Piątek, 23 października
Marlena, Seweryn, Teodor, Honorata, Iga, Jan, Edward

Klio, czyli archeologia nagiego ciała

20.09.2020 05:00:00 PAN 2 12563

Limanowa. Piątkowe spotkanie z piękną muzą Klio, która dosłownie zaprosiła słuchaczy do swoich ogrodów było długo wyczekiwanym wydarzeniem w ramach organizowanego przez Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej cyklu wykładów. Zaproszeni goście przywitani przez Magdalenę Urbaniec – dyrektor limanowskiego muzeum, mieli okazję zobaczyć trzy odsłony przeszłości. W pierwszej części Anna Kulpa omówiła wybrane aspekty tematu nagości w sztuce, następnie dr Arkadiusz Urbaniec zaprezentował przyczynek do badań na przestępstwami seksualnymi w XVII-wiecznej limanowej w oparciu o zachowane ksiąg miejskie. Natomiast na zakończenie spotkania Jarosław Czaja podzielił się z zebranymi relacją z bieżących odkryć archeologicznych na górze Łyżka.

Nagość w sztuce jest zagadnieniem szerokim i niewyczerpanym, próba zaprezentowania wybranych aspektów stała się kalejdoskopową podróżą przez stulecia i style. Pomimo wieloznaczności semantycznej nagiego ciała, ważnym elementem rozważań stało się chyba jedno z najbardziej prowokujących pytań o erotykę skrytą w tych artystycznych realizacjach malarskich i rzeźbiarskich. Podróż rozpoczęta od antycznych prób ubrania w kostium ludzkiego ciała idei piękna, była pretekstem do zastanowienia się na ile ma znaczenie płeć. Sztuka Greków zdominowana przez harmonijny akt męski udowadniała równocześnie, że piękno linii i proporcji może również w jednym dziele zawierać pierwiastki męskie i kobiece. Średniowiecze z kolei, które wbrew przekonaniom wcale nie jest epoką jednorodną stylowo, kojarzone jedynie z aktem jako tematem pomocniczym do rozbudowanych scen apokaliptycznych lub ilustracji historii stworzenia świata kryło w sobie również zmysłową fascynację kształtem kobiecych piersi. Natomiast renesans idąc za hasłem Benvenuto Celliniego, że skoro ciało ludzkie jest najdoskonalszą z form, nigdy nie jest go dosyć, był przepełniony nagością będącą pieśnią pochwalną świadomych swojej kobiecości kobiet i zapierających dech w piersi muskularnych Dawidów posiadających ukryte wewnętrzne życie. I nawet kontrreformacja w późniejszych wiekach nie odebrała artystom tematu aktu, który w baroku, zwłaszcza pod pędzlem wybitnego kolorysty Rubensa stał się wyrazem radosnego, nieskrępowanego, bujnego i bardzo cielesnego życia, szczerze mówiącego o dobrodziejstwie obfitości. 

Z aktem nie rozstawało się również XVIII-wieczne społeczeństwo, gdzie oświeceniowy prymat rozumu w sztuce przesłaniał akt porcelanowej laleczki, zastąpiony następnie monumentalnym wcieleniem Wenus Zwycięskiej w duchu klasycyzującym, który w swojej zasadniczej naturze był narzędziem kontrolowanego skandalu oraz prowokującym świadectwem wpływów i możliwości arystokracji tamtych czasów. Na koniec warto jeszcze tylko podkreślić, że wyobrażenie o akcie i nagości w sztuce w świadomości współczesnego człowieka wykształcił jednak świat galerii malarstwa XIX-wiecznego. Nagość niejednoznaczna i prowokująca wypełniała sceny batalistyczne, historyczne i mitologiczne. Najsłynniejszy wizerunek malarstwa akademickiego „Narodziny Wenus” Cabanel’a stoczył nierówny bój z „Kobietą z papugą” Courbert’a – realisty, który swoją sztuką próbował odsłonić dwulicowość elit swojej epoki, gdzie antykizujący temat usprawiedliwiał niejednokrotnie bardzo dwuznaczne przedstawienia malarskie. Z kolei Manet prezentując „Olimpie” unaocznił różnice pomiędzy aktem, a nagością. W końcu przełom XIX i XX wieku zaprezentował nagość, która wymagała interwencji policji, gdyż w najmniej spodziewany i dosłowny sposób odsłaniała w obrazach Bolesława Biegasa nagą prawdę o polityce m.in. cara Mikołaja II czy cesarza Wilhelma II. Ostatecznie podsumowaniem tego szybkiego przeglądu tematu nagości w sztuce stała się teza Kenneth’a Clarka: „Żaden artystyczny akt nie powinien zawieść w kwestii wywołania w widzu namiastki erotycznego doznania - nawet jeśli byłby to tylko cień odczucia. Jeśli tego nie czyni, jest to zła sztuka i zakłamane emocje”. 

Moralność podlega ciągłym zmianom w procesie długiego trwania, podobnie jak pojęcie grzechu i przestępstwa, które w niektórych systemach prawnych stawały się synonimiczne. To co dozwolone w kontekście seksu i to co zakazane, to co naturalne i to co przeciwne naturze, to co powszechnie akceptowalne i to co podlegało ostracyzmowi społecznemu, również wpisywało się w model ciągłej zmiany, czego przykładem była sytuacja w Limanowej w pierwszych dekadach XVII w., rozpatrywana pod katem przestępstw seksualnych jej mieszkańców. Obowiązujące w dawnej Limanowej przepisy prawa magdeburskiego, czerpiącego sankcje karne wprost z ksiąg Starego i Nowego Testamentu, wyróżniały pięć podstawowych rodzajów przestępstw seksualnych: fornicatio (nierząd), będący stosunkiem seksualnym osób niepozostających w związkach małżeńskich, stuprum (gwałt), adulterium (cudzołóstwo), sodomia (stosunek homoseksualny, ale bez uwzględnienia miłości safonicznej) oraz crimen bestialitatis (zoofilia – zjawisko powszechnie występujące w procesach sądowych od XVI-XVIII w. na terenie Rzeczpospolitej i całej Europy) – trzy ostatnie były zagrożone karą śmierci. 

Analiza jednej z ksiąg wójtowsko-ławniczych Limanowej wykazała, że w ciągu jednej dekady (1627-1636) sądzono 37 spraw dotyczących adulterium lub fornicatio (oraz 1 gwałt). Wstępne badanie drugiej z zachowanych ksiąg miejskich wskazało, że w latach 1632-1636 toczyło się 31 innych procesów w tej materii. Łącznie zatem w niewielkiej społeczności miasteczka, liczącej 250-300 osób, w ciągu zaledwie kilku lat 68 razy zapadały wyroki skazujące w sprawach o przestępstwa seksualne (grzywny, kara chłosty lub kara śmierci, która każdorazowo była odwoływana przez dziedziców miasteczka). Hipotetycznie przyczyną tego stanu rzeczy było objęcie probostwa w tutejszej farze przez Władysława Ulanickiego w 1626 r., który piętnował niezgodne z prawem kontakty seksualne i zmuszał władze miasta do podejmowania zdecydowanych działań w tym zakresie, co zaowocowało przypuszczalnie wyplenieniem zjawiska z życia publicznego po 1636 r., gdyż po tej dacie procesy o przestępstwa seksualne zdarzały się już sporadycznie (pomimo, tego, że zjawisko z oczywistych względów niezanikło). Z drugiej strony może być to świadectwem swobodnych obyczajów mieszkańców Limanowej przed tym okresem, gdzie seks pozamałżeński, cudzołóstwo i posiadanie potomstwa z kilkoma kobietami jednocześnie nie wywoływało reakcji władz sądowych, ani ostracyzmu społecznego (w testamencie z 1582 r. proboszcz Limanowej Stanisław Fulański, przekazywał majątek ruchomy swoim dzieciom posiadanym ze służącą Katarzyną). Badania nad tym zagadnieniem, realizowane przez muzealników, wciąż są w toku, co może prowadzić do weryfikacji postawionych hipotez opartych o częściowe dane i stworzenie nowych, ponieważ w zasadzie cała historia, jako nauka, jest hipotetyczna.   

Ostatnia część spotkania z muzą Klio była poświęcona niespodziewanym (w przekonaniu niektórych osób) odkryciom archeologicznym na górze Łyżka. Regionalista Jarosław Czaja od wielu lat postulował przeprowadzenie badań archeologicznych w tym miejscu, wskazując na różnorodne kategorie źródeł, które uprawdopodobniały istnienie osadnictwa w tym miejscu od czasów starożytnych (między innymi toponimy związane z obiektami obronnymi: „zamczysko”, ale również z eksplantacją złóż soli – będących swoistym bogactwem przeszłości). Sceptycyzm środowiska naukowego i lokalnego okazał się nieuzasadniony, gdyż w maju 2019 r. w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności – intensywnych opadów deszczu, ziemia odsłoniła fragmenty ceramiki. Odkrycie nastąpiło bezpośrednio przed planowanym badaniem terenu za pomocą georadaru, które miało zostać przeprowadzone przez pracowników AGH w Krakowie. Wypadki potoczyły się już błyskawicznie: po zgłoszeniu znaleziska do wójta gminy Łukowica Bogdana Łuczkowskiego, wkrótce na Łyżce pojawili się archeolodzy, którzy zebrali prawie 100 odłamków ceramiki pochodzącej z różnych okresów: od wczesnej epoki brązu do średniowiecza (zdeponowanych następnie Ośrodka Archeologii Gór i Wyżyn PAN w Krakowie). Zdumienie budziła u archeologów sama ilość zabytków. Na podobnych wyżynnych stanowiskach znajduje się zwykle po kilka skorup, ponieważ były to zazwyczaj miejsca obronne służące tylko czasowo za schronienie dla okolicznych mieszkańców. Naukowcy zakwalifikowali to stanowisko jako „osadę wyżynną i obronną” i zapis w tej formie znalazł się karcie ewidencyjnej sporządzonej dla Urzędu Konserwatora Zabytków w Krakowie. Ciekawe jest to, że do tej pory żadnej prehistorycznej osady nie stwierdzono w dolinie rzeki Słomki, a odkryto ją teraz na wysokości 730 m n.p.m. Obecnie jest to najwyżej położone stanowisko tego typu w Polsce. Potwierdzają się dzięki temu także miejscowe przekazy o pradawnym szlaku handlowym podążającym przez Stronie na południe. Na karcie ewidencyjnej stanowiska archeologicznego o nazwie „Góra Łyżka, Stożek” wpisano chronologię obiektu: epoka brązu i wczesna epoka żelaza. Czyli okres od końca II tysiąclecia do połowy I tysiąclecia przed Chrystusem. Ale według Krzysztofa Tuni z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Krakowie zabytki z Łyżki należy datować znacznie szerzej: od epoki kamiennej, czyli neolitu ( IV - III tysiąclecie przed Chrystusem) do późnej epoki żelaza, względnie do epoki wędrówek ludów, czyli do połowy pierwszego tysiąclecia naszej ery. Jest też dojrzałe średniowiecze, a co interesujące – nie ma jak na razie wczesnego średniowiecza. Neolit jest tym bardziej niewykluczony, że obok skorup został znaleziony także niewielkie odłamek krzemienia, najprawdopodobniej pochodzącego z okolic Krakowa. Jeżeli weryfikacja chronologii zabytku okażę się pozytywna, oznaczałoby to, że ludzie żyli na Łyżce znacznie wcześniej i dłużej niż na Górze Zyndrama w Maszkowicach, będącej obecnie przedmiotem intensywnych prac archeologicznych. Natomiast pewnym jest, że w tym zbiorze są także fragmenty ceramiki typowo solowarskiej, czyli odłamki naczyń używanych do odparowywania solanek. Przeprowadzone badania georadarowe faktycznie wskazały w tym miejscu anomalie na głębokości ok. 2 metrów. Do tej pory uważano w literaturze, że ludzie osiedlali się w dawnych czasach wyłącznie nad Dunajcem, a w okolice Łyżki zapuszczali się co najwyżej podczas polowań. Odkrycie ceramiki stołowej, czyli domowej, a nie cmentarnej, która liczy sobie – prawdopodobnie – od 1,5 do 4 tysięcy lat, zmieniło dotychczasową narrację o pradawnej Sądecczyźnie i nie tylko. Łyżka to w tej chwili najstarsze miejsce osadnicze w całym powiecie limanowskim, a dokonane na Łyżce odkrycia mogą sprawić, że to wielokulturowe stanowisko stanie się jednym z najcenniejszych pod względem materiału badawczego, miejsc na terenie kraju. 

Na zakończenie muzealnicy pragną poinformować, że następne spotkanie pod przychylnym okiem Klio w siedzibie Muzeum Regionalnego Ziemi Limanowskiej zaplanowane jest na grudzień. Tym razem tematem rozważań stanie się mężczyzna. Zarówno artystyczne przedstawienia jaki i kody kulturowe oraz ustawodawstwo poszczególnych epok pozwolą przyjrzeć się statusowi mężczyzny w przeszłości. 

(Źródło/fot.: Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej)

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in