Niedziela, 11 kwietnia
Filip, Leon, Jaromir, Stanisław, Izolda

Obszerne stanowisko Stanisława Bubuli

17.03.2013 07:42:22 top 94 22475

Publikujemy obszerne stanowisko Stanisława Bubuli, przeciwko któremu w poniedziałek przed starostwem protestowali sąsiedzi ze wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Reymonta 4. Stanisław Bubula w całej sprawie czuje się pokrzywdzony, obrażony, nękany i prześladowany. Stanowisko przedstawione nam wczoraj publikujemy w całości.

Stanisław Bubula w stanowisku opowiada o przyczynach konfliktu z sąsiadami (chciał się stać właścicielem garażu, ale jak twierdzi przez lata był oszukiwany, sprawa wyszła na jaw dopiero przy załatwianiu spraw podatkowych, za co był nękany i jak twierdzi fałszywie oskarżany), księdzem proboszczem (zwrócil proboszczowi uwagę, iż nie powinien pobierać pieniędzy od potrzebujących przy wydawaniu im żywności, nie powinien burzyć kapliczek itp).

- To ja przez długie lata byłem w ogniu krzyżowym i czułem i czuje się bardzo pokrzywdzony, nękany, prześladowany - opowiada Stanisław Bubula.

Z uwagi na dużą zawiłość sprawy stanowisko publikujemy w całości:

Sprawy z sąsiadami

W listopadzie 2005 roku kupiłem mieszkanie w Limanowej przy ul. Reymonta 4/23. Z chwilą zakupu stałem się współużytkownikiem w działce nr 87/4 obręb 1 w Limanowej, czyli w działce na której stoi blok, 23 garaże oraz przed blokiem ogródki przyblokowe. Z chwilą zakupu mieszkania, mając numer najwyższy 23 mieszkania, miałem prawo mieć też do użytkowania garaż (na zdjęciu), bo istnieją 23 garaże, która część powstała z budynków komunikacyjnych po byłym hotelu Nowosądecki Kombinat Budowlany. Te trzy segmenty garaży były jeszcze za NKB. Z chwilą przyjścia na to mieszkanie, miałem dalej użytkować ogródek przyblokowy, który wcześniej użytkował poprzedni właściciel mieszkania.

Przez 6 lat byłem okłamywany przez zarząd Wspólnoty i kilku członków wspólnoty, co do stanu faktycznego tych garaży. Pytałem, czy mają na to prawo własności i otrzymywałem odpowiedź, że mają w aktach notarialnych (przy zakupie mieszkania) wpisy odnośnie garażu. Ja w to dałem na początku wiarę. Będąc przypadkowo w Urzędzie Miasta Limanowa w referacie podatków, pewna pani, zwróciła mi uwagę, dlaczego nie opłacam użytkowanego garażu. Odpowiedziałem, że Janusz Jurowicz i wspólnota tak się na mnie mszczą, że do chwili obecnej nie mam żadnego wygospodarowanego garażu. Wtedy zwróciłem się o informację do burmistrza miasta Limanowa z zapytaniem, czy właściwi użytkownicy 23 garaży położonej na działce, której jestem współwłaścicielem opodatkowali się od tego użytkowania. Wybuchła bomba i zaczął się dramat przeciwko mnie. Jak się okazało nikt ze wspólnoty, nawet Janusz Jurowicz, który wcześniej pracował w Urzędzie Skarbowym i zna przepisy, jest po studiach, nie zgłosił deklaracji do opodatkowania się przez tyle lat.

Jak się okazało moje zapytanie stało się skuteczne do tego stopnia, że wszyscy użytkownicy garaży opodatkowali się na ówczesny rok. Jak się okazuje Janusz Jurowicz 13 grudnia 2011 roku, daty nie zapomnę, na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Reymonta 4, na którym byłem osobiście obecny, publicznie odczytał treść mego pisma, które złożyłem w tej sprawie do Urzędu Miasta Limanowa. Dla mnie to był szok, bo na jakiej podstawie Janusz Jurowicz, wszedł w nielegalny sposób w posiadanie tego pisma, skoro to jest tajemnica podatkowa? Do obecnej pory nie mogę uzyskać żadnej informacji od burmistrza na ten temat. Co więcej Janusz Jurowicz zasugerował wówczas osobom obecnym na zebraniu danie mi nagany. Wrzeszczał na mnie bardzo, zaprosił jeszcze na to zebranie byłego członka zarządu wspólnoty mieszkaniowej pana Janusza, który bardzo mnie też sponiewierał, aż się popłakałem.

To było dla mnie ostatnie zebranie w którym brałem udział. Po tym zebraniu omdlałem w mieszkaniu i od tej pory nie mam życia, właśnie ja Stanisław Bubula, od nieustannych zawiadomień pisemnych składanych przez Janusza Jurowicza, z przybitą pieczęcią wspólnoty mieszkaniowej. Już w dniu 14 grudnia 2011 roku, czyli w następny dzień po zebraniu, jak się okazuje bez wiedzy i zgody pozostałych członków zarządu wspólnoty, co mi przyznały panie Barbara i Edyta, (ówcześni członkowie zarządu) i bez wiedzy i zgody pozostałych członków wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Reymonta 4, Janusz Jurowicz złożył na mnie pisemne zawiadomienie o popełnieniu szeregu przestępstw w tym nie zapomnę: że zagarnąłem nielegalnie działkę kościelną (nr 77 w Łososinie Górnej), że nielegalnie, bez zezwolenia wykonałem zmianę pokrycia dachu na budynku gospodarczym na działce sąsiadującej z naszym blokiem (nr 88 obręb), m.in. też zrobił ze mnie przestępce w przedmiocie nielegalnej hodowli drobiu, handlu drobiem, niewłaściwych warunków przechowywania zwierząt w budynku gospodarczym (przez co miałem lawinę kontroli w tym lekarza weterynarii - 8 maja w dzień moich imienin - z drugą lekarką weterynarii, którzy uznali skargę za bezzasadną). Musiałem się tłumaczyć z tego czego nie uczyniłem. Więcej zarzutów w treści tego pisma już nie pamiętam. Chciałem pozyskać to pismo z organów ścigania w sposób legalny, więc otrzymałem odmowę, że za sygnaturą akt DS 1957/11 Prokuratury Rejonowej w Limanowej było prowadzone postępowanie z zawiadomienia wspólnoty mieszkaniowej, lecz ja nie byłem stroną postępowania, nie mam prawa wglądu w akta i nie użyczą mi nawet kserokopii tego dokumentu. Strona postępowania to osoba, która ma postawione zarzuty, jest osobą podejrzaną, czyli tu jawnie wskazuje jak to wspólnota mieszkaniowa pod płaszczykiem Janusza Jurowicza mnie fałszywie oskarżała, oczerniała, nękała mnie zakłócała mój spokój wrabiając mnie w to czego w rzeczywistości nie popełniłem.

14 listopada 2011 roku Janusz Jurowicz fałszywym alarmem zadzwonił do Straży Miejskiej w Limanowej, że ja wyrzuciłem do kontenera odpady z eternitem. Przyjechała straż miejska, wykonywali zdjęcia. Okazało się, że to ktoś wyrzucił na moją działkę worki i małe kawałki eternitu i jakiś worek faktycznie leżał na naszej działce. Teraz przypuszczam, że te eternity mogły pochodzić z rozbiórki dachów przytaczanych powyżej, gdyż syn pana Józefa zeznając w dniu 11 marca 2013 roku, w PINB, mówił, że sprzątał garaż, wynosił worki do kosza, A to ja niewinnie zostałem oskarżony zakończono postępowanie, że nie ustalono sprawcy zaśmiecania. To ja miałem w przeszłości uszkodzoną umyślnie skrytkę pocztową, raz przez uszkodzenie zamka, gdzie prosiłem o interwencję policji, a drugi raz zalanie całej korespondencji do mnie ketchupem, też interweniowała policja. Wiedział o tym Janusz Jurowicz, gdyż jak przechodził to się perfidnie śmiał, a ja żądałem zdemaskowania i ukarania sprawcy. Oburzającym jest, że janusz Jurowicz i pozostała wspólnota znakomicie o tym wiedzieli i nie wnieśli wniosku o ściganie widząc moją krzywdę, po prostu się cieszyli. Otrzymałem postanowienie, że mój wniosek złożony o ściganie jako od osoby nieuprawnionej. To mnie bardzo boli. Jak ja mogę liczyć na pomoc. Ostatnio 12 marca 2013 roku około godziny 11. wychodząc z tego mieszkania zastałem zalane klejem szybkoschnącym oba zamki przy mych drzwiach wejściowych, a miałem termin umówiony z lekarzem. Prosiłem o pomoc policję i zabezpieczeni mieszkania na czas zakupów zamków. Oczywiście policja była w tej sprawie, ale mi nie zabezpieczyli mieszkania i pozostawiłem drzwi otwarte. Pojechałem do Limanowej aby kupić zamki.

Natomiast 1 marca 2013 roku wracałem około godziny 15. z hospitalizacji szpitalnej z oddziału pulmonologicznego, gdzie przebywałem niecały tydzień. W parku wobec mnie poczynił ciężkie groźby karalne właśnie pan Józef, których treści nie mogę przytoczyć z uwagi na dobro wszczętego przez policję śledztwa. Co najmniej od półtorej miesiąca w dniu robocze, za wyjątkiem kilku, codziennie rano Janusz Jurowicz wychodząc do pracy bardzo głośno strzela drzwiami od swojego mieszkania, czyni to złośliwie, albo nabył się choroby w izbie wytrzeźwień (bo tak się raz chwalił, że tak strzelają wszyscy drzwiami i tak strzela), tak, że ja się zrywam ze snu, a następnie miałem notoryczne dzwonienia domofonem do mego mieszkania.

Myślałem, że się uda to załatwić ugodowo. Prosiłem jego teścia i mówiłem, że widzę, że domu pana Janusza jest straszne zagrożenie ze strony pana Janusza do małoletnich dzieci, tam są tak agresje, przekleństwa, to mi wiele osób przychodzących do mojego mieszkania mówiło, że to jest niepodobne. Nawet przy garażu były osoby, które to słyszały, kiedy przeklinał. Jego teść mówił, że przecież widzi i słyszy to, ale co ma córka robić jak jest bezradna. Mówił mi, czy pamiętam jak na Zygmunta Augusta mieszkała jego córka - właśnie sama z dziećmi i to tam już był konflikt rodzinny. Ponadto teść powiedział mi, że Janusz Jurowicz ma w mieszkaniu broń palną. A chcę podać, że wcześniej miałem czynione groźby przez Janusza Jurowicza, zgłaszałem to na policję, ale policja bardzo opieszale prowadzi sprawy, które zgłoszę, gdyż Janusz Jurowicz pracuje w izbie wytrzewień i z tego tytułu ma kontakty z policjantami. Ponadto jest w łowiectwie, a szereg policjantów i rzekomo nawet prokurator z naszych stron jest w tym kole.



Ponadto 15 marca 2012 roku po raz kolejny zwróciłem się z prośba na piśmie do zarządu wspólnoty kierując list polecony na członka zarządu panią Edytę, w którym prosiłem o spowodowanie bym ja, jak wszyscy inni użytkownicy mógł użytkować ogródek przyblokowy, którego bezprawnie zajęła mi Barbara A. Przytoczyłem w tym piśmie dlaczego bez mej zgody sąsiedzi z domu piętrowego obok, którzy mają działkę weszli w użytkowanie bez mej zgody jako na ogródek naszego terenu, którego jestem współwłaścicielem. Prosiłem też o spowodowanie udostępnienia mi do użytkowania jednego garażu gdyż 23 mieszkania są i dla 23 użytkowników są garaże. Zwróciłem uwagę, dlaczego pan Józef, który nie jest członkiem wspólnoty, użytkuje aż dwa garaże. Na powyższe nie zareagowali. Ponagliłem o to ponownym pismem z terminem odpowiedzi do 7 dni, nie otrzymałem reakcji na to pismo, więc zmuszony byłem zwrócić się o ochronę mej współwłasności do Sądu Rejonowego w Limanowe. Z uwagi na nieuregulowane prawnie sprawy garaży i ich użytkowników i z uwagi na to, że mam ciężką sytuację materialną, gdy dowiedziałem się, że przy wykupie gruntu będę musiał płacić 9 tys. zł wniosłem sprzeciw do wydziału nieruchomości Starostwa Powiatowego w Limanowej o zawieszenie postępowania w sprawie przekształcenia tego gruntu i przedkładam w tej sprawię decyzję - starostwo postępowanie zawiesiło.

Co do zarzutów, że ja składałem donosy na członków wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Reymonta 4, to jest ciężkim ładunkiem oczernienie mnie przez Janusza Jurowicza i pozostałych członków wspólnoty. Ja do obecnej pory i można to sprawdzić nie napisałem ani jednego donosu na wspólnotę, czy zarząd wspólnoty do żadnych organów. Ale skoro na mnie napisała wspólnota tak ciężkie zarzuty i donosy, byłem wzywany, musiałem się tłumaczyć z tego co nigdy w rzeczywistości nie popełniłem, więc składałem stosowne wnioski i pisma. Przytoczę fakt, dotyczący garaży i przedkładam do wykorzystania donos, który ma w posiadaniu Janusz Jurowicz i wspólnota. Był on odczytywany 13 grudnia 2011 roku w mej obecności. Nie jest to podpisane pismo, w którym pisze 'proszę o sprawdzenie legalności wybudowanego garażu przez Stanisława Bubulę' i są tam wymienione inne osoby. Na tej podstawie Prokuratura Rejonowa w Limanowej za sygnaturą akt Ds1021/11 prowadziła postępowanie, gdzie to ja byłem uwikłany, że mam garaż i nielegalnie garaż wybudowałem. To pismo zostało przekazane właśnie do nadzoru budowlanego o rozważenie naruszenia przepisów prawa budowlanego m.in. przeze mnie. Otrzymałem wezwanie z PINB żebym się stawił na działce 87/4 obręb 1 w Limanowej w danym dniu i godzinie w sprawie nielegalnego wybudowanego przeze mnie garażu. Przedkładam w tej sprawie dokumenty. Musiałem się stawić, ob byłbym ukarany. Mimo, że jak otrzymałem wezwanie, to napisałem do nadzoru budowlanego, że nie posiadam tam żadnego garażu, więc kto mnie fałszywie oskarża i oczernia, ale byłem obecny na tej kontroli i oświadczyłem to do protokołu. O tym znakomicie wiedział Janusz Jurowicz, że to ktoś na mnie napisał i m.in. na niego i to mnie bardzo boli. Chciałem przeglądnąć akta DS 1021/11 w prokuraturze, by dowiedzieć się kto na mnie złożył, otrzymałem zarządzenie, które przedkładam, gdzie prokurator podaje 'wręcz przeciwnie Stanisław Bubula, znajduje się w kręgu osób podejrzewanych o popełnienie tego występku skoro zawiadomienie o przestępstwie dotyczy nieruchomości wzniesionej także przez wymienionego', o tym też znakomicie wiedziała wspólnota i zarząd.

Gdy przeglądałem akta w starostwie tej sprawy, zauważyłem, że mimo pouczenia o odpowiedzialności karnej Janusz Jurowicz i inni złożyli fałszywe zeznania i zataili istotną prawdę. Z ich treści zeznań wynikało, że nikt nie wykonywał długie lata żadnych remontów, burzenia budynku, zmiany konstrukcji dachu, pomimo, że znakomicie wiedzieli, że w okresie od lipca do września 2011 roku i trudno by było nie widzieć i nie wiedzieć, bo te prace trwały ponad dwa miesiące, a z okna bloku widać garaże i przechodzili codziennie do swych garaży, bo garażują naprzeciw tego co się działo (pan Józef - ówczesny członek zarządu wspólnoty bez stosownego zgłoszenia, do władz miasta dokonał zburzenia segmentu części garaży, zmiany pustaków ze skawińskich na inne. Pamiętam jak dziś, że mi dał kilka starych pustaków z burzenia, bo i tak pan Adam będzie wywoził pustaki i gruzy koło rzeki, bo jest tam wyrwa. Pomagał mi nawet pustaki przenosić pan Henryk. Po wymurowaniu nowych ścian pan Józef zorganizował wykonanie płyty żelbetonowej i uważam, że zmienił konstrukcję dachu, gdyż o ile wcześniej pamiętam, to był dach płaski, tożsamy jak do tej pory jest na garażu pana Roberta i pani Anny, sąsiadujących z nim, zmienił pokrycie dachu z eternitu falistego na blachę ocynkową, różnego koloru, jedna starsza, druga nowa, gdzie do tej pory te prace nie są zakończone i z mojego okna wyraźnie widać jak jest blach luźno umieszczona na dachu, co zagraża bezpieczeństwu, bo przecież koło garaży chodzą małe dzieci. W tożsamym okresie czasu, co pan Józef dokonywali rozbiórki ścian moi sąsiedzi pani Barbara i wykonywał te prace ich krewny Robert wraz z grupą osób. Też wtedy wykonali płytę i zmienili pokrycie z eternitu falistego na piękną blachę koloru brązowego). Prawdopodobnie te osoby wykonały to wbrew przepisom o prawie budowlanym i bez odpowiedniego zgłoszenia. Ja czytając akta widziałem kłamstwo, jako długoletni 20-letni urzędnik administracji państwowej, a ostatnio w paszportach w Limanowej na bardzo odpowiedzialnym stanowisku, nie mogłem się zgodzić z treścią tych zeznań, gdyż pani z nadzoru budowlanego wpisała oświadczenie - notatkę, że ja przeglądałem te akta, gdybym ja nie zareagował po przeglądnięciu akt, na te kłamstwa, to przecież z urzędu wytoczono by mi sprawę za zatajenie przestępstw. Co więcej widziałem, że w treści zeznań na pytanie użytkowana 23 garaży osoby pouczone o odpowiedzialności karnej w perfidny sposób podały, że ta osoba (użytkownik garażu), że samochód garażują w tym garażu w sporadycznych okolicznościach, takich zeznań fałszywych jest lawina, zeznała to m.in. pani magister, mieszkanka naszego bloku, która pracuje w banku na odpowiedzialnym stanowisku, a znakomicie wie, że jej mąż, posiadają samochód, stale garażują samochód i że tym samochodem wyjeżdża codziennie w dni pracy, rano około 6.30. Nie śledzę, ale okna mam w tą stronę usytuowane i widzę jak wyjeżdża i przyjeżdża około 15:30. Podobmnie zeznała też pani, która jest szefową Caritasu, a znakomicie wie, że jej syn Robert stale garażuje samochód i wyjeżdża samochodem z garażu.Garaż ten użytkował też były pracownik KPP Limanowa pan Krzysztof i do pracy wyjeżdżał samochodem dokąd tu mieszkał. Garaż stale używał odkąd ja przybyłem prezes zarządu wspólnoty Janusz, codziennie w dni robocze wyjeżdżając z tego garażu samochodem przed godziną 6. rano do pracy w Izbie Wytrzeźwień w Nowym Sącz. Trudno było tego nie widzieć. Jest taki fakt, że kilku członków wspólnoty faktycznie nie ma samochodu i nie użytkowała swojego samochodu w swoim garażu ale wiem i widziałem na własne oczy, jak z klubu sportowego Limanovia wjeżdżają kosiarką ciągnikową do jednego z tych garaży i użytkują garaż.


Mając społeczny obowiązek obywatelski widząc takie kłamstwa, mając świadomość, że byłem tyle lat okłamywany przez zarząd wspólnoty i wspólnotę napisałem, że ja się z tym nie zgadzam, bo tam jest kłamstwo - coś w tym rodzaju. Właśnie na tej podstawie, tak jakby wznowili to postępowanie z tego anonimu doniesienia, w którym podano, że ja mam garaż. Na tej podstawie właśnie nadzór budowlany miał społeczny obowiązek, wręcz musiał wezwać członków wspólnoty, którzy w tamtym okresie czasu mieszkali stale w tym bloku na okoliczność wykonywanych robót budowlanych przy garażu przez te dwie rodziny. Ponadto wyłączyli materiały odnośnie przystąpienia do użytkowania garażu bez odbioru tych garaży i toczy się odrębna sprawa, aktualnie przekazana do Wojewódzkiego Nadzoru Budowlanego o wyłączenie PINB w Limanowej dlatego, że szereg z tych faktycznych użytkowników garaży ma konary PINB'ie oraz organach ścigania.


Na zebraniu wspólnoty 13 grudnia 2011 roku bezprawnie nadano mi naganę, którą otrzymałem za to, że zgłosiłem do burmistrza nieopodatkowanie garaży. Wytoczyłem im sprawę o uchylenie nagany przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu. Doszło do takiej paranoi, że Zarząd Wspólnoty - Janusz Jurowicz, chwali się, że jest po studiach, a na mnie biednego wynajęli sobie adwokata, aż z Tarnowa, za którego uważam, że przecież musieli zapłacić i nie wiem czy nie z pieniędzy naszych wspólnoty. Widząc jednak, jak negatywnie się na mnie nastawiła wspólnota, cofnąłem swój wniosek w tej sprawie. Wytoczyłem też, w przeszłości powództwo przeciw Januszowi Jurowiczowi o naruszenie mych dóbr osobistych i zapłatę, za nieustanne nękanie mnie, wykonywanie mi bez mej zgody zdjęć, mej działki, budynku i inne, i mając na uwadze fakt mojego złego zdrowia i myśląć, że się Janusz Jurowicz się opamięta, na pierwszej rozprawie cofnąłem do powództwo, bo wskazałem, że Janusz Jurowicz mieszka na wspólnej klatce a mnie zależy na zgodzie.

Pragnę nadmienić, że 22 sierpnia 2012 roku, zaś Janusz Jurowicz jako napastnik zaczepił moich przyjacieli na klatce schodowej fałszywym alarmem zgłosił na policję, że jest dwóch pijanych mężczyzn, jak się okazało policja badała alkomatem ich i jeden z nich był trzeźwy, a drugi faktycznie był po wypiciu alkoholu, bo przyszedł już w takim stanie do mego mieszkania. Doszło tam do linczu, karetka zabrała jednego z nich do szpitala. Prokuratura w Limanowej potrafiła umorzyć to dochodzenie, a osoby obie doznały obrażeń ciała. Uważam, że to postępowanie winno być wznowione.

Widząc, że coś nie gra z pieniędzmi na koncie wspólnoty i słysząc, że członek zarządu wspólnoty pan Józef zakupił bez mej zgody i wiedzy i członków wspólnoty, za prawie 5 tys. zł oprogramowanie komputerowe i poradnik i że używa to w prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej w biurze obrachunkowym w Limanowej, co osobiście też wynikło na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej, złożyłem doniesienie, nie ukrywam, do organów ścigania o ukaranie go i tych którzy za tym stali. Bo czułem się pokrzywdzony, bo pieniądze co miesiąc wpłacam na konto wspólnoty. Do tej pory sprawa ta nie jest rozwikłana. Wówczas pan Józef wystąpił z zarządu, bo widział co się dzieje, mówił, że część pieniędzy wrócił na konto wspólnoty, ale to nie usprawiedliwa, by taki człowiek nie poniósł konsekwencji karnych.


Sprawy z parafią

Na podstawie zawiadomienia wspólnoty mieszkaniowej KPP w Limanowej przesłała odpis pisma do nadzoru budowlanego w Limanowej o rozważenie wszczęcia postępowania przeciwko mnie, że wyrządziłem szkodę, krzywdę dla parafii Łososina Górna poprzez rzekome zagarnięcia gruntu. To ja otrzymałem wezwanie wraz z proboszczem Stanisławem Kowalikiem, na działkę sporną, czego w życiu nie zapomnę. Po otrzymaniu wezwania przypadkowo byłem na poczcie w Łososinie Górnej spotkałem księdza Stanisława Kowalika, przeprosiłem go i spytałem o kilka rzeczy m.in. czy mogę zakupić kuranty dla parafii, a byłaby to pamiątka po mnie, spytałem też czy ksiądz wie kto złożył doniesienie i czy wie, że to zrobił Janusz Jurowicz na pieczątce wspólnoty, który chce mnie skłócić z parafią.

Poprosiłem wówczas ks. proboszcza, żeby zaniechał polecania zbierania pieniędzy od osób najuboższych podczas wydawania żywności pochodzących z Banku Gospodarki Żywnościowej z Krakowa, gdyż to jest oburzające i wbrew przepisom. Niedopuszczalnym, jest to nadużycie ze strony parafii, bo od osób najuboższych (jest rodzina np. z Walowej Góry 11 dzieci), żądali zapłaty 2 zł osoby. Ludzie ci przychodzili, pożyczali pieniądze. Wcześniej byłem na plebanii u ks. Stanisława Kowalika po wydaniu żywności i prosiłem go, by zwrócił uwagę prezesowi - osobie odpowiedzialnej za wydanie żywności panu Stanisławowi - znanemu człowiek, prezesowi Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i ks. mi wtedy powiedział, że ja… nie będę rządził.

Wracając do tego incydentu przy poczcie, prosiłem ks. Stanisława Kowalika, żeby zaniechał usunięcia rozburzenia, organistówki, w której mieszka samotna matka z kilkorgiem dzieci. Przed tą rozmową z księdzem byłem w sklepie, gdzie pracuje ta kobieta. Widziałem ją zapłakaną, siedzącą na zapleczu. Obsługująca mnie druga pracownica, zwróciła się z prośbą o pomoc, bo ta pani już jest dwie godziny po pracy,ale do domu nie idzie, gdyż odbierze sobie życie, bo nie będzie miała gdzie mieszkać. Błagała ta pani o pomoc. Obiecałem, że byłem długie lata kuratorem dla innych osób, lubię ludziom pomagać i porozmawiam z ks. proboszczem na ten temat. Też m.in. właśnie o to prosiłem ks. proboszcza. Bo ten fakcie zburzenia organistówki poinformował proboszcz publicznie na popołudniowej mszy w Sylwestra. Słyszała cała parafia. Wtedy ogłosił ksiądz publicznie, że planuje się zburzenie czterech kaplic w parku kościelnym. Przyznam się szczerze, że jako wierzący i głęboko praktykujący i szereg społeczeństwa, nie mogłem się pogodzić ze burzeniem tych kaplic, skoro m.in. z mojej krwawicy, z krwawicy moich rodziców i parafian wybudowane zostały piękne 4 kaplice. Po co te kaplice burzyć? Jeśli nawet nie były budowlane zgodnie z planem czy bez zezwolenia, to zapytałem czy jest możliwość załatwienia zezwolenia, nawet można by zapłacić karę, a nie burzyć kaplic. Ponadto ksiądz w kościele w Sylwestra, powiedział, że jest zaplanowana do rozbiórki stara plebania i budynek mieszkalny wraz z budynkiem gospodarczym, w którym mieszkał ks. Stanisław Opocki - Krajowy Duszpasterz Romów. Niezwłocznie po tych ogłoszeniach aż dudniało w tak małej Łososinie. Ja też nie mogłem się z tym pogodzić i wówczas zwróciłem uwagę księdzu, żeby rozważyć nie burzenie tych budynków, ale odstąpienie, czy przekazanie, czy przeznaczenie dla księży emerytów, czy sióstr zakonnych, dzieci specjalnej troski, bo przecież to są w tak dobrym stanie budynki, i można było je zaadaptować, na inne cele, skoro proboszcz zamiaruje się przenieść do nowego budynku wybudowanego obok.

Wówczas ks. proboszcz w perfidny sposób powiedział mi 'ty masz schizofrenię, ty jesteś chory psychicznie, proszę mi natychmiast spakować walizki i usunąć się z mieszkania i parafii'. Przyznam się szczerze, że ja się wtedy rozpłakałem, przechodziło wówczas szereg osób, uważam, że to słyszeli. Poszedłem do domu. Czując się dotkliwie oczerniony, obrażony, przez ks. proboszcza Stanisława Kowalika, przyznam się szczerze, że napisałem pismo jedno do kurii diecezjalnej w Tarnowie, na ręce poprzedniego ks. biskupa. W tym piśmie przytoczyłem m.in. powyższe fakty, tj. oczywiste fakty oraz wróciłem uwagę szczególnie na tą nielegalną zbiórkę pieniędzy od tych osób najuboższych. Udowodniłem to, gdyż czułem, że ksiądz może się temu wyprzeć. Wezwałem faktycznie policję, bo pomimo mych próśb, by zaprzestał zbierania pieniędzy widziałem osobiście, że w budynku dalej były zbierane pieniądze. Policja która przyjechała potwierdziła fakt, że w budynku, gdzie wydawana jest żywność, znajduje się otwarte pudełko z pieniędzmi. Nie wiem czy zostały zabezpieczone, mam na to dokument w posiadaniu, chyba dołączyłem go do kurii. Zwróciłem też uwagę dlaczego, skorej do tej pory, przez cały okres czasu, były msze święte o godzinie 8. rano w niedzielę, na które chodziło dużo osób w tym dzieci, dla mnie też była stała msza święta, nowo nastały proboszcz je zlikwidował. Było nie raz tak, że gdy zlikwidował te msze św. ludzie słabli, mdleli w kościele, a gdy przyszli do kościoła, to widziałem na własne oczy, że nie było na tyle miejsc siedzących, aby starsze osoby mogły usiąść. To dla mnie było bulwersujące.

Czując się bardzo obrażony pokrzywdzony przez ks. proboszcza aktualnego Stanisława Kowalika, przyznam się szczerze, że złożyłem pozew do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu o naruszeni mych dóbr osobistych takich jak cześć, dobre imię, gdyż ja nigdy nie byłem i nie jestem chory psychicznie i nie mam schizofrenii, bo schizofrenia to jest właśnie chorobą psychiczna, a takie sponiewieranie mnie przez ks. Stanisława Kowalika bardzo mnie zabolało. Żeby on nakazał mi, zaraz po przyjściu na parafię, nie znając mojej osoby, nie znając ile dobrego dla społeczeństwa i parafii zrobiłem, w tym ks. Ryszarda Stasika, z którym żyłem bardzo zgodnie, który nawet jako świadek, był w mojej sprawie przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu i mówił prawdę o mojej osobie, za to niech mu Pan Bóg wynagrodzi. Ja z żadnym kapłanem nigdy nie byłem w konflikcie i to mnie bardzo boli. Pamiętam, że jak nastał ks. Stanisław Kowalik, na kazaniu w jedną ze śród powiedział, że składka z pierwszych śród miesiąca będzie przeznaczona na kwiaty do ołtarza Matki Boskiej i Jana Pawła II, żeby te figurki tonęły w kwiatach. Ja się wtedy popłakałem i widziałem, że płaczą też inne osoby z radości, że mamy dobrego następce proboszcza. Jak się okazało były to gołosłowne. Puste słowa ks. Stanisława Kowalika. Graniczę działką z parkiem kościelnym, od momentu nastania ks. Stanisława Kowalika, aż do września pierwszego roku kiedy nastał, w ogóle w parku kościelnym nie były wykaszane ciernie, pokrzywy trawa, a są kaplice i figurki. Taka prawda, że Matka Boska i Jan Paweł tonęły ale w pokrzywach. Prosiłem by pracownicy kościelni by wykosili trawę ręcznie. Do tego doszło, że ja czując się jako wierzący, praktykujący przed procesją, która miała iść przez park, schorowany po wyjściu ze szpitala, wstałem o godzinie 4. rano poszedłem z kosą obkościć te pokrzywy, ciernie i trawę. Wtedy, pamiętam jak dziś, szła Pani Jasia, ale nie dałem rady dużo kosić, bo się źle czułem, poprosiłem pana Michała, że mu zapłacę, a wstyd na parafię, żeby nie skosił tego. Chciałem ratować honor dla parafii. Michał faktycznie przyszedł i skosił, za to mu wynagrodziłem i takie otrzymałem podziękowanie od ks. Proboszcza.

Uważam, że ksiądz Stanisław Kowalik, jest bardzo nie w porządku, gdyż powiadomiłem go i kurię na piśmie, że przewodniczący wydawania żywności pan Stanisław oraz prezes stowarzyszeń przykościelnych i prowadzący rzekomo dalej kursy przedmałżeńskie, nie został odsunięty z tych stanowisk, pomimo, że przedłożyłem stosowne dokumenty i poinformowałem, że sfałszował - podrobił aż dwa podpisy i to swoich nieżyjących rodziców i przedstawiał te dokumenty fałszywe za dowód w sprawie. Jak taka osoba karana, wyrok zapadł w zeszłym roku w maju, która końcowo przyznała się do winy, może być szefem tychże instytucji.


Protest i inne

W poniedziałek 11 marca 2013 roku nie oglądałem żadnych mediów, ale dzwoniło mi szereg osób, czy czy domofonem, czy telefonem, czy jak jechałem w minibusie i mówiło mi, Stasiu straszne rzeczy ks. Stanisław Kowalik mówił na Polsacie news, w radiu RDN i innych mediach. Nawet mówił o tobie, żeś ty nie przyjął ks. po kolędzie, że donoszę non stop do kurii na niego. A taka prawda, że po tym programie, mieszkaniec Łososiny Górnej użyczył mi kopię pisma, że to on, a to jest głośny człowiek właśnie złożył skargę na ręce biskupa Jeża na okoliczność jak ks. proboszcz Stanisław Kowalik bez rozmowy potrafi i to publicznie kłamać w mediach, psuć mi honor ambicję i mam na to dowody. On się solidaryzuje z tymi osobami, a znakomicie wie, że w portalu internetowym na Limanowej te osoby oczerniły mnie, że jestem pedofilem, to mnie bardzo boli. To karygodne zachowanie ks. proboszcza i uważam, że taki proboszcz powinien być natychmiast przemieszczony w nieznane. Tak się nie powinien zachowywać ks. proboszcz. Nie zapomnę jak poprzedni ks. proboszcz, był po kolędzie u mnie i siedział na tym samym miejscu co pan i mówił 'Stasiu jakiś ty dobry człowiek, wiem, że masz problemy, jak mogę to ci pomagam, ale nie usuwaj się z tego miejsca. Wiem, że na ciebie piszą donoszą fałszywie, ale ty to odpychaj' i przyznam się szczerze, że tych słów nie zapomnę do końca. To miało miejsce przed wyprowadzeniem się tego księdza z parafii. Taka prawda.


To ja przez długie lata byłem w ogniu krzyżowym i czułem i czuje się bardzo pokrzywdzony, nękany, prześladowany, mam zakłócany spokój, do tego stopnia, że przytoczę kilka faktów: To ja zostałem przez Janusz Jurowicza i członka wspólnoty który działa w zmowie panem Grzegorz, oczerniany publicznie w proteście, fałszywie oskarżony, że to ja wyrzucałem śmieci inne do kontenera, przeznaczonego na odpady komunalne. Pamiętam jak dziś wezwali na mnie policję w niedzielę przed 11 25 marca 2012 roku, dzień przed moimi urodzinami. Policja ze mną nie rozmawiała, wezwano mnie na policję, dano mi statust obwinionego o wykroczenie, ja biedny, tak schorowany,, że musiałem się tłumaczyć z tego co nie uczyniłem. Tak się składa, że sprawa ta została umorzona, za sygnaturą II W 309/12 Sr Limanowa, a zawiadomienie pisemne w tej sprawie złożyła wspólnota mieszkaniowa. Pismem z dnia 3 kwietnia 2012 roku wspólnota mieszkaniowa skierowanym do MOPS Limanowa oczerniła mnie też o straszne rzeczy, pijaństwo, libacje itd. Byłem wzywany do MOPSu i nie zapomnę, w tym okresie czasu leżałem w Krakowie w klinice w szpitalu, a Janusz Jurowicz i inni nie wiedzieli, że nawet nie jestem w mieszkaniu. Też się musiałem tłumaczyć z tego, a donos okazał się bezpodstawny. Za sygnaturą akt Ds 58./12 w PR w Limanowej prowadzono sprawę właśnie dotyczącej rzekomej samowoli budowlanej dokonanej przeze mnie na działce 77 należącej do parafii o której przytaczałem powyżej. Musiałem się tłumaczyć z tego czego nigdy nie uczyniłem. Chciałem przejrzeć akta, otrzymałem zarządzenie z którego wprost wynika, że ja nie jestem stroną postępowania i że nie ja składałem protokolarne zawiadomienie o przestępstwie, bo składał je Janusz Jurowicz. Wspólnota na rany Boga nie wie kogo mają.

Janusz Jurowicz, wraz z innymi dokonał publicznego obrażenia mnie i oczernienia transparentem - bannerem, którym publicznie manifestowali przed Starostwem Powiatowym w Limanowej oraz dokonali jako wspólnota szkody na moją osobę, gdyż bez mej zgody współużytkownika bloku i działki wywiesili od dnia 11'go marca 2013 roku do nadal. Banner jest fałszywej treści w którym oczerniają mnie, prokuraturę, sąd i policję, w ten sposób, że podali, że ja jestem bezkarny itd. Złożyłem już w tej sprawie doniesienie do prokuratury, żądam nadania statusu pokrzywdzonego nie tylko mojej osobie, lecz policji, prokuraturze i sądowi. Prosiłem o interwencję policji, by przyjechali, wykonali zdjęcie na bloku baneru i sporządzili z tego notatkę. 13 marca 2013 roku przyjechała policja i udokumentowała ten fakt. Pouczyli mnie również o możliwości złożenia zawiadomień o naruszeniu mych dóbr osobistych itd. Nie ukrywam, że od poniedziałku 11 marca, do nadal ja nie mam życia. Nie od mieszkańców bloku, od żadnego członka wspólnoty, lecz od społeczeństwa. Fakt baneru został wprowadzony do sieci internetowej i opublikowany w mediach. Jestem oczerniany na stronach internetowych i w mediach. Najbardziej mnie boli to, że ucichła sprawa z zarzutami rzekomej pedofilii i teraz ruszyło na nowo. Jest kłamstwo, że zostałem prawomocnie skazany za pedofilię i powinienem siedzieć we więzieniu, a nie na wolności. Prawda jest taka, że ja nigdy nawet nieprawomocnie nie zostałem skazany za czyny lubieżne wobec własnych dzieci, a wręcz przeciwnie - uniewinniony. Podobnie zostałem uniewinniony z zarzutów rzekomego molestowania seksualnego mojego pasierba. Osoby znakomicie wiedzą o tym, bo media odwoływały te kłamstwa, przepraszały, gdyż wygrałem procesy. Ponadto dla uciszenia tej sprawy, gdy otrzymałem informację, że będzie program przeprosin mnie przez telewizję Poznań, do każdej skrytki na listy delikatnie wrzuciłem pismo z TV Poznań, by mieszkańcy wiedzieli jaka jest prawda.

To mnie bardzo boli, że pani Renata w programie Kronika TVP Kraków, w perfidny sposób mówiła, że boi się dziecka zostawić na polu i iść po herbatkę, bo nie wiadomo co się z dzieckiem stanie. Do tej pory był święty spokój, dzieci przechodziły, mówiły dzień dobry, z sadu dawałem im owoce i nie tylko im, ale i innym dzieciom grzecznościowo. Ktoś ją zmanipulował. Ponadto na sieci internetowej znalazło się szereg gróźb ciężkich karalnych, nie tylko pozbawienia mnie życia przez bicia, ale dziś doczytałem, że spalenia mnie. Zgłosiłem to do Prokuratury Rejonowej w Limanowej o ściganie i ukaranie sprawców, a mi o ochronę.

Chcę zlikwidowania i zabezpieczenia natychmiast banneru i bo każda godzina, minuta w której on wisi obraża mnie. Ludzie do mnie dzwonią domofonem, telefonem, pytają co oni ze mną robią, chcą mi pomóc. Wczoraj (piątek - przyp. red.) spotkał mnie na mieście w Limanowej pewien urzędnik i powiedział mi, że radny miasta Limanowa, ma bardzo złe wiadomości o prezesie Januszu Jurowiczu.

Jak się dowiedziałem co się wyrabia, sam napisałem pismo do starosty, że chce kategorycznie wziąć udział w tym spotkaniu. Przedłożyłem na piśmie oczernianie mnie i część dokumentów i podobnie zwróciłem się z pismem do burmistrza miasta Limanowa. Na razie nie mam żadnej informacji. Uważam, że pan starosta, przekroczyłby swoje kompetencje, gdyż nie powinien się wikłać w tą sprawę. Od tego są organy ścigania, sądy i te organy są godne zaufania. W przeszłości wiem, że starosta sam ubiegał się o naruszenie dóbr osobistych. Nie wiem czy sprawa się zakończyła. Ponadto do starosty Jana Puchały składałem pismo o przyjęcie mnie do pracy, ale odpowiedział mi, że w chwili obecnej nie mają wolnego etatu.

Gdyby wspólnota, a konkretnie motorniczy Janusz Jurowicz mnie tak nie krzywdził, to ja bym był dla nich prawą ręką, bo jak odmawiano mi przyznania adwokata z urzędu, to sędziowie wielu sądów, aż po apelacyjny w Krakowie uzasadniali, że mam wręcz przeciwnie, niesamowity dar i zdolności - znajomość przepisów prawa, którego nie mają nawet profesjonalni adwokaci. To jest oczywistą prawdą, gdyż gdy wytoczyłem proces przeciw TVN Warszawa - takiej potędze, oraz przeciw dwóm dziennikarzom, których bronił ich Piotr Kruszyński, który egzaminuje sędziów i koniec końców przegrali ze mną proces karny. W tym całym bałaganie przy garażach i przekształceniach i w ogóle organizacyjnie ja bym wiele pomógł, tylko żeby oni mi dali święty spokój, a szczególności Janusz Jurowicz, który uważam, że jest chory na moim tle.

Nadmieniam, że z inicjatywy wspólnoty toczą się przeciwko mnie trzy sprawy o wykroczenia tj II W 691/12/ II W 786/12 i IIW666/12, które zainicował Janusz Jurowicz i wspólnota, co mnie boli, dlaczego tak kłamią na transparencie. Ponadto pan sędzia Paweł Kulig w przeszłości złożył na mnie fałszywe doniesienie do Prokuratury Rejonowej w Limanowej, że go fałszywie oskarżyłem, otrzymałem szereg zarzutów. Padł ostry akt oskarżenia przeciwko mnie, dzięki temu że udało mi się wyłączyć Sąd Rejonowy w Limanowej i Sąd Okręgowym w Nowym Sączu i przekazano sprawę do Sądu Rejonowego w Brzesku za sygnaturą akt II Ka 333/06 Sądu Okręgowego w Tarnowie zostałem prawomocnie uniewinniony. Nadmieniam, że w akcie oskarżenia łącznym były zarzuty, że nie tylko fałszywie oskarżyłem sędziego, ale i policjantów w Limanowej, biegłych lekarzy. Proszę sobie wyobrazić, że ten pan sędzia, który był stroną postępowania, on nie chce się teraz wyłączyć teraz i prowadzi mi te trzy sprawy o wykroczenia, pomimo, że składałem wniosek by się sam wyłączył z urzędu lub by go wyłączono. Do tej pory nie otrzymałem listownie, wbrew mym wnioskom o wyłączeniu, żadnych postanowień i nie wiem w ogóle czy rozpoznano te wnioski, a wiem tyle, że po tych wnioskach sędzia prowadzi dalej tożsame sprawy.

Pragnę nadmienić, że pracując w urzędach administracji państwowej, pełniłem funkcję prezesa pracowniczego ogrodu działkowego miejskiego w Limanowej, przez szereg lat, gdzie skupiałem około 400 członków. Jako prezes gdy widziałem problem wołałem obie osoby konfliktu i komisję pojednawczą, tak by brudy nie wychodziły nigdzie i za całą mojego prezesurę żadna sprawa nie trafiła do organów ścigania, bo mi by było wstyd. O czym znakomicie wiedział Janusz Jurowicz i cała Limanowa, bo ukazał się o mnie artykuły m.in. 'Prezes roku 95'. Otrzymałem też złotą odznakę za zasługi dla miasta Limanowa i ogrodów w Polsce od krajowej rady ogródków działkowych w Warszawie.

Pamiętam jak dziś jak sędzia Cezary Wieczorem z SO w Nowym Sączu, zawarł ze mną wiele ugód. Nawet w sprawach z mego powództwa przeciwko KPP w Limanowej, za sygnaturą akt 1c 376/09, gdzie prawnie wygrałem proces. Wytoczyłem wiele spraw, przyznaje, nie ukrywam, o naruszenie moich dóbr osobistych, bo czułem się dotkliwie pokrzywdzony, ale z uwagi na moją religijność i ugodowość, doprowadziłem do ugód i cofnąłem powództwa ludziom, a mogłem wygrać wielkie pieniądze.


Pragnę by burmistrz Władysław Bieda wyjaśnił w mediach sprawę braku opodatkowania tych garaży, bo to jest istotne. Ta sprawa poszła na cały świat, a ja cierpię.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in