Baner Baner
19°   dziś 12°   jutro
Niedziela, 11 października Emil, Aldona, Aleksander, Dobromira, Brunon

Klasa próżniacza

Opublikowano  Zaktualizowano 
1 278

Zapraszamy do przeczytania najnowszego felietonu, którego autorem jest PAPA.

W każdym nawet najpodlejszym sklepie z działem warzywno – owocowym leżą banany. Ponieważ nie lubię chodzić na zakupy z samego rana (za dużo wszędzie ludzi) z reguły jak już sięgam po te owoce to są one albo niedojrzałe, albo pełne brązowych, nieestetycznych śladów po macaniu. Banany spowszedniały. Są tanie, są wszędzie i kojarzą się przede wszystkim z karmieniem małych dzieci albo staruszków (w obu przypadkach ze względu na zęby, a precyzyjniej rzecz ujmując ich brak). 

Za mojej młodości banan jak każdy inny owoc egzotyczny był rarytasem. Otrzymanie takiego wiązało się ze świętem: rodzice ostrym nożem dzielili go na równe kawałeczki, co my (a było nas sporo) obserwowaliśmy z minami piesków czekających na mięsny przysmak). Przy bananach mama (bo z reguły ona to czyniła) kroiła go ze skórką. Pewnie ze względów praktycznych. Każdy z otrzymujących dar pieczołowicie obierał ją, delektował się środkiem by potem jeszcze wrócić do wyskrobania każdej cząstki gąbczastego miąższu ze spodniej części skórki. 

Tak było, proszę Państwa. I nie chodzi o czasy, w których po matce Ziemi biegały dinozaury. 

Komuna, wiedząc, ze banany są częścią mokrych sennych marzeń społeczeństwa, na równi z colą czy piwem w puszce lub prawdziwą czekoladą z orzechami, w czasie wystąpień studenckich w 1968 r uknuła nazwę „bananowej młodzieży”. Chodziło o to, aby protestujących przeciwko najdoskonalszemu z systemów zohydzić w oczach reszty społeczeństwa, wmówić mu, że przeciw są jedynie ci, którzy mają dostęp do bananów, czyli wszystkiego tego, co jest pożądane. 

Na początku się udało, bo przecież zdrowa tkanka społeczna (w postaci robotników z pałkami wspieranych przez siły bezpieczeństwa) wybiła studenciakom fanaberie o demokracji, zbliżaniu się do zachodu, zepsutej muzyce i długich włosach u mężczyzn. Potem społeczeństwo zauważyło, że ci, co rzeczywiście mają dostęp do bananów to nie dysydenci a przede wszystkim partyjniacy na wysokich stanowiskach. Bareja oddał to jednym celnym bon motem „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”. A skoro tak, to po pierwsze gardzi normalną pracą uważając, ze jest stworzony do wyższych celów, a po drugie przyjmuje, że on sam wymaga innego, niż szaraczkowie, traktowania. W końcu jest elementem nomenklatury, kasty czy też elyty. 

Pisałem już na ten temat i podawałem najprostszy z możliwych przykładów z naszego miasta. Pani Katarzyna Aue – Kęsek niezgodne z prawem miała przyznany bardzo wysoki dodatek specjalny co zostało wytknięte przez Regionalną Izbę Obrachunkową. Pewnie szaraczek w takiej sytuacji musiałby kasę zwrócić (z odsetkami) przeprosić a i pewnie żyłby w strachu, że jeszcze będzie miał kłopoty z prokuraturą. Ale przecież nie członek „elyty”. Tu zawsze znajdzie się tłumaczenie bo przecież „co wolno wojewodzie, to nie Tobie, smrodzie”. 

To nie jest odosobniony przypadek, a raczej standard w kręgach „elyty”. Pamiętacie Państwo, jak w zeszłym roku Wydział Nadzoru Prawnego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie jednoznacznie stwierdził, że radny nie może brać udziału w sesji w formie zdalnej (siedząc gdzieś tam poza salą obrad przy laptopie z włączoną kamerką). Przepisy w czasie covidu na to pozwalały ale covid się skończył i pozwalać przestały. Czyli, że radny (wtedy chodziło o Pana Adama Króla), nie będący na sali obrad, gdzie odbywa się sesja po prostu w niej nie uczestniczy. Proste – masz być w określonym miejscu, jak jesteś w innym, to znaczy, że cię, tu gdzie masz być, nie ma. Dodajmy też, że radny, który nie uczestniczy w sesji nie ma prawa do całej miesięcznej diety – logiczne przecież, że skoro go nie było, to nie dostaje kasy za to, że miał być. 

Nie w Limanowej. W 2025 r były 3 przypadki, w których radni brali udział w sesjach Rady Miasta w formie zdalnej (czyli po prostu siedząc przed komputerami, gdzieś tam, nie byli na sali obrad w Urzędzie Miasta Limanowa). 16 lipca Pani Dorota Wójtowicz, 25 września Pan Michał Bulanda, 24 października Pan Adam Król. Zgodnie z uchwałą Rady Miasta Limanowa w sprawie diet dla radnych żadna z tych osób nie powinna mieć za te miesiące wypłaconej całej diety miesięcznej. 

Ale gdzie tam. Co tam uchwała, którą sami radni przyjęli i zobowiązali się jej przestrzegać. Dajcie spokój. My są elyta władzy. Nie dla nas przepisy, kasa zgadzać się musi. Dlatego mimo obowiązku zmniejszenia wypłaty każda, każda z w/w osób dostała całą dietę: 2029, 20 zł. TKM, bo kto nam zabroni?

Czy zgadzasz się ze zdaniem autora felietonu?

TAK NIE
Dziękujemy za oddanie głosu !
TAK: 26 NIE: 3

Komentarze (1)

pajero
2026-10-10 23:57:00
0 0
ale nam się trafiła ta " elyta "
większość emeryci , nieudacznicy co nigdzie nie zaistnieli , próbują skoku na kasę dla siebie i swojej rodzinki
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Klasa próżniacza"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in