Andrzej1026
Komentarze do artykułów: 3
WięcejWszędzie propaganda sukcesu, a o brutalnej rzeczywistości cisza. Nie jestem ekologiem, ale patrzę na to, co się dzieje, i jestem przerażony. Ta inwestycja bezpowrotnie niszczy nasz region, który całkowicie traci swój piękny, wiejski charakter.Nasze pagórki są patroszone od środka – wycina się tysiące drzew, wywozi miliony ton ziemi, a okolica zmienia się w rzeki betonu, mury oporowe i wielkie estakady. Niektóre miejsca są już nie do poznania. Głos nas, mieszkańców, jest całkowicie ignorowany. Ceną za szybszy pociąg jest bezpowrotna dewastacja przyrody, której nikt nam nie zwróci.
Powiem wprost: kto nie mieszka na wsi, ten niech innych nie pouczo, bo nie wie, jak to wygląda naprawdę. Żadne siatki przy wybiegach nie rozwiązują problemu – lis albo kuna się podkopie albo zwyczajnie przeskoca górą i po sprawie. To nie teoria, tylko codzienność w gospodarstwach.Nie każdego rolnika stać na drogie zabezpieczenia, bo piniądze nie rosną na drzewach, a nawet te nowoczesne rozwiązania nie dają stuprocentowej ochrony. I nie chodzi tylko o kury – na łąkach ginie ptactwo, bażanty, zające, a także młode sarny, którymi drapieżniki się żywią. Jak jest ich za dużo, to wybijają wszystko.Myśliwi nie robią tego dla zabawy, tylko po to, żeby utrzymać równowagę w przyrodzie i ograniczyć szkody. Kto tego nie rozumie, ten po prostu nie ma do czynienia z wiejskim życiem.
Jako zwykły gospodarz, co co rok traci drób przez lisy i kuny przy chałupie, powiem jedno: szacunek dla myśliwych za ich robotę. Każdy, kto trzyma kury, wie jakie są straty i jak to boli. A najwięcej krzyczą ci, co o życiu na wsi pojęcia nie mają, bo jajka i kurczaki to znają ino z Biedronki. Kto tu żyje i robi, ten wie, jak jest.