Najlepszy sędzia Limanowszczyzny

31.12.2009 15:37:51 2 6117

Mimo 77 lat, coraz częstszych zdrowotnych dolegliwości i zmęczenia ciągle w sporcie. Na boczny tor zdążył już odsunąć inne pasje. Jednak jednej ciągle pozostaje wierny. Jako jedyny z Limanowszczyzny wystąpił w roli sędziego liniowego na pierwszoligowych boiskach. Ma za sobą około tysiąca spotkań w roli arbitra głównego. W Limanowej wzbudza szacunek za bezinteresowną pracę na rzecz rozwoju piłki nożnej.

Na najwyższym poziomie

Stanisław Wojtas robił karierę sędziowską w czasach kiedy cała nowosądecczyzna znajdowała się na marginesie świadka piłkarskiego. Były lata pięćdziesiąte kiedy zakończył czynne uprawianie sportu (po ośmiu latach gry w Limanovii). W 1958 roku postanowił, ze nadal związany będzie z piłką nożną. Rozpoczął żmudną drogę na coraz wyższe poziomy piłkarskiego sędziowania. – Udało mi się załapać w Związku Piłkarskim w Krakowie – wspomina Stanisław Wojtas. – Gdybym startował z Nowego Sącza nie miałbym żadnych szans. Nasz region nie miał bowiem żadnej siły przebicia. Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń. Egzamin na sędziego centralnego zdałem w Łodzi. Wymagania były bardzo wysokie. Testy wytrzymałościowe, szybkościowe i teoretyczne. Zająłem tam wysokie czwarte miejsce. Mimo wszystko gdyby nie poparcie krakowskiego środowiska pewnie zostałbym pominięty. Niespodziewanie otworzyła się przede mną duża szansa. Oczywiście za sędziowanie nie było takich dużych pieniędzy jak teraz. Cała oprawa medialne również była znacznie mniejsza. Działało to wszystko głównie na zasadach hobby. Jednak sama myśl bycia blisko wielkiej piłki bardzo mnie cieszyła.

W latach 1966 – 1968 arbiter z Limanowej awansował na sędziego II ligi państwowej. Dotychczas taka sztuka nie udała się nikomu z całego powiatu limanowskiego. Przez krótki czas Stanisław Wojtas sędziował na linii biegając po pierwszoligowych boiskach u boku arbitra głównego Stanisława Mastaja z Bochni. W latach sześćdziesiątych prowadził m.in. bardzo gorące derby Krakowa pomiędzy Cracovią a Hutnikiem. Na linii sędziował także spotkania GKS Katowice, Lechii Gdańsk i Gwardii Warszawa.

Nieprzyjemne rozstanie

Przez kilka sezonów Stanisław Wojtas był głównym arbitrem w II lidze. Rozstanie z pracą w najwyższych ligach nie należało do przyjemnych. - Niechętnie wracam do momentu, kiedy przestałem sędziować na szczeblu centralnym – wspomina Stanisław Wojtas. – Zawsze byłem traktowany z dużym dystansem. Pochodziłem z niewielkiej mieściny na południu Polski. Na moje miejsce było wielu chętnych. Mieli znajomości i przede wszystkim wywodzili się z największych miast Polski. Dlatego czułem, że ktoś kopie dołki pod moją pozycją. Dwa mecze zadecydowały, że zostałem odsunięty od sędziowania II ligi. Pierwsze spotkanie to Lublinianka – Piast Gliwice. Wiadomość o tym, że zostałem delegowany na te zawody do Lublina przyszła w piątek do Rabki. Dowiedziałem się o tym w ostatniej chwili. W tamtych czasach połączenia nie były tak klarowne i szybkie jak teraz. Zebrałem się pośpiesznie i w nocy z soboty na niedzielą jechałem na mecz. Sędziowałem zmęczony i niewyspany. Mimo, to byłem zdziwiony, że po zakończeniu spotkania obserwator dał mi bardzo niska notę. Już wtedy przeczuwałem rychły koniec mojej przygody z drugą ligą. Ostatni pojedynek jaki przyszło mi sędziować w tej klasie rozgrywkowej odbył się w Bydgoszczy. Rywalizowała miejscowa Zawisza z Piastem Gliwice. Goście zdobyli prowadzenie z rzutu wolnego. Odgwizdałem faul na 20 metrze. Potem w kilku przypadkach była ogromna presja kibiców, działaczy i piłkarzy gospodarzy, żebym odgwizdał rzut karny dla ich drużyny. Nie było jednak takiego przewinienia, które kwalifikowałoby się na jedenastkę. Ostatecznie Zawisza przegrała 1-0. Po meczu rozgoryczenie miejscowych było ogromne. Właściwie jedyny raz w mojej przygodzie z sędziowaniem spotkałem się z tak wielkim negatywnym nastawieniem do mojej osoby. Największe zaskoczenie spotkało mnie po meczu. Mimo pretensji gospodarzy byłem przekonany, że dobrze wykonałem swoją pracę. Tymczasem po raz drugi otrzymałem bardzo niską ocenę od obserwatora. Tak skończyło się moje sędziowanie w drugiej lidze. Od tej pory byłem arbitrem na niższych szczeblach rozgrywkowych. Potem zostałem również obserwatorem i to ja oceniałem piłkarskich arbitrów.

Zawsze czysto

Jak przekonuje limanowski arbiter jest szczęśliwy, że przyszło mu sędziować w dobrych czasach. Mimo prowadzenia wielu ligowych potyczek nie miał styczności z korupcją. - Nigdy nikt mi nie proponował żadnych pieniędzy za ustawienie meczu lub jakąkolwiek przychylność – powiedział Stanisław Wojtas. – Na szczeblu centralny byłem osobą raczej trudno dostępną. Pochodziłem z małej miejscowości i nie miałem jakiś większych znajomości w strukturach związkowych. Poza tym dawniej gra nie toczyła się o tak wielkie pieniądze jak to ma miejsce obecnie. Z żalem słucham o korupcji w polskiej piłce w ostatnich latach. Z drugiej strony trzeba wstrząsu, aby wyrzucić ze sportu negatywne elementy.

Stanisław Wojtas jest ciągle działaczem Limanowskiego Podokręgu Piłki Nożnej. Piastuje funkcję przewodniczącego Komisji Gier. Po każdej kolejce dokładnie sprawdza sprawozdania pomeczowe, odnotowuje kartki itp. - Sport to moja życiowa pasja. Zrezygnowałem już nawet z chóru parafialnego bo miałem problemy z tchawicą. Jednak jakoś trudno mi się rozstać z piłką nożną. Praca w Limanowskim Podokręgu jest dosyć ciężka. Nieraz już myślałem o rezygnacji, ale prezes Stanisław Strug cały czas mówi, że jestem tutaj bardzo potrzebny. Będę pomagał przynajmniej do wiosny a potem zobaczymy, na co mi zdrowie pozwoli.

Sędziowska teraźniejszość

Stanisław Wojtas z radością obserwuje niektóre zmiany w sportowym środowisku lokalnym. Do sukcesów Limanowskiego Podokręgu zalicza przede wszystkim powstanie wielu nowych klubów piłkarskich. Często wywodzą się z bardzo małych miejscowości, gdzie tradycje sportowe dopiero się zaczynają. Jest zadowolony z powstawania coraz większej ilości boisk piłkarskich. Wskazuje również poważny mankament i to ze sfery, która jest dla niego wyjątkowo bliska. - Dzisiejsze sędziowanie w lokalnych ligach jest fatalne – powiedział Stanisław Wojtas. – To całkiem inna rzeczywistość od czasów, w których byłem piłkarskim rozjemcą. Obecnie sędziowie na niższych szczeblach rozgrywkowych to młodzi ludzie. Najgorsze, że nie mają żadnego doświadczenia w sędziowaniu. Dawniej co tydzień musiałem za własne pieniądze jeździć do Nowego Sącza na różne szkolenia. Teraz czegoś takiego już nie ma. Inna sprawa, że obecnie piłkarscy arbitrzy oprócz znajomości przepisów muszą sobie również radzić z chuligaństwem. Można go spotkać zarówno na trybunach jak i na boisku. Mam na swoim koncie wiele meczów jak sędzia główny. Nigdy jednak nie spotkałem z takimi przykrościami i obelgami przez jakie dzisiaj musi przejść arbiter niemal na każdym spotkaniu.

Stanisław Wojtas jest zatroskany, że w regionie niewielu jest ludzi, którzy poważnie myślą o możliwości sędziowania na wyższych szczeblach rozgrywkowych. – Na Limanowszczyźnie w ostatnich latach wyróżnia się właściwie tylko pochodząca z Dobrej Agnieszka Olesiak – twierdzi zasłużony arbiter. – Sędziuje mecze w I lidze kobiet. W rozgrywkach mężczyzn pojawia się tylko na regionalnych boiskach. Poza nią, nie ma nikogo kto zaszedłby trochę wyżej.

Syn najbardziej znanego limanowskiego arbitra, Tomasz Wojtas jest bramkarzem od lat reprezentującym w barwy Limanovii.

Stanisław Wojtas – urodzony 20 października 1932 roku w Mordarce.Pracował m.in. w Powiatowym Inspektoracie Statystycznym w Limanowej, a także w Wojewódzkim Urzędzie Statystycznym w Nowym Sączu. W latach 1950 – 1958 był zawodnikiem klubu piłkarskiego Limanovii Limanowa. Od 1958 do 1980 roku był sędzią piłkarskim. W Limanowej znany jest również jako przewodnik pielgrzymkowy i przewodnik pogrzebowy. Przez dziesięć lat należał do chóru parafialnego działającego przy Bazylice Matki Boskiej Bolesnej w Limanowej. Wyróżniony przez Polski Związek Piłki Nożnej tytułem „Zasłużony Sędzia Piłki Nożnej” w 1973 roku.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in