Wtorek, 17 września
Franciszek, Hildegarda, Justyn, Justyna, Robert, Lamberta, Narcyz

'Monika B.-B. może być mózgiem '

06.01.2010 09:31:21 top 58 17008

Limanowa. Czternaście grubych segregatorów umów poszkodowanych z kancelarią finansowo-ubezpieczeniową Moniki B.- B. w Limanowej zebrała do tej pory Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu, badająca jedną z większych afer finansowych w regionie w ostatnich latach. Udokumentowano do tej pory straty ludzi na około 5 mln zł - donosi dzisiejszy 'Dziennik Polski'.

- Z zebranego do tej pory materiału operacyjnego wynika, że Monika B.-B. może być mózgiem całego procederu, w wyniku którego ludzie stracili ogromne pieniądze - powiedziała wczoraj "Dziennikowi Polskiemu" prokurator Beata Warzecha, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, do której trafiła w celu zbadania limanowska afera. Beata Warzecha tłumaczy, że przeniesiono ją do Nowego Sącza na szczebel okręgowy, gdyż posiada on dużo większe możliwości, gdy chodzi o analityków kryminalnych i specjalistów od przepływów środków na rachunkach.

- Sprawa jest bardzo złożona i wielowątkowa - mówi Beata Warzecha. - Na obecnym etapie, dla dobra prowadzonego śledztwa, nie możemy wchodzić w szczegóły. Być może pod koniec miesiąca będziemy mogli powiedzieć coś więcej. Wciąż przesłuchiwane są kolejne osoby, które straciły pieniądze po przekazaniu ich umową Monice B.-B. Mamy już czternaście segregatorów umów, a straty z nich wynikłe sięgają 5 mln zł. To nie koniec, zgłaszają się kolejne osoby. W straty wliczają sobie też spodziewane odsetki obiecane przez szefową kancelarii.

Afera wybuchła pod koniec listopada ubiegłego roku, gdy szefowa kancelarii finansowo-ubezpieczeniowej zniknęła z Limanowej. Deptali jej po piętach coraz bardziej zdenerwowani ludzie, którym wcześniej obiecała, że ich pieniądze będą wypracowywać nawet 18 procent odsetek w kilkanaście dni.

Była dobrze znana w mieście. Pomysłem na rozmnażanie pieniędzy miało być inwestowanie przez budzącą zaufanie kobietę w fundusze kapitałowe. Na początku wszystko szło jak z płatka. Chętni na szybki zysk przekazywali umowami Monice B.-B. najpierw niewielkie kwoty, a potem coraz większe.

- Wzbudzała zaufanie - cytował w listopadzie "Dziennik Polski" przedsiębiorcę, który w interesy z Moniką B.-B. utopił 250 tys. zł. - Wszyscy ją tu od dawna znali. Miała gadkę, sprytna była. Nikt nie przypuszczał, że to się tak skończy.

Dziś wiadomo, że to "nikt" może oznaczać nawet kilka tysięcy pokrzywdzonych osób na różne kwoty. Przesłuchania więc na pewno będą trwać bardzo długo. Po ponad dobie Monika B.-B. zgłosiła się sama na policję. Niestety, bez pie niędzy. Została zatrzymana w areszcie śledczym razem z Pawłem K., przez którego miała rzekomo transferować dalej otrzymywane kwoty. Przed świętami Bożego Narodzenia doszło do konfrontacji obu zatrzymanych osób.

- Niewiele dała - twierdzi Beata Warzecha. - Każda z osób została przy swoim pierwotnym zdaniu.

Podczas przesłuchań poszkodowanych wielu zada wało pytania o szanse odzyskania pieniędzy.

- Rozmawiałam i o tym z prowadzącym sprawę prokuratorem Krzysztofem Bryniarskim - mówi Beata Warzecha. - Jest ogromne oczekiwanie ze strony ludzi, którzy stracili pieniądze, że w wyniku śledztwa choćby część z tych sum zostanie odzyskana. Rozesłane zostały pisma do osiemdziesięciu central bankowych na terenie kraju z prośbą o pomoc w ustaleniu, czy któraś z podejrzanych osób nie ma jakiegoś konta. Niewykluczone, że krąg podejrzanych będzie rósł.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że mogą być sprawdzane przypuszczenia, iż Monika B.-B. mogła mieć wiedzę na temat zamożności potencjalnych klientów.

- Zapewne w sprawie całej afery będzie w kręgu przesłuchiwanych mąż Moniki B.-B. - dodaje prokurator Warzecha. - Nie przesądzamy jednak w jakiej roli procesowej.

Źródło: Wojciech Chmura "Dziennik Polski"
udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in