Niedziela, 11 kwietnia
Filip, Leon, Jaromir, Stanisław, Izolda

„Trenerze, do zobaczenia”

24.11.2010 18:09:13 top 44 27704

Limanowa. Słowami „trenerze dziękujemy' i 'do zobaczenia', żegnał dziś kapłan w czasie mszy św. pogrzebowej śp. Jana Kubatka – znanego i cenionego trenera taekwondo, życzliwego człowieka z Limanowej.

Dziś w bazylice Matki Boskiej Bolesnej rodzina, przyjaciele, wychowankowie i licznie przybyli mieszkańcy miasta żegnali zmarłego w niedzielę w wieku 41-lat Jana Kubatka. Był znanym trenerem Taekwondo, przyjacielem wielu osób.

- Kiedy góral umiera, to nikt nie układa baśni, tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie. Głowę jeszcze raz uniesie do góry do nieba, by pożegnać góry swe, by im coś zaśpiewać – rozpoczął słowami piosenki „Kiedy góral umiera” mszę świętą pogrzebową pochodzący z Laskowej, a pracujący w Rzymie ks. Michał Olszewski SCJ – wychowanek śp. Jana Kubatka. - Była niedziela, gdy otrzymałem wiadomość o śmierci Trenera. Stanąłem jak wryty i nie mogłem tego zrozumieć, dlaczego tak szybko? Popatrzyłem wokół i świat wydawał się być nadal taki sam. U Ojca Świętego świeciło się jeszcze światło, ostatnie osoby przechadzały się po placu św. Piotra. Świat wydawał się być nadal taki sam. Ale w moim sercu powstał jakiś wielki krzyk, który chciałem, by w tej właśnie chwili dotarł do Tego, który poświęcił mi wiele ze swego życia, bym był dobrym sportowce i dobrym człowiekiem. Chciałem, by mój krzyk dotarł do Jana. Gdy następnego dnia sprawowałem za Jego Duszę Mszę Św. zrozumiałem, że mój krzyk dotarł. Przypomniały mi się też Jego słowa z dnia moich prymicji: Tak bardzo się cieszę, że zostałeś księdzem. O jedno cię proszę, byś kiedyś odprawił mój pogrzeb. Jestem więc Trenerze, jesteśmy wszyscy którym oddałeś swoje życie i chcemy Ci powiedzieć dziękujemy! Niech i  Bóg usłyszy nasze Dziękuje i da Ci niebo.

Kazanie ks .Michała Olszewskiego z mszy pogrzebowej śp. Jana Kubatka:

„Ostatnia walka”
- Nikt z nas nie wie, gdy rozpoczyna życiowe zmagania, ile walk, ile rund i w jakim wymiarze czasowym, Bóg zorganizował dla nas te zawody. Nikt też chyba nie przypuszczał, że śp. Jankowi, Sędzia tych zawodów wyznaczył te najkrótszą opcję, czyli dwie rundy po dwie minuty. Za nim ktokolwiek się zorientował, to nasz ukochany Trener stanął przed walką finałową, walką o mistrzostwo Wszechświata, walką o Niebo - mówił w kazaniu ks. Michał Olszewski. - Stajemy dzisiaj przed tą trumną ze słowami Marii, które przed chwilą słyszeliśmy w Ewangelii: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Są Jego ukochani Bliscy, ale jest też wielu sportowców, którzy ze względu na to, co dla nas zrobił, staliśmy się Jego rodziną. Jest także wielu innych, którzy spotkaliście Jana w swoim życiu i dla których On okazał się dobrym człowiekiem. Śp. Jan staje dzisiaj przed nami jako Łazarz, by za nim Jezus wskrzesi Go z powrotem do życia, opowiedzieć nam o prawdzie oraz by zaprosić nas do swojego Teamu walki o mistrzostwo wszechświata.

"Team Jana"
Podejmuję się więc, odpowiadając na prośbę Trenera z dnia moich prymicji, zorganizowania drużyny Jana, by pomóc Mu w wygraniu tej ostatniej walki. W tej potyczce sędzią jest Bóg, wrogiem Zły Duch, który chce śp. Jana oskarżyć a trenerem który oddał za swojego zawodnika życie jest Jezus Chrystus. Chcę więc każdą i każdego z was zaprosić do drużyny Jana, by stanąć razem z nim do tej wielkiej walki – największej w Jego życiu.

Musimy Mu wszyscy pomóc, tak jak On pomagał nam gdy był z nami. Wielu z nas w ostatnich latach, w tym przygotowaniu do najważniejszej walki o mistrzostwo wszechświata opuściło Jana. Wiele mamy sobie do zarzucenia, że przygotowywał się i cierpiał w samotności. Ale dziś mamy szansę, by to choć trochę naprawić i by przyłączyć się tego Teamu walki o Niebo.
Jak to zrobić? Najważniejsze, by się zaangażować na 100% w to wsparcie, które teraz Janek potrzebuje. Trzeba byśmy stanęli wokół maty na której teraz walczy i każdy z nas uczynił wszystko, na co go stać, by pomóc.

"Wsparcie w walce"
Naszą bazą jest chrzest św. a szefem naszego Teamu sam Jezus. To On dzisiaj przydziela nam obowiązki w drużynie. Jeśli więc nosisz w sobie Chrzest, a może już o tym zapomniałeś czy zapomniałaś to proszę zrób to dla Jana i wróć do drużyny! Liczy się każdy człowiek w zespole, gdyż Jan toczy walkę finałową. Konieczna jest więc dla Niego woda! Woda, którą jest przyjęta Komunia Św. w Jego intencji. By jednak po nią przyjść musisz wcześniej oczyścić bidon serca by nabrać czystej wody. Możesz to zrobić w konfesjonale. Jeśli już dawno tam nie byłeś czy nie byłaś, to poproś kogoś z drużyny, by cię tam zaprowadził. Konieczny jest następnie ręcznik, który Janowi w walce otrze krew i pot z twarzy. Tym ręcznikiem jest nasza modlitwa.

"Jezus trenerem"

O to wszystko prosi nas największy z nauczycieli, największy z trenerów – Jezus. Nie jest On bowiem fikcją, nie jest On bowiem wymysłem historii, nie jest On bowiem ideą, kolejną religią czy produktem marketingowym ale jest ŻYWYM BOGIEM, który stoi na czele naszego Teamu. To właśnie Jezus przechadza się przez te limanowską bazylikę w tym momencie jak przechadzał się po ziemi rodzinnej Łazarza, to Jezus podchodzi do tej trumny jak podszedł do grobu swego przyjaciela i płacze, gdyż boi się o to, czy Jan otrzyma wsparcie teraz, w finałowej walce, którego może nie otrzymał od nas za życia. Chrystus rusza więc teraz przez tę bazylikę, przechadza się między ławkami, zatrzymuje się przy każdej i każdym z nas z osobna, kładzie nam rękę na ramieniu i patrząc głęboko w nasze oczy, swoimi oczyma które jeszcze nie wyschły od łez po tej śmierci i pyta Cię:  czy przyłączysz się do tej drużyny? Czy wrócisz do tej drużyny po wielu latach kiedy wydawało Ci się, że ta walka o życie wieczne już się nie toczy? Jezus prosi byś to zrobił! Byś to zrobiła! Byś pomogła, czy pomógł Jankowi zwyciężyć w tej najważniejszej walce. On bowiem może już teraz walczyć tylko swoimi dobrymi czynami przed Bogiem – Sędzią. Raniony oskarżeniami złego, potrzebuje naszego wsparcia. Trenerowi się nie odmawia - więc nie odmawiaj tej prośby Jezusowi.


"Dobre czyny"

Śp. Jan w tej obecnej potyczce, w tym stanięciu przed Sprawiedliwym Sędzią i walce o Mistrzostwo Wszechświata jak wspomniałem walczy dobrymi czynami swego życia. Nie brakowało ich! Nigdy bowiem nie odmawiał pomocy, nigdy nie czuło się też gdy pomagał, że jest to dla Niego jakiś ciężar. Zawsze z uśmiechem z otwartym sercem. Był wspaniałym WYCHOWAWCĄ I PEDAGOGIEM. Umiał dotrzeć do młodych ludzi. Wychowywał nas i wspierał. Cieszył się naszymi sukcesami nie tyko tymi na macie, których był ojcem ale też i tymi życiowymi. Śledził życie wychowanków, wiedział co robimy, gdzie jesteśmy. Taki prawdziwy ojciec. Kiedykolwiek przyjeżdżałem na urlop w rodzinne strony i spotykałem Trenera, zawsze otrzymywałem porcję informacji na temat naszej starej drużyny, która szczyciła się tym, że jest jak mawialiśmy „od Jana”. Do końca nosił nas w sercu. Dziś mogę stwierdzić z całym przekonaniem, że gdyby nie Jego praca nade mną, nie wiem czy starczyło by mi sił i samozaparcia by przejść nowicjat i seminarium. Od tej ludzkiej strony bowiem, na której Bóg buduje całą tajemnicę powołania kapłańskiego i zakonnego zostałem bardzo mocno ukształtowany przez Trenera. To On wychowywał nas do wytrwałości, obowiązkowości i walki za wszelką cenę o to, co dobre.
Sam toczył też dramatyczny bój o życie. Nie oszczędzało go bowiem i podczas tych dwóch pierwszych rund zadało Mu wiele ciosów i ran, które były jego osobistym dramatem. Ale do końca walczył wierząc, że uda Mu się stanąć na nogi, że zwycięży!

Każdemu więc, kto dzisiaj odbierałby Bogu prawo sędziowania tych zawodów jakim było życie Jana i uzurpował sobie władzę do snucia ocen mówię, że nie ma do tego prawa! Tylko Bóg bowiem, ma licencję by sądzić! Tylko Bóg bowiem zna serce człowieka!

Trenerze ukochany. Chcemy więc od dzisiaj otaczać matę Twojej walki o niebo. Chcemy przynieść Ci wodę Komunii i ręcznik naszych modlitw byś jak najszybciej zwyciężył w tej potyczce o Niebo. Chcemy zaangażować się na 100% w ten Team zorganizowany przez Jezusa by kiedyś, gdy nasze zawody się skończą, świętować razem z Tobą zwycięstwo wieczne. Stając w tej limanowskiej bazylice, klękam przed Matką Bolesną, biorę jej rękę w swoją i z pokorą całując proszę Ją, by przytuliła Cię po walce. Wiem, że w jej ramionach, rany zagoją się szybciej. Trenerze, do zobaczenia!

(Aktualizacja 1:33 25 XI 2010)

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in