Sobota, 08 sierpnia
Cyprian, Dominik, Emilian, Iza, Rajmund, Seweryn

Fałszywie oskarżani przez córkę i koleżanki

27.06.2011 13:59:10 top 48 17500

Gmina Niedźwiedź. Rodzice oskarżani przez córkę o molestowanie żądają teraz zadośćuczynienia za niesłuszne zatrzymanie i tymczasowy areszt. Gdy ojciec siedział w więzieniu córka zarzuty wycofała.

Pod koniec grudnia 2006 roku policja zatrzymała rodziców wówczas 19-letniej Bożeny – mieszkanki gminy Niedźwiedź, która twierdziła, że od co najmniej 8 lat była bita i molestowana przez ojca. O wszystkim miała wiedzieć matka. Zarzuty molestowania okazały się kłamstwem, gdyż dziewczyna miała być namawiana do nich przez... starsze koleżanki.

W październiku 2006 roku 19-letnia Bożena pobita przez ojca trafiła do szpitala w Limanowej.  - Czuję nienawiść do ojca po tym, co mi zrobił – opowiadała w 2006 roku Bożena. - Do matki też mam żal. Wiedziała o wszystkim, a nie reagowała. Najgorsze było pobicie łańcuchem. Nie poradziłabym sobie bez sąsiadek i koleżanek, one pomogły przełamać milczenie. Widziały mnie pobitą, zwierzałam im się.

O sprawie zrobiło się głośno, gdy Bożena i jej koleżanka złożyła zawiadomienie w krakowskiej prokuraturze. - Ona nie wie, co to jest molestowanie, ale z rozmów, które z nią przeprowadziliśmy wynika, że robiła "to" z ojcem – mówiła na łamach „Dziennika Polskiego” jej koleżanka. - Najpierw z nią "to" robił, a na drugi dzień płacił jej i przepraszał. Oprócz tego pił, bił ją i matkę. Najbardziej dramatycznym przeżyciem, było to, kiedy rodzice włożyli jej do ust ziemniaka, żeby nie krzyczała i bili nadal.


Intensywne śledztwo


Krakowska prokuratura przekazała sprawę do Limanowej. Limanowska wszczęła wówczas intensywne śledztwo „w sprawie molestowania i znęcania się nad dzieckiem”. Przez 5 godzin przesłuchiwano dziewczynę, później jej koleżankę i sąsiadkę, które o sprawie miały wiedzieć.
 
28 grudnia 2006 roku (czwartek) policja zatrzymała rodziców Bożeny. - Tego pamiętnego popołudnia pod mój dom podjechały radiowozy, a wraz z nimi ekipa telewizyjna – opowiada nam teraz ze łzami w oczach pan Stanisław, ojciec Bożeny. - Wychodziłem ze stodoły, miałem zaprzęgać konia, by jechać go podkuć. Tymczasem policjanci skuli mnie w kajdanki. Nie wiedziałem kompletnie o co chodzi. Nie pozwolili mi się nawet przebrać, chociaż na nogach miałem gumowce. Córka Bożena podbiegła do mnie i chwyciła za nogę, nie chciała mnie puścić. Prosiłem policjantów, żeby wytłumaczyli mi o co chodzi. Odpowiedzieli, że wszystko usłyszę później.

Mężczyzna spędził w KPP w Limanowej trzy dni. - Nie jadłem, nie spałem, cały czas płakałem – wspomina. - Gdy szedłem do toalety zobaczyłem w pomieszczeniu obok ubrania mojej żony, wtedy zdałem sobie sprawę, że ją także zatrzymano. W domu zostało czworo dzieci, w tym jedno niepełnosprawne z porażeniem mózgowym i autyzmem.  Dopiero w sobotę podczas przesłuchania w prokuraturze usłyszałem, że... zgwałciłem swoją córkę. Prokuratorka krzyczała na mnie, nie dopuściła do głosu. Gdy starełem się tłumaczyć to powiedziała, że dostanę za to 12 lat więzienia.

Zarzuty, ale...

30 grudnia 2006 przesłuchano ojca i matkę Bożeny. Ojcu przedstawiono zarzut znęcania ze szczególnym okrucieństwem oraz zmuszania do poddania się tzw. „innym” czynnościom seksualnym względem osoby poniżej 15 roku życia. Na wniosek prokuratury Sąd zastosował wobec mężczyzny tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. -  Mnie zatrzymano, gdyż miałam stać przy mężu, gdy ten niby miał gwałcić córkę – mówi żona pana Stanisława. - Zostałam jednak zwolniona i  kazano mi się tylko zgłaszać na każde wezwanie.

Dzień później kobieta zgłosiła się na policji, informując, że córka ją okradła i pije. Okazało się, że w październiku 2006 roku dziewczyna ukradła ojcu 4 tysiące złotych, które miał schowane w domu ze sprzedaży bydła. - Gdy wróciła do domu pobiłem ją pasem – mówi nam teraz pan Stanisław.

Wówczas jeden z mieszkańców wsi, w której mieszkała rodzina, uważał na łamach „Dziennika Polskiego”, że „dziewczyna jest chora psychicznie i całą sprawę wymyśliła za namową koleżanek”. Według prokuratury, a także badań biegłego w sprawie jej wiarygodności nic nie wskazywało na to, by konfabulowała.


Więzienie koszmarem

Pan Stanisław trafił do więzienia w Nowym Sączu. - W więzieniu nie spałem, nie jadłem, nie miałem z nikim kontaktu z rodziny. W celi było nas 16. Wszyscy myśleli, że zgwałciłem córkę, nikt mi nie wierzył – wspomina. -  Dokuczali mi, bili, przewracali łóżko,a  jeden ze współwięźniów chciał się wieszać. Tego co tam przeszedłem nie życzyłbym najgorszemu wrogowi. Chciałbym o tym wszystkim zapomnieć, ale się nie da.


Molestowanie kłamstwem

W połowie stycznia dziewczyna zgłosiła się na policję i... odwołała wcześniejsze zeznania dotyczące molestowania. Badania lekarskie potwierdziły zaś, że jest dziewicą. - W połowie stycznia spotkałam się z córką w Mszanie, pytałam ją co narobiła i dlaczego nas oskarżyła. Wówczas odparła, że to wszystko przez koleżankę, która zawiozła ją do prokuratury w Krakowie i podpowiadała co mówić. Dopiero po zatrzymaniu ojca zrozumiała, że zrobiła źle i wycofała wcześniejsze zeznania – mówi jej matka.

- W więzieniu dopiero po tym jak przeczytali w gazecie, że córka jest dziewicą, to dali mi spokój. Nawet pytali kiedy wychodzę, ale wyszedłem nie wiadomo dlaczego dopiero miesiąc później – mówi pan Stanisław. - To były okropne tygodnie. Mój obrońca z urzędu prosił, żebym się przyznał do uderzenia córki, bo wtedy mnie wypuszczą. W przeciwnym razie „jeszcze posiedzę”. Chciałem wrócić do domu, do dzieci i  przyznałem się. Ale tylko do pobicia zwykłym pasem, a nie łańcuchem za kradzież pieniędzy.


Żal do prokuratury

- Teraz wstydzę się wychodzić z domu, cały czas to wszystko przeżywam, boję się, że będą mnie nazywali zboczeńcem.  Temu wszystkiemu nie jest tylko winna moja córka, gdyż zrobiły to mi 4 starsze jej koleżanki – tłumaczy pan Stanisław. - Omotały ją. Tylko dlaczego, gdy córka zeznawała, to w towarzystwie koleżanki, która jej podpowiadała? Przecież tak nie można.  Zatajono także wyniki jej badań, które już na początku potwierdziły, że jest dziewicą. Uważam, że areszt tymczasowy w stosunku do mojej osoby został zastosowany niesłusznie, bez żadnych dowodów, jedynie na podstawie zeznań córki, która fałszywymi oskarżeniami chciała ratować skórę przed karą za kradzież moich pieniędzy. Prokuratura miała jeszcze zeznania sąsiadów skonfliktowanych ze mną. Policja i prokuratura nie sprawdziła wiarygodności tych zeznań, pomimo że już wcześniej moja córka miała skłonności do konfabulacji, w tym dotyczące czynności seksualnych na jej osobie (sprawa prowadzona w Zakopanem, która została umorzona 29 grudnia 2006 r. wobec braku dostatecznych dowodów i wobec niepopełnienia tego czynu – przyp. red.). Uważam, że nie było przesłanek aby mnie aresztować, bo nie ukrywałem się, nie mataczyłem i nie utrudniałem śledztwa. Z trzech zarzucanych mi czynów pozostał jeden, za który nie groziła mi surowa kara, gdyż wyrok dostałem w zawieszeniu.


Pełne podstawy

– Zarzuty dotyczyły  zmuszania małoletniej do poddania się innym czynnościom seksualnym polegających na dotykaniu piersi, narządów rodnych, znęcania się fizycznego i psychicznego nad córką ze szczególnym okrucieństwem i pobicia 3 października 2006 roku po głowie, twarzy, rękach i nogach łańcuchem – mówi poproszona o komentarz w tej sprawie Janina Tomasik, Prokurator Rejonowy w Limanowej.  - W zarzutach nie było mowy o gwałcie. Na wniosek prokuratury Sąd zastosował areszt na okres 3 miesięcy, obrońcy żalili się, ale decyzje Sąd Okręgowy utrzymał w mocy. W chwili kierowania wniosku o areszt prokuratura dysponowała zeznaniami pokrzywdzonej złożonymi w Krakowie, a także i w Limanowej w obecności psychologa, który je potwierdził. W trakcie trwania czynności – po zastosowaniu aresztu nagle córka mężczyzny odwołała swoje zeznania dotyczące seksualnego molestowania, ale podtrzymała w całości zeznania  pobicia przy użyciu łańcucha. Zresztą w sprawie pobicia zeznawał lekarz, który udzielał wówczas pomocy i potwierdził, że obrażenia były takie jak od łańcucha. Ponieważ pokrzywdzona zmieniła zeznania – zaprzeczyła, prokurator nie miał wyjścia jak w tej części postępowanie umorzyć, wobec braku podstaw do wniesienia aktu oskarżenia. Natomiast w zakresie znęcania się ze szczególnym okrucieństwem akt został skierowany do Sądu Rejonowego w Limanowej. Mężczyzna przyznał się do zarzucanego mu czynu i poprosił o uzgodnienie i wymierzenie kary - rok w zawieszeniu na trzy. Później złożył apelację od wyroku, ale Sąd Okręgowy utrzymał go w mocy.  Dodatkowo były zeznania sąsiadek, które potwierdzały jej zeznania. Później córka mężczyzny twierdziła, że ją namówiły do tego.

- W chwili kierowania wniosku do Sądu o tymczasowy areszt istniały pełne podstawy do wystąpienia z takim wnioskiem, a decyzja należy wyłącznie do kompetencji niezależnego Sądu, prokurator nie ma na nią żadnego wpływu – dodaje Janina Tomasik.

Prokurator nie wypowiedział w sprawie przesłuchania Bożeny w obecności jej koleżanki, gdyż nie dysponowała teraz pełnymi aktami sprawy.

Zadośćuczynienie

Matka Bożeny złożyła wniosek o zadośćuczynienie (10 tys. zł) za bezpodstawne zatrzymanie, a jej mąż  o zadośćuczynienie za niesłuszne zatrzymanie i niesłuszne zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu żądając 20 tys. zł. Sąd Rejonowy i Okręgowy sprawę umorzył. Sprawa trafi do Sądu Apelacyjnego.

Wątek policji

W sprawę córka pana Stanisława oraz jej starsze koleżanki wmieszały także policję, twierdząc, że ta nie reagowała na wezwania. -  Z ustaleń wynika, że można mówić o nieprawidłowościach, które miały miejsce w dalszym etapie postępowania związanego ze zgłoszeniem pobicia – mówił na łamach "DP" w 2006 roku  Tadeusz Stachak, ówczesny rzecznik prasowy KPP w Limanowej. - Komendant powiatowy policji wobec osób odpowiedzialnych wyciągnie właściwe konsekwencje – zapowiedział.

W tej sprawie dwóch policjantów nawet zostało zawieszonych w czynnościach. Koniec końców sprawę jednak umorzono.

 

(Na zdjęciu okolice domu pana Stanisława)

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in