Piątek, 14 sierpnia
Alfred, Euzebiusz, Maksymilian, Selma

Mieszkańcy ul. Wąskiej nie chcą już romskich sąsiadów. "Większą wartość stanowią dla was ogródki działkowe, my się nie liczymy"

05.07.2020 19:00:00 PAN 15 19798

Limanowa. Po raz pierwszy od 9 lat, większość komisji Rady Miasta negatywnie zaopiniowała projekt zmian w budżecie samorządu. Ostatecznie znowelizowany budżet, zakładający przyjęcie dotacji z programu romskiego, został przyjęty. Jednocześnie radni nie przyjęli obywatelskiego projektu uchwały, która miała zablokować plany budowy domów dla Romów z ul. Wąskiej na działce przy ul. Żwirki i Wigury. Dyskusja, która towarzyszyła tematowi, była długa, emocjonalna i pełna wzajemnych oskarżeń.

W porządku obrad ostatniej sesji Rady Miasta Limanowa znalazł się społeczny projekt uchwały, w treści której wyrażono sprzeciw planom zagospodarowania działki przy ul. Żwirki i Wigury na cele mieszkaniowe – nie chcą się na to zgodzić okoliczni mieszkańcy oraz właściciele ogródków działkowych. 

Już na samym początku obrad sprawa poróżniła radnuch. Walenty Rusin stwierdził, że przeciwko budowie domów dla Romów protestują te same osoby, które zaangażowały się także w konflikt wokół stołówek i łączenia klas w miejskich szkołach. - Czy utworzyła się jakaś grupa negująca wszystko? Zaczyna się jednostronnie obijać tą sprawę, a trzeba wysłuchać każdej ze stron. Dostajemy zewnętrzną dotację, a radni są podżegani, żeby tą dotację „uwalić”. Nie rozwiążemy teraz problemu z dotacji zewnętrznej, to będziemy musieli znaleźć rozwiązanie za pieniądze z budżetu miasta. Proponuję odrzucenie tej uchwały – powiedział Walenty Rusin. 

Z kolei radny Waldemar Śliwa złożył formalny wniosek o zniesienie tej uchwały z porządku obrad. Sprzeciwiła się temu radna Irena Grosicka. - Na jakiej podstawie panowie składacie taki wniosek, skoro nie jesteście autorami społecznej inicjatywy uchwałodawczej, która została wniesiona zgodnie z procedurami, z uzasadnieniem, w terminie 7 dni przed sesją? – pytała, tłumacząc że mieszkańcy domagają się, by działkę pozostawić w zdecydowanej większości jako tereny zielone, a na kilku arach w przyszłości wybudować ewentualnie budynek, ale użyteczności publicznej. 

Waldemar Śliwa tłumaczył później swój wniosek. - Mógłbym mówić dużo o niezgodności z planem zagospodarowania przestrzennego, ale nie będę mówił. Mógłbym wspomnieć o krzywdzącej roli programów romskich, które nie rozwijają tej społecznosci, bo nie dają „wędki”, ale także o tym nie będę mówił. Powiem natomiast o ludziach, obywatelach naszego miasta. Jedna strona to zorganizowany komitet właścicieli ogódków działkowych i mieszkańców osiedla Marsa. Są dobrze zorganizowani i prowadzeni przez radnych. Druga strona to społeczność romska, to też mieszkańcy tego miasta. Społeczność różnorodna, są w niej bardzo dobre osoby, które się integrują, pracują – nawet w jednostkach miejskich – ale jest też element trudny, konfliktowy. Są problemy i nie zamieciemy tego pod dywan. Ale jest też trzecia strona – mieszkańcy ulic Kopernika i Wąskiej, którzy o projekcie uchwały dowiedzieli się tydzień temu. Podstawowa uczciwość wymaga, aby dopuścić tych mieszkańców do głosu. Tylko dlatego wnoszę o zniesienie uchwały z porządku obrad. Wysłuchajmy tych mieszkańców, może jest rozwiązanie, które zadowoli wszystkich – apelował radny. 

Przewodnicząca Jolanta Juszkiewicz zamknęła następnie dyskusję i ogłosiła 5 minut przerwy. Później na temat uchwały wypowiadał się radca prawny Krzysztof Jędrzejek. - To autonomiczna inicjatywa społeczna, na tym etapie nie jest uprawniona „cenzura” ze strony prawnika, który zapewnia obsługę rady – mówił mecenas. 

Sprawa powróciła w punkcie, w którym pod głosowanie miała zostać poddana uchwała o zmianach w budżecie, zakładających wprowadzenie dotacji z tzw. programu romskiego. - Niektórzy radni nie chcą, by miasto przyjęło dotację na wybudowanie domów dla rodzin romskich - mówił burmistrz, podkreślając że sprawa jest jawna, a po głosowaniu będzie wiadomo „co miasto zawdzięcza” poszczególnym radnym. - Miasto ma obowiązek zapewnić mieszkania socjalne. Wszystkio jedno, czy to są rodziny romskie czy inne. Taki mamy obowiązek ustawowy, z którego nic nas nie zwolni, ani dobry humor, ani zły humor części radnych – tłumaczył burmistrz. 

Jak dalej wyjaśniał, w związku z odwołaniami, w tym do głównego inspektora nadzoru budowlanego, obecni lokatorzy mogą zamieszkiwać w budynku przy ul. Wąskiej do końca tego roku. Po tym czasie miasto będzie musiało wynająć im mieszkania lub wybudować albo zakupić dom. - Mamy możliwość otrzymania dotacji, żeby nie angażować pieniędzy miejskiego podatnika. Nie przyjęcie tej dotacji będzie oznaczać, że na wykonanie tego zadania każdy podatnik będzie musiał z własnej kieszeni przeznaczyć 50 złotych. Każdy z radnych, kto będzie przeciw, musi mieć świadomość, że mieszkańcy powinni się do nich zgłaszać po 50 złotych – powiedział Władysław Bieda. 

Radny Jan Winiewski przyznał, że sam głosował przeciwko, ponieważ dla tych samych rodzin samorząd kupował już dom w Czchowie, ale Romowie ostatecznie nie przenieśli się do nowej lokalizacji. - Wiedział pan już dawno temu, ale nie poinformował nas pan. Wtedy mogliśmy wspólnie znaleźć jakieś wyjście. Proszę tego teraz nie zwalać na radnych, w tym jest pan mistrzem – zarzucił Władysławowi Biedzie. 

- Panie radny, wie pan o tym od marca, myśle że to wystarczająco dużo czasu, by wymyślić inne wyjście. Bardzo proszę podać wszystkim teraz inne wyjście – odpowiedział burmistrz.

- Oficjalnie dowiedzieliśmy się z portalu Limanowa.in i taka jest prawda, koniec kropka – odciął się Jan Winiewski. 

- Apeluję do was o wykorzystanie tej dotacji, to jest pół miliona! - mówił radny Walenty Rusin, wskazując że jej niewykorzystanie będzie skutkowało brakiem środków na przykład na remonty lokalnych dróg. - Musimy ten problem mniejszości rozwiązać. Ciekawe, co byście mówili gdybyśmy dostali europejski przydział islamistów – pytał Rusin. - To działanie racjonalne, a nie przeciw komuś. Odrzucenie dotacji do działanie na szkodę tego samorządu – dodał. - Chciałem jeszcze publicznie podziękować panu burmistrzowi, bo około 44 Romów udało się ulokować poza miastem Limanowa. To było mistrzostwo, podejmowanie decyzji o zakupie domów – ocenił. 

W dyskusję z krytycznym głosem wobec działań burmistrza włączył się radny Adam Król. - Mam wielkie pretensje do burmistrza, że od pewnego czasu bardzo przedmiotowo traktuje Radę Miasta – mówił, przypominając że niedawno 14 radnych opowiedziało się przeciw przekształceniom stołówek, podobnie w temacie łączenia klas. – Tematy zostały albo nierozstrzygnięte, albo rozstrzygnięte po myśli burmistrza, bo Rady nie bierze się pod uwagę. Teraz tworzymy nowy, kolejny problem, rzucamy temat Romów i weźcie się wszyscy, przepraszam za wyrażenie, pozabijajcie, bo przecież to jest jasne. Trzeba powiedzieć, choć z całym szacunkiem: mieszkanie obok Romów nie jest przyjemnością, nie z zasady, tylko dlatego jak niektórzy z nich się zachowują. Oczywiście w Limanowej wielu Romów jest „normalnych”. Wzięliśmy dotację, kupiliśmy domy, udało się. Ale co z tego wyniknęło? Że pan Murkowski, który nie jest Romem, jeździ po całej Polsce, przyjeżdża do pani Jaworowicz i w inne miejsca, śmiejąc się z nas wszystkich limanowian. I dzisiaj pan mi mówi, panie Walku, że ja mam zagłosować za wzięciem dotacji, bo miasto splajtuje, a pan burmistrz mówi, że mam mieszkańcom po 50 złotych oddawać. To ja bardzo przepraszam, ale ktoś kogoś nie rozumie – zakończył Adam Król. 

- Nie jesteśmy małymi dziećmi, każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego, co mówi i co robi. To, że te rodziny nie spełniły tego, co zadeklarowały na piśmie przed notariuszem, nie zwalnia nas z tego, że musimy im zapewnić mieszkania. I to będziemy musieli zrobić. Nie wiem, czy całe miasto będzie się z tego cieszyło, jeżeli wszyscy mieszkańcy będą musieli za to zapłacić. Tutaj nie ma co się obrażać, nie ma co humorów pokazywać, bo żyjemy w państwie w którym obowiązują pewne ustawy, jako samorząd podlegamy pewnym przepisom i musimy to zrobić. To nie jest miejsce na humory, tylko na merytoryczną dyskusję, bo idzie o poważne sprawy miasta – zaznaczył Władysław Bieda. 

Do tej wypowiedzi odniósł się radny Król. - Nie wiem, w jakim kontekście burmistrz mówi o „humorach”. Z całą troską o miasto, uważam że działka 55 arowa, którą po części chcemy sprezentować Romom, nie jest dobrym rozwiązaniem, tak samo jak nie jest dobrym rozwiązaniem przyjmowanie jakichkolwiek Romów w Limanowej. To jest moje zdanie. Współczuję mieszkańom ul. Wąskiej, bo 30 lat się już tam męczą – przyznał. 

Radny Waldemar Śliwa pytał, jakie będą konsekwencje dla samorządu, jeśli dotacja nie zostanie przyjęta. - I tak czeka nas ten wydatek. Wyobraźmy sobie, że coś się tam (w budynku na ul. Wąskiej – przyp. red.) nie daj Boże stanie, to znów będziemy mieli powtórkę show medialnego. Po prostu to przesuwamy, teraz tupiemy nogami i mówimy „dość”, ale problem pozostaje - zauważył. 

- Problem nie leży w tym, że mamy przyjąć dotację i wybudować, bo zdajemy sobie sprawę że to nasz obowiązek. Problem tkwi w lokalizacji. Dowiedzieliśmy się o takim zamiarze w kwietniu, a teraz otrzymaliśmy informacje w budżecie – podnosiła Irena Grosicka. 

- Wspomniany teren, o którym dziś rozmawiamy, został wskazany wojewodzie na piśmie od ówczesnego starosty. Nie wyrywaliśmy się z tym, ale stan budynku na Wąskiej się pogorszył, decyzję nadzoru trzeba będzie wykonać, z tym się nie da dyskutować. Ta dotacja ma pomniejszyć czy złagodzić wysiłek, który mamy ponieść. Wszyscy mówią, że to zła lokalizacja, ale nikt nie wskazał innej – zaznaczył Bieda, kontynuując dyskusję. - W urzędzie wojewódzkim mówią mi, że miasto ma działki budowlane, które nie zostały sprzedane. „Jak to nie macie gdzie wybudować?” - tak mi mówią w urzędzie. Mamy na przykład osiedlu Marsa działki, które w przetargu próbowaliśmy sprzedać. We wskazanym miejscu jest 100 metrów od najbliższego budynku mieszkalnego. nie znaleźliśmy miejskiej działki na terenie Limanowej, gdzie odległość byłaby mniejsza. Możemy teraz odstąpić, ale co osiedle Marsa powie na to? Jakie argumenty będziecie wtedy podnosić, teraz podnosicie argumenty, że tam jest zieleń, że blisko policji. Do tego dojdzie. To są pani Ireno działki blisko pani domu – zwrócił się do radnej Ireny Grosickiej burmistrz Władysław Bieda. 

- Zrozumiałam aluzję, pani burmistrzu: „proszę przestać, pani radna, bo wybudujemy obok pani domu”. Zostawiam to państwu radnym pod ocenę. O majątku miasta decyduje Rada Miasta. Postaram się więcej nie wypowiadać – odparła radna.

Wśród radnych pojawiły się głosy, by przyjąć budżet uwzględniający przyjęcie dotacji, a do dyskusji o przeznaczeniu działki wrócić w późniejszym punkcie obrad. Ostatecznie, zmiany w budżecie zostały wprowadzone przy 10 głosach za, 1 przeciwko i 4 wstrzymujących się. 

Po przerwie rozpoczęło się procedowanie uchwały, dotyczącej wyrażenia sprzeciwu wobec planów inwestycyjnych miasta co do działki przy ul. Żwirki i Wigury. W tej sprawie zawiązał się społeczny komitet, stworzony przez mieszkańców osiedla Marsów i działkowców z całego miasta. Przedstawicieli komitetu dopuszczono do głosu na sesji. 

- Jestem zdegustowany tym, jak ta debata przebiega. Przerzucanie tego „gorącego ziemniaka”, obrzucanie się odpowiedzialnością za moim zdaniem zaniechania administracyjne w kwestii ul. Wąskiej, nie ma nic wspólnego z treścią naszej uchwały. Próbuje się nas, mieszkańców, skłócić i poróżnić, spychając dyskusję na inne tory – zaznaczył przedstawiciel mieszkańców. Jak podkreślił, rodzinom romskim należy się zapewnienie godnych warunków mieszkaniowych, jednak nie kosztem działki o rekreacyjnym potencjale. 

- Co to znaczy asymilacja? Niektórzy radni obierają ją inaczej. Na jakiej podstawie państwo sądzicie, że Romowie się z nami zasymilowali? Który z radnych starał się interesować naszymi problemami i kiedy ostatni raz był na tym terenie? Śmiem twierdzić, że żaden z tych radnych nie udzieli odpowiedzi pozytywnej. Jesteśmy oburzeni stwierdzeniami, że te rodziny wrosły w nasz teren i zżyły się z nami – mówiła mieszkanka ul. Wąskiej, która przytoczyła rozmowę z jednym z radnych. Miał on zadeklarować, że „nigdy nie dopuści do powstania getta na osiedlu Marsów”. - Jak mamy rozumieć to my, żyjący w pobliżu rodzin romskich? Czy my też mamy tam getto? - pytała. - Nie jesteśmy już społeczeństwem milczącym – zaznaczyła i podkreślała, że burmistrz stara się poprawić warunki bytowe rodzin romskich, a część radnych chce je zniweczyć, kierując się „własnym ego”. - Większą wartość stanowią dla was ogródki działkowe i zieleń, my się nie liczymy – uznała. 

Głos zabrał również inny mieszkaniec ul. Wąskiej. - Jestem najbliżym sąsiadem Romów, wychowywałem się z nimi od małego, znam ich zwyczaje i zasady życiowe. Mieliśmy rok temu problem, żaden z radnych nie przyszedł i nie pomógł. Ale pan burmistrz o godz. 22:00 wstawił się, żeby rozwiązać problem. Wy państwo teraz mówicie, że jesteśmy zżyci z Romami? Mieszkam 7 metrów od ich zabudowań, tam gdzie teraz jest planowane przesiedlenie, najbliższa zabudowa jest w odległości 100 metrów. Romowie w tej chwili mają władze nam wami. Wszystko obraca się przeciwko nam, każdy boi się powiedzieć „Rom – masz problem”. Stara się zamieść problem pod dywan, a my borykamy się z nim na co dzień. Ludzie boją się przechodzić tamtędy do ośrodka rehabilitacyjnego. Każdy robi co chce, ostatnio o północy wzywałem policję, bo zastawili wjazd, a ja spóźniłem się do pracy – relacjonował. - Kilkanaście lat temu sam zrobiłem im kanalizację. Kilka razy sprzątałem sam wokół domu Romów. Ale już mi ręce opadają – mówił sąsiad Romów z ul. Wąskiej. - Jak naruszycie grunt, to dom sąsiadki pójdzie razem z nim. A w dodatku nad naszymi domami będzie kolej. Nie odzywaliśmy się przez kilkanaście lat. Ale teraz prosimy burmistrza i radnych o przemyślenie tej sprawy. 

Po dalszej dyskusji przystąpiono do głosowania. Uchwała nie została przyjęta – za opowiedziało się 6 radnych, natomiast przeciwko głosowało 6 radnych, a 3 wstrzymało się od głosu. 

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in