Niedziela, 22 maja
Helena, Wiesława, Julia, Ryta, Emilia, Roma

"Człowiek ma duszę" - rozmowa z ks. Jackiem Stryczkiem

14.05.2022 15:10:00 pawel_zastrzezynski 10 2854

Kapłan o niezwykłej duchowości. Ksiądz Jacek Stryczek pierwszy raz w głębokiej rozmowie na temat sukcesu jego dzieła Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Genezie i filozofii EDK. Odniesieniach i doświadczeniach. Zmianie pokoleniowej. Rozmowa z kapłanem, którego wizję pomimo niewyobrażalnego sprzeciwu ciągle skutecznie się realizują. Rozmawiał Paweł Zastrzeżyński.

Wiele osób nie wie, że Ekstremalną Drogę Krzyżową (EDK), wymyślił ksiądz Jacek Stryczek. To kolejny po Szlachetnej Paczce wielki sukces księdza?

Szacujemy, że w 2022 roku na EDK mogło wyruszyć nawet 70 000 osób w 476 lokalizacjach, rejonach.

Skąd ci ludzie wzięli się na EDK?

Kluczem był pierwszy w Polsce kryzys na rynku kredytowym 2007/2008/2009. Wtedy też w Polsce, po raz pierwszy ludzie zarabiali duże pieniądze. Te pieniądze ich zachwycały. Wydawało im się, że świat do nich należy, że nie muszą się już zastanawiać nad życiem. 

To była geneza EDK? Odnalezienie sensu życia?

Nie mogłam się nadziwić temu, jak ludzie wtedy dali się szybko uwieść pieniądzom, które zarabiali, czyli konsumpcjonizmowi, temu, że było ich stać na wszystko. 

Nie tylko w Polsce? 

Wyobraźmy sobie, że ktoś zarabia tak dużo pieniędzy, że może pojechać na wakacje. Osoby mu postawią leżak. Dadzą parasol od słońca. Dostanie najlepsze drinki. W ogóle stać go na wszystko. Ma wszystko. I on położy się na tym leżaku z tą świadomością, że stać go na wszystko i wtedy poczuje, że jego życie nie ma sensu.

To był klucz powstania EDK?

Tak, już wtedy wiedziałem, że to się dla nich źle skończy, ponieważ udało mi się poznać tajemnice naszej duszy. 

Jaka jest tajemnica naszej duszy?

Nasza dusza pyta się, czy twoje życie ma sens? Czy żyjesz wartościami? Czy wychodzisz ze swoich schematów?

I ksiądz odpowiada Ekstremalną Drogą Krzyżową?

Jeżeli masz wszystko pod kontrolą i żyjesz w pełnym komforcie, to tracisz poczucie sensu życia. 

W naszych czasach jest to dość powszechne doświadczenie?

Dusza domaga się wyrywania ze schematu, ze świata komfortu. 

Jak to się stało, że ten projekt EDK, czyli 40 km w nocy tak się rozwinął? 

Ja tym ludziom nie kazałem iść (śmiech). Oni dlatego idą w tę ciemną noc, bo nasza dusza domaga się tego, abyśmy wychodzili ze strefy komfortu, przekraczali nasze schematy i granicę, i szukali czegoś więcej…

Czego więcej?

Kiedy robiliśmy Szlachetną Paczkę (bardzo trudny projekt), trzeba było dużo zajmować się promocją. Opowieścią o pomaganiu, zachęcać ludzi, żeby sfinansowali ten projekt, sfinansowali paczki.

Tak samo było z EDK?

Nie. Tu zupełnie tak nie robię. 

Jak to wygląda?

EDK po prostu istnieje. Przez ten cały czas nie przykładem nigdy wielkiej wagi do dużej promocji.

Jednak EDK jest rozpoznawalna?

Jakąś tam podstawową promocję robimy, ale to nie promocja wysyła ludzi w ciemną noc. 

Czyli dusza nakłania do tego ekstremalnego wysiłku?

Tak. Nie ma takiej kampanii, która by ludzi do tego nakłoniła. Jeżeli ta dusza poczuje, że tam jest pokarm…

Jak to się zaczęło?

Pamiętam jedną z pierwszych edycji EDK. Byłem wtedy w Kalwarii samochodem. Przyjechałem tam na Mszę dla pątników. Taki gość po 40 podchodzi i tak błagalnie pyta, czy zabralibyśmy go do Krakowa? Zgodziłem się i on mówi tak, że całymi dniami pracuje przy biurku on i tak bardzo chciał zmienić swoje życie i poszedł, tak od tego biurka i że on już tu umiera… i chyba nam zasnął w tym samochodzie, ale mówi, że wreszcie wie, o co mu w życiu chodzi.

To był pątnik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej?

Tak. I to właśnie jest to, co mówię, że to jego dusza go wysłała. Bo nawet jak ja powiedziałbym komuś, idź, to jak po 5 km kogoś bolą nogi, to się wycofa. A jak dusza powie, to nie ma się jak wycofać. Po prostu musisz iść i zaczynasz żyć…

Czytałem posty, które ludzie przesyłają i ktoś pisze, że duchowo super, odsypiam teraz jednym okiem, nogi masakra… 

I to jest właśnie coś ciekawego, że mimo tego, że mają tak zmasakrowane nogi, są ledwo żywi i wszystko boli, to są szczęśliwi.

Ksiądz zawodowo zajmuje się dusza ludzką? 

Ważne jest, że kiedy tworzyłem ten projekt, duszę poznałem w ramach introspekcji, jestem bardzo głęboko zanurzony w siebie i jakby poznałem duszę nie tylko swoją, tylko w ogóle duszę jako taką.

Czy ksiądz od razu wiedział, że ten projekt stanie się globalny?

Tak, ponieważ wszyscy ludzie na całym świecie mają duszę i będą potrzebowali takiego wyzwania. 

Kto wymyślił krzyż, którzy pątnicy mają przy plecakach przypięty?

Byłem duszpasterzem akademickim w Prokocimiu Collegium Medicum. Tam są trzy akademiki studentów medycyny, przynajmniej były. A wiadomo, że studenci medycyny są wychowani w takim nurcie, ty się tylko ucz, czyli są obsługiwani i mają mało czasu. W związku z tym większość wydarzeń naszych wspólnych była po prostu w akademikach. Jeździłam tam z roratami, robiłem majówki pod krzyżem. No i robiliśmy z tymi studentami medycyny z tych akademików Drogę Krzyżową. W pobliżu tego kampusu na tej drodze pojawił się brzozowy krzyż. On się nam bardzo spodobał. Byłem po operacji na kolano i miałem nogę w gipsie i wieźli mnie wózkiem. Ja z tym krzyżem i z mikrofonem prowadziłem tę Drogę Krzyżową.

I potem właśnie po tej Drodze Krzyżowej było pewne wydarzenie. Parafia ta jest w głębi osiedla. Tam mieliśmy kaplicę. Jedna z dziewczyn Mary wychodząc z tej kaplicy w kierunku akademików, bierze półtorametrowy krzyż na ramię i idzie. I szła z tym krzyżem, ale po drodze brat zadzwonił, żeby kupiła mu chleb, więc Mary poszła z tym krzyżem do Tesco. Jak Pan Bóg przykazał, przeszła całe Tesco. Wzięła ten chleb. Przy kasie odłożyła krzyż i zapłaciła. I z tym krzyżem poszła dalej do akademika. 

Czyli to zasługa tajemniczej Marii?

Ta historia stała się hitem…

Księdza zainspirowała?

W tym czasie buntowałem się na to, że my jesteśmy pod wpływem lewicy francuskiej, która głosi, że w przestrzeni publicznej nie powinno być znaków religijnych. 

Ksiądz się buntował?

Ja mówię, że jesteśmy katolikami, więc dlaczego byśmy nie mieli chodzić z krzyżem? 

Wówczas ksiądz był w Krakowie na Podgórzu?

Tak. I wówczas 14 osób w tym ja, wzięło 1,50 m brzozowym krzyż, tak aby cały dzień spędzić z nim czas. 

Jak to wyglądało?

Ja akurat jechałem na rowerze do jakiegoś urzędu, więc wziąłem ten krzyż i pojechałem. Jak jechałem przez rynek, to Japończycy się poderwali z ogródków. Robili mi zdjęcia. Był z nami lekarz, który wziął ten krzyż. W szpitalu w przebieralni zostawił krzyż, ubranie i poszedł do pracy. Student poszedł na wykład. Wszedł do sali wykładowej. Odłożył krzyż. Wysłuchał wykładu, potem zabrał ten krzyż ze sobą do domu. I te 14 osób rzeczywiście spędziło cały dzień z krzyżem, w ramach złamania tego takiego stereotypu ukrywania swojej wiary. 

Czyli pomysł tak jak dziś wygląda EDK przychodził stopniowo? 

Tak. Następny krok był taki, że był kryzys męskości. Mnie wkurzało, że ci faceci są tacy niemęscy. Wiedziałem, że męskość nie bierze się z tego, że ktoś tłucze się jak Tarzan pięściami w swoją klatkę, albo czyta książkę o tym, jak być mężczyzną, tylko podejmuje wyzwanie. 

Tak zaczęła się Ekstremalna Droga Krzyżowa z krzyżem brzozowym w rękach, przy plecaku… 

Jestem pod wrażeniem tego, jak ludzie to teraz pielęgnują. My na początku dostarczaliśmy te krzyże brzozowe, ale ten lasek się już skończył (śmiech). Krzyże były przywożone ze świętokrzyskiego.

Czy ksiądz też jest uczestnikiem EDK?

Często idę na EDK w innym terminie. To jest moja własna pielgrzymka. 

Błądzi ksiądz?

Tak. Kiedyś, zamiast iść 44 km, szedłem 65 km. Te ostatnie 5 km to myślałem, że umrę. Szedłem do Kalwarii i już tak mi było źle z tym błądzeniem, że w końcu wyszedłem na główną drogę z Krakowa do Kalwarii, żeby już nie błądzić, tylko dojść do tego klasztoru. I idę z tym krzyżem, już jest 12:00, czyli jak wyruszam o 20:00 czy tam 21:00 to sporo godzin już upłynęło. Myślę, jak ja przejdę jeszcze te 4 km? Nagle jedzie BUS. Mija mnie. Za chwilę słychać hamulec. Cofa się i wyskakuje człowiek i mówi: to ksiądz. Ja księdza poznaje po tym krzyżu. Ja wiem, że ksiądz wymyślił Ekstremalną Drogę Krzyżową. Ja mówię, że już nie mam siły iść do klasztoru, a on wtedy mówi: niech się ksiądz nie martwi, już go widać. Na razie i pojechał. Pewnie bym też nie wsiadł, ale właśnie tak krzyż robi… 

Jedna pątniczka na krzyżu z listewek miała wypisane różne sentencje. 

Główne hasła kręcą się wokół jednego zdania, które wypowiedział Jezus: Jeżeli ktoś chce zachować swoje życie, straci je. A kto straci swe życie z mego powodu, to je znajdzie. To jest to, co opowiadałem o duszy, że czym więcej szukasz komfortu, tym bardziej tracisz sens życia. 

To jest całkowicie pod prąd współczesnemu wychowaniu?

Jeżeli ktoś wychowuje swoje dzieci w systemie, żeby było dziecku dobrze to zarówno w Limanowej czy w Nowym Jorku, czy w Londynie wszędzie będzie tak samo. Te dzieci nie wiedzą, po co żyją i o co im chodzi. Mechanizm jest powtarzalny. Ludzie giną z tego powodu, że słuchają tylko tego, co czują i zamykają się w swoim świecie, swoich przeczuć i trzeba właśnie czasami w życiu wyjść i robić inaczej niż do tej pory ktoś czuł. 

Mówił Ksiądz, że ci, którzy wyruszają na EDK specyficznie się zachowują, że oni są w jakimś swoim świecie…? Jak oni wyruszają w drogę, to tam rzeczywiście jest jakaś przemiana… 

Ciekawe jest to, że przez lata próbowaliśmy powiedzieć pątnikom jakieś inne treści, ale większość ludzi jest tak przejęta tym, że idzie, że to jest takie duże wydarzenie… Kiedyś dla mnie, przejście 40 km to było żadne wydarzenie, ale jednak w tę ciemną noc to zawsze miałem lęki. Zawsze po mniej więcej 30 km już po prostu nie mogłem. W nocy naprawdę to nie jest takie proste. Dlatego to jest po prostu zawsze walka o przetrwanie do końca. 

Czy EDK jest dla wszystkich?

Nie dla wszystkich, bo to jest specyficzny środek życiowy. Trzeba być wytrenowanym i trzeba być przygotowanym. Jak ktoś idzie bez treningu, to przynajmniej jest nierozsądny. Nie zachęcam. Są tacy, cierpią potem i są szczęśliwi, ale to nie jest najlepsze… Więc to nie jest dla wszystkich. Uważam, że rodzice z kimś młodym, nastolatkiem to jeszcze to ma sens, ale na przykład nastolatki na EDK to wiadomo, że to jest jedna wielka rozróba, gadanie i wygłupy i potem kryzys. Więc to nie jest dla wszystkich…

Z roku na rok jest coraz więcej osób? 

Przed pandemią mieliśmy prawie 100 000 ludzi. Potem była pandemia, a teraz zainteresowanie było bardzo duże, ale w dniu, w którym wybuchła wojna to zainteresowanie spadło o połowę. Po prostu ludzie przeżywają wojnę i niepokoją się i to ich angażuje. Mieliśmy najwięcej rejonów do tej pory w historii. 

Kto organizuje EDK? 

Głównym organizatorem jestem ja, czyli osobą, która to koordynuje. W tym roku bardzo duże znaczenie miały osoby z mojego duszpasterstwa, które też kiedyś ten pomysł stworzyły.

Czy następuje zmiana pokoleniowa?

Tak, jak się coś robi wiele razy, to się potem człowiek nudzi. Wypala się. Ja sprzyjam zmianie pokoleniowej. 

Ta 13 edycja już z nowymi ludźmi?

Praktycznie mamy nowy zespół, który to robi. 

To tylko osoby z Krakowa?

Nie tylko z Krakowa. Cały czas wciągam ludzi z różnych stron Polski. 

Wdraża ksiądz pracę zdalną?

Pandemia uświadomiła ludziom, że praca zdalna jest również w porządku. Ostatnio miałem 4 spotkania z liderami okręgu, czyli osobami, które dbają o lokalne EDK i wszystko było zdalne. Jak przeszkolić lidera, który mieszka ode mnie 500 km? Robię wtedy webinary, także to bardzo pomaga w sensie wdrożenia, bo ja zdalnie pracuję już od dawna. To dużo prostsze, że nie trzeba jeździć.

Wszyscy mówią, że spotkanie na żywo jest najlepsze. 

No być może jest najlepsze, tylko jest trudniejsze do skoordynowania. 

A ksiądz czasami zostaje sam. Jaką cenę płaci się za takie sukcesy?

Ja bym powiedział, że na pewno dużą cenę zapłaciłem za Szlachetną Paczkę. To był projekt, który od pierwszej edycji do końca mojej pracy tam był bardzo trudny. Najpierw ludzie nie chcieli pomagać. Potem nie było wolontariuszy. Na początku nie było pieniędzy. Pod koniec wiadomo, co się wydarzyło… 

EDK na tle tego jest przyjemnym projektem?

Najtrudniejsze, na co napotykamy w EDK to jest to, że jeżeli mamy tych 476 liderów to każdy z nich jest w innej kulturze organizacyjnej i osobistej, to są ludzie z różnych stron Polski. W EDK są tylko na chwilę. Zgranie tych tak różnych ludzi w jeden zespół graniczy z cudem. 

Jednak cudem doświadczalnym?

Pracujemy nad tym, bo w mojej wizji bardzo duży akcent kładę na kulturę organizacyjną. Kulturę osobistą. Nie lubię epatowania negatywnymi emocjami, nie lubię marudzenia. 

Czy ludzie ciągle tworzą problemy? 

Ci, którzy nie weszli w taką kulturę organizacyjną… Jednak to nie jest tak, że mają złą wolę, tylko po prostu w wielu środowiskach ludziom wydaje się, że coś muszą… Ale nie u mnie. Ja taki cel sobie stawiam, że te 476 lokalizacji to są ludzie, na których mogę wpływać na ich kulturę osobistą. W przyszłości będą dobrymi partnerami dla księży, dla ludzi. Zaczną być głodni wiedzy i rozwoju, że będą mieć więcej do dania. 

EDK teraz zmieniło swoje motto?

Do tej pory było: Przejdź 40 km w nocy, w ciszy, samotnie lub w skupieniu. A teraz jest: Przejdź 40 km w nocy i stań się pięknym człowiekiem. Czyli już wymagamy dobrych owoców. 

Jak to zrobić, żeby coś od pomysłu wdrożyć w życie, że tym żyje cała Polska? 

Na początku kapłaństwa, czyli czwarty i piąty rok bycia księdzem u świętej Anny odkryłem, że takie ogólne bycie księdzem to jest za mało. I skoro jestem pasterzem, muszę też umieć organizować. Dlatego to też nie jest przypadek, że powstała Szlachetna Paczka?

To był duży wysiłek, żeby przejść z poziomu lokalnej organizacji na ogólnopolską. Ale zarządzanie to nie jest pokłosie tego, że się przeczyta książkę o zarządzaniu, to jest pokłosie tego, że ktoś to robił, ma doświadczenie i widział na żywo różne niuanse, potrafi podejmować dobre decyzje. Uważam, że księża powinni znać się na zarządzaniu. 

Ale zarządzanie nie dla pieniędzy? 

No nie. Ja większość swojego życia pracuję za darmo, w Paczce też pracowałem za darmo… 

Jak ksiądz widzi przyszłość EDK?

Myślę, że jeżeli chodzi o rozwój w skali globalnej, to tak duży projekt, żeby się asymilował, dostosowywał do uwarunkowań kulturowych, to wymaga paru lat. Ci ludzie w takiej strukturze muszą mieć pewien rodzaj wolności. Jest kilka tylko zasad, które są wspólne, a resztę dostosowuje się do lokalnych warunków. Jak to się uda dostosować, to wtedy ten projekt ma szansę, żeby się rozwijać.

Jako kontra?

Zwłaszcza w tym skomercjalizowanym świecie, gdzie kupienie sobie ubrania do uprawiania sportu, gdzie biegi i maratony są w modzie… EDK musi się wydarzyć. To jest w ogóle oczywiste.

Wybrał ksiądz teren Limanowszczyzny na swój drugi dom. Dlaczego?

Ponieważ ja lubię pod górę (śmiech). Jeździłem w Tatry, ale tam jest teraz dużo ludzi. Następnym miejscem na świecie, które mi się spodobało, jest Beskid Wyspowy, dlatego Dobra, okolice Mogielicy. To jest takie miejsce, do którego często przyjeżdżam, przyjeżdżałem… 

Kocham to.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in