Środa, 24 lutego
Maciej, Marek, Bogusz, Sergiusz, Boguta

Kłótnia zamiast porozumienia. Impas trwa, rodzice rozczarowani

27.08.2020 05:35:00 PAN 27 17861

Limanowa. Fiaskiem zakończyły się wtorkowe rozmowy w limanowskim magistracie – nie doszło do zawarcia porozumienia pomiędzy samorządami miasta i gminy, dotyczącego refundacji kosztów kształcenia dzieci z gminy Limanowa w miejskich szkołach. Włodarze miasta chceli ustalić metodę rozliczania, zaproponowało wzór i oczekiwało na propozycję władz gminy; druga strona liczyła, że otrzyma szczegółowe dane i będzie mogła z góry ustalić kwotę.

W spotkaniu, które zorganizowano we wtorek w sali narad limanowskiego magistratu, wzięło udział kilkunastu mieszkańców. Poza władzami miasta, które reprezentował burmistrz Władysław Bieda i jego zastępca Wacław Zoń oraz przewodnicząca Jolanta Juszkiewicz wraz radnym Wiesławem Sędzikiem, w rozmowach uczestniczył także wójt gminy Limanowa Jan Skrzekut i radni gminy Limanowa, m.in. Daniel Łącki, Zuzanna Kolawa i Władysław Lachor.

Na wstępie burmistrz powiedział o „różnych próbach wywierania nacisku” na władze miasta, by odstąpiły od chęci zawarcia porozumienia, które zakłada refundację środków, które do kształcenia dzieci z terenu gminy musi z własnego budżetu dokładać miasto. – Wójt wystąpił do wojewody, bo chciał żeby wojewoda mi nakazał przyjęcie dzieci, na co wojewoda odpisał, że musi być porozumienie między samorządami i nie da się tego administracyjnie nakazać. Gmina występowała też do ministerstwa, do kuratorium, delegacje jeździły do biskupa Andrzeja Jeża. Różne te naciski są, wszędzie sytuacja jest tak przedstawiana, że burmistrzowi coś się pomieszało. A przecież organizowanie nauki dla dzieci jest obowiązkiem każdej gminy, jest to zadanie własne o którym jednoznacznie mówi ustawa – mówił. 

Władysław Bieda przypomniał, że subwencja oświatowa w coraz mniejszym stopniu wystarczająca na prowadzenie szkół. Wskazał jednocześnie, że ustawa daje możliwość zlecenia realizacji zadania własnego innej jednostce samorządu terytorialnego, ale w tym celu musi zostać podpisane odpowiednie porozumienie.

- Jest wyrok WSA z Rzeszowa z lutego 2020, który mówi wyraźnie jak ma to być zrealizowane i dokładnie tak chcemy to zrealizować. Są takie porozumienia na przykład w Suwałkach i w Bydgoszczy. To nie jest tak, że my nie lubimy mieszkańców gminy albo że nie chcemy dzieci z gminy. Robiliśmy naukę pływania, naukę jazdy na nartach, na koniec roku wręczaliśmy nagrody za osiągnięcia w nauce, nigdy nie patrzyliśmy czy dziecko jest z miasta czy z gminy, nie wyciągaliśmy ręki do gminy po pieniądze. Ale w naszych szkołach, na dwoje dzieci z miasta, jedno jest z gminy Limanowa – powiedział, zapewniając że porozumienie zostało tak skonstruowane, że miasto nie zarobi na gminie ani złotówki, bo po otrzymaniu wszystkich dokumentów księgowych z każdej szkoły, gmina na koniec roku sama będzie wyliczała kwotę, którą ma zrefundować miastu. Dla czterech miesięcy tego roku kalendarzowego (od września do grudnia) ma to być około 57 tys. zł, w 2021 roku ma zostać wyliczony dalszy koszt m.in. na podstawie faktur.

- Dokumenty są przygotowane, to wszystko jest do rozwiązania jeszcze przed 1 września. Szlag na miejscu człowieka może trafić. Choć to nie powinna być nasza inicjatywa, to chcieliśmy sprawę ułatwić, a zostało to tak odczytane, że na pewno musimy na tym zarabiać, skoro to przygotowaliśmy. Wszystkie dzieci zostaną przyjęte, ale musi zostać podpisane porozumienie. Chcę dziś rozmawiać tylko o pierwszym sposobie rozwiązania tego problemu – powiedział Władysław Bieda, nie wspominając o możliwości włączania części terenów gminy do granic administracyjnych miasta Limanowa. 

Dla rodziców przygotował też „gotowca” - petycję do Rady Gminy Limanowa o przekazanie realizacji zadania własnego w zakresie kształcenia dzieci w szkołach podstawowych i zawarcie z miastem porozumienia. - Państwo zrobicie, jak będziecie uważać. Ja liczę, że uda się to rozwiązać w cywilizowany sposób, tak jak zrobiono to w innych miastach. Nie ma w tej sprawie żadnego drugiego dna. Chcemy to jasno rozliczyć, damy gminie wszystkie dokumenty księgowe. Musicie rozmawiać z panem wójtem i swoimi radnymi, my nie robimy żadnych trudności, a nawet przygotowaliśmy wszystko – podsumował. 

Kolejno w dyskusji głos zabrał radny Daniel Łącki, który w sprawę problemów z obwodami szkół zaangażował się na samym początku, jeszcze przed objęciem mandatu w Radzie Gminy. - Chciałem pewne rzeczy wyjaśnić. Takich spotkań było wiele, ale nie przyniosły rezultatu. Wysłaliśmy swój projekt porozumienia, zrobiliśmy pierwszy krok. Pan burmistrz mówi o Suwałkach i Bydgoszczym a ja mam przy sobie 14 porozumień, na mocy których samorządy przekazują sobie obwody szkolne bez refundacji kosztów. Jako gmina, nie chcieliśmy, żeby wojewoda nakazał coś miastu. Chcieliśmy, by pani kurator mogła zrewidować i sprawdzić, kto ma rację. Jako Rada Gminy nie dostaliśmy wyliczeń, nie możemy sprawdzić czy są one prawidłowe – mówił radny, wskazując na rozbieżności w wyliczeniach, np. w kosztach godzin pracy nauczyciela przy tablicy i na świetlicy. 

Jak pokreślał, miasto traktuje dzieci z gminy jako koszt, podczas gdy ich obecność w miejskiej szkole zapewnia samorządowi wływy z tytułu subwencji oświatowej. Podkreślił też, że jest to forma wieloletniego zobowiązania. - Gdyby te dzieci, które teraz uczą się w mieście, wróciły do szkół gminnych, to mielibyśmy 6 mln zł wyższą subwencję w budżecie – powiedział. Jego zdaniem, zaprzestanie przyjmowania dzieci z gminy do Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 przy ul. Reymonta, może spowodować likwidację tej placówki w przyszłości. - Jeżeli będziemy musieli 500 metrów dalej wybudować szkołę gminną, to 200 dzieci przejdzie do niej, a w miejskiej szkole zostanie 100 uczniów. Pan burmistrz twierdzi, że nie ma zamiaru likwidacji tej szkoły, ale ja w to nie wierzę. Za 3 lata może okazać się, że szkoła przestanie się opłacać.

Radny odniósł się też do treści listu otwartego burmistrza, w którym zasugerował rodzicom zainicjowanie włączenia ich terenów do miasta Limanowa. - Pan obudził demony w swoim liście, a dzisiaj przychodzi jakby nigdy nic, mówiąc że o drugiej opcji nie będzie pan mówił. Nie wiem czy pan zdaje sobie sprawę, jakie są emocje w Łososinie Górnej? Wczoraj byliśmy z panem wójtem na spotkaniu z rodzicami i tam był płacz, panie burmistrzu – zarzucił Władysławowi Biedzie. 

- Uważam, że pan nie czytał porozumienia. Może ono zostać rozwiązane, nie jest na wieki. Przesłaliśmy ten projekt, do dzisiaj nie otrzymaliśmy na piśmie żadnych uwag. Proszę pana, to wy doprowadziliście do tej sytuacji, bo to wy jesteście odpowiedzialni za kształcenie dzieci na terenie gminy. Proszę sobie nie przerzucać na nas tego, czego nie zrobiliście – odpowiedział radnemu Władysław Bieda. 

Stanowisko zajął też wójt gminy Limanowa, Jan Skrzekut. - Bardzo ubolewam nad tym, że do porozumienia nie doszło. Szukam ratunku, gdzie mogę i dalej będę pisał do różnych instytucji, jeśli będzie taka potrzeba. To, co przedstawia burmistrz, jest tak pięknie wypanierowane, że wiem dlaczego państwo tego nie rozumiecie – zwrócił się do mieszkańców Jan Skrzekut. - Do marca rozmawialiśmy o dopłacie do tworzenia oddziału. Nie wiem co się stało w kwietniu, gdy dostaliśmy inny projekt porozumienia i okazało się, że nie będziemy dopłacać do oddziału, tylko do każdego ucznia. To traktowanie mieszkańców gminy Limanowa przedmiotowo, z pełną ignorancją. Choć ze strony burmistrza słyszymy często takie porównania, samorząd to nie sklep, ma swoją misję, nie mamy zarabiać, tylko służyć mieszkańcom – powiedział wójt. 

Podał trzy drogi rozwiązania impasu. Pierwszym ma być porozumienie, które nie zakłada refundacji kosztów przez gminę (miasto miałoby kształcić dzieci z gminy w swoich szkołach w oparciu o subwencję), drugim jednorazowa dopłata do oddziału (klasy) tworzonego z uwagi na przyjęcie dzieci z gminy (z pominięciem uczniów, którzy zostali przyjęci na tzw. dopełnienie oddziału), zaś trzecim przejęcie przez gminę szkoły przy ul. Reymonta. - Notarialnie zadeklaruję, że ani ja, ani żaden mój następca, nie weźmie nawet złotówki za przyjęcie do tej szkoły dziecka z miasta. To uczciwe. Skoro coś przynosi stałe straty, to po co się tego trzymać kurczowo? - pytał burmistrza wójt Jan Skrzekut. 

Kolejno głos zabierali uczestniczący w spotkaniu mieszkańcy. Wyrażali oni zdziwnienie, że samorządowcy nie są w stanie się porozumieć. - Angażujecie ludzi do dyskusji, która wcale nie jest potrzebna. Powinniście sami tę sprawę załatwić, bo za to bierzecie pieniądze z naszych podatków – powiedział jeden z mieszkańców.

Rodzice próbowali pełnić rolę mediatorów między samorządowcami. Pytali, na jakie ustępstwa są w stanie pójść obie strony. Proponowali, by włodarze przystali na refundację za uczniów tworzących dodatkowy oddział. Nie spotkało się to jednak z akceptacją żadnej ze stron. 

Włodarze miasta chcieli ustalić metodę rozliczania; wzór który będzie obejmował wszystkie koszty, nie tylko te wynikające z podstawy programowej. Przedstawiciele gminy domagali się przedstawienia wszystkich dokumentów, obrazujących koszty prowadzenia szkół, jeszcze przed zawarciem porozumienia. 

- Nie chcemy ani grosza nadużycia – mówił burmistrz. Formę rozmów skrytykowali przedstawiciele gminy. - Pan zaprosił ludzi i robi igrzyska – powiedział radny Daniel Łącki. 

W dyskusję włączył się także wiceburmistrz Wacław Zoń. - Mamy dosyć rozmów w takim stylu. Dlatego proponujemy porozumienie wieloletnie, chcemy wypracować zasady rozliczania, żeby tego konfliktu nie było. Raz zamykamy sprawę i żyjemy szczęśliwie. Padła propozycja ze strony rodziców, żeby rozliczać koszty wynikające z przyjmowania dzieci tworzących dodatkowy oddział. Ale co z pozostałymi rzeczami które są w szkole ponad podstawę programową, jak na przykład świetlica, która generuje duże koszty? Czekamy na propozycję gminy: jak chcecie to rozliczać? Albo podpisujemy porozumienie dla roczników – na 8 lat, ale bez możliwości wypowiedzenia, albo podpisujemy na czas nieokreślony, z możliwością wypowiedzenia, jednak chcemy mieć stabilizację na dwa lata, bo my za tych uczniów będziemy płacić do końca szkoły podstawowej. Panie wójcie, czy możemy zawrzeć porozumienie, w którym rozliczamy uczniów tworzących nowy oddział, ale nie w podstawie programowej, tylko w pełnych kosztach dla każdej szkoły? - pytał trzykrotnie Wacław Zoń, ale nie doczekał się odpowiedzi od Jana Skrzekuta

- Byłem otwarty na współpracę, ufałem. Ale już nie mam zaufania do pana burmistrza, mam siódmy zmysł jeżeli chodzi o sprawy finansowe z panem burmistrzem – powiedział Jan Skrzekut.

Na koniec samorządowców do porozumienia próbowali skłonić radni. - Apeluję, panie burmistrzu i panie wójcie, usiądźcie tak ja chłop z chłopem i porozmawiajcie. My was zostawimy i zamkniemy. Wiemy już wszystko o pieniądzach, ale w ogóle nie mówicie o dzieciach. Usiądźcie bez żadnych osób towarzyszących i dogadajcie się. Przestańcie się targować żywym towarem – powiedziała Zuzanna Kolawa, radny gminy i sołtys Koszar. 

Mieszkańcy dopytywali o drugi sposób rozwiązania sprawy – czyli ewentualną zmianę granic administracyjnych obu samorządów. - Nie mówię o drugim sposobie, bo chcę rozwiązać sprawę tym pierwszym. Zapewniam, że przyjmiemy każdą uczciwą metodę rozliczania kosztów i liczę, że dostaniemy taką propozycję od gminy, a ja wówczas niezwłocznie. Jeśli nie uda się, nie z naszej winy, to zapraszam państwa 3 września na godz. 17:00 – zapowiedział Władysław Bieda. 

Sam koniec spotkania miał już bardzo nerwową atmosferę. Uczestnicy dyskusji wchodzili sobie w zdanie i przekrzykiwali się. Najbardziej rozgoryczeni byli mieszkańcy, bo trwający impas powoduje stres nie tylko dla nich, ale przede wszystkim dla ich dzieci, o czym – jak podkreślali uczestnicy spotkania – samorządowcy w całej dyskusji zdawali się zapominać. - Proszę sobie wyobrazić, że są wakacje, rodzina normalnie funkcjonuje. Ale o północy matka wchodząc do pokoju dzieci widzi, że młodsze z nich zmoczyło łóżko, bo nie zostało przyjęte do tej szkoły, do której chodzi starszy brat. Tak reagują dzieci, o tym nikt nie mówi – powiedział jeden z rodziców. 

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in