polski. Postawiłem sobie za cel na razie w tym roku udział w kilku półmaratonach oraz jak nie stanie nic na przeszkodzie to zdecyduję się na „XX Poznań Maraton” (42 km) pod koniec października. Z pełnym dystansem maratonu nie będę się jednak śpieszył, zobaczę wpierw jak mi pójdzie z połową „królewskiego dystansu”. Małymi kroczkami do celu.

 

- Czy po czterdziestce trudniej jest zacząć regularnie uprawiać sport?

Życie nas powala, ale to od nas zależy czy się podniesiemy. Warto pamiętać tu o słowach Ignacego Paderewskiego: „Każdy człowiek powinien zdawać sobie sprawę z faktu, że dobre i trwałe wyniki osiągnąć można jedynie drogą krótkich, lecz ciągłych, codziennych wysiłków. Jednorazowy wysiłek jest kompletnie jałowy. Prawdziwą umiejętność zarówno w nauce i w sztuce, jak i w każdych innych zajęciach, zdobyć można tylko codzienną pracą i codziennym wysiłkiem. I to jest bezwzględnie pewne". A zatem: Nie mogę? Nie mam czasu? Jestem zmęczony? Jestem za słaby? Przez całe życie mamy wymówki. Znam biegaczy, którzy zaczynali biegać po 60-tce. Marzenia się nie spełniają, to my spełniamy nasze marzenia i nasze oczekiwania. Chcesz sięgnąć gwiazd? Od samego patrzenia one się nie przybliżają... trzeba po nie sięgać co dnia, bo tylko codzienny trud nas do nich przybliża. Pamiętaj, że najpierw z początku będą się z ciebie śmiać, a potem będą cię pytać jak to zrobiłeś.

 

Poniżej lista imprez biegowych, w których brałem udział w okresie ostatnich 100 dni od października 2018.

1. 2019.02.03 Poznań: V Zimowy Bieg Marceliński 5,2 km.

2. 2019.02.02 Wrocław: 4. Bieg Karnawałowy 10 km.

3. 2019.01.26 Mysłowice: 12. Bieg Spełnionych Marzeń 8.5 km.

4. 2019.01.20 Warszawa: 36. Bieg Chomiczówki 15 km.

5. 2019.01.20 Warszawa: 14. Puchar Bielan 5 km.

6. 2019.01.13 Kraków: 7. Bieg Wielkich Serc 5 km.

7. 2019.01.06 Łódź: 3. Bieg Trzech Króli 5 km.

8. 2019.01.05 Warszawa: VII Bieg Noworoczny 8 km.

9. 2019.01.01 Warszawa: Bieg Noworoczny 5.4 km.

10. 2018.12.31 Kraków: 15. Krakowski Bieg Sylwestrowy 5 km.

11. 2018.12.22 Strzelce Opolskie: XXIX Strzelecki Bieg Uliczny im. Euzebiusza Ferta 15 km.

12. 2018.12.16 Kartuzy k. Gdańska: Santa RUN Kartuzy 7 km.

13. 2018.12.15 Polkowice k.Wrocławia: III Bieg im. Księdza Jerzego Gniatczyka 6 km.

14. 2018.12.09 Kraków: XI Bieg Twierdzy Kraków - Fort Kościuszki 4 km.

15. 2018.12.08 Jaworzno: IV Bieg Mikołajowy 5.5 km.

16. 2018.12.02 Rybnik: XIV Bieg Barbórkowy 10 km.

17. 2018.11.24 Pustynia Błędowska: Bieg Herosa 5 km.

18. 2018.11.24 Kraków: V Poranny Bieg Po Plantach Krakowskich 4.2 km.

19. 2018.11.18 Kraków: X Bieg Twierdzy Kraków 5 km.

20. 2018.11.11 Poznań: 3. Poznański Bieg Niepodległości 10 km.

21. 2018.10.28 Nowy Sącz: Sądecki Bieg Niepodległości ok. 1.9 km.

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in