Czwartek, 27 lutego
Gabriel, Anastazja, Julian, Liwia, Leonard

Sześć wstrząsających historii – zeznania ofiar komunistycznych zbrodni w „Pałacyku pod Pszczółką”

19.12.2019 20:00:00 PAN 46 12692

- „Z urzędu stwierdzam, że świadek mówiąc o tym płacze, przeżywając te czasy na nowo” – w odnalezionych w IPN zeznaniach świadków na temat tego, co działo się w limanowskiej katowni w Pałacyku Pod Pszczółką, to stwierdzenie przesłuchującego prokuratora mrozi krew w żyłach - pisze Paweł Zastrzeżyński. Oddajemy głos świadkom wydarzeń sprzed przeszło siedmiu dekad – prezentujemy sześć wstrząsających historii w postaci fragmentów zeznań, które ofiary komunistycznej zbrodni oraz ich bliscy złożyli współcześnie, w procesie przeciwko limanowskiemu katowi UB, który został umorzony w 2015 r., gdy oskarżony zmarł.

I. „Wszyscy byli zwyrodnialcami. Byłem cały obity, popuchnięty, obsiniaczony”

Zatrzymali mnie funkcjonariusze UB i KBW z Limanowej (…). Po zatrzymaniu następnie przesłuchiwali mnie co zostało wszystko spisane na protokół, lecz nie zgodnie z moimi zeznaniami. Przesłuchania miały miejsce przeważnie w nocy przez jednego osobnika i podczas przesłuchania przeważnie wszyscy przesłuchiwani byli bici, jak też było słychać do cel krzyki, jęki itp., a po przeprowadzeniu do celi przesłuchanego nosił on ślady mocnego pobicia (…). Przesłuchania trwały nawet do 12-tu godzin. Podczas przesłuchań ja byłem bity pałką gumową, pejczem, laską drewnianą we wszystkie części ciała a także po piętach. Podczas przesłuchań ja nie otrzymywałem żadnego postanowienia o wszczęciu postępowania, nie było żadnego prokuratora jak i nie otrzymałem postępowania o tymczasowym aresztowaniu (…). Dodaje że w czasie pobytu w Limanowej było dwóch strażników braci o nazwisku Kulig urodzonych w miejscowości Stara Wieś tj. KRP Limanowa, którzy w miesiącu grudniu 1946 r. przyszli do naszej celi w stanie nietrzeźwym i bez żadnego powodu strasznie bili wszystkich więźniów także i mnie. Robili to w każdej celi ze wszystkimi więźniami. 

Zostałem zatrzymany w nocy przez funkcjonariuszy UB i KBW. O tym, że ci funkcjonariusze byli z Limanowej domyśliłem się po tym, że zawieziono nas do Limanowej. Było też KBW to wiem na pewno. Wszystkich doprowadzono i załadowano do samochodu ciężarowego. Potem przewieziono nas do budynku UB w Limanowej. Tam byliśmy w kilku celach, w piwnicach budynku. Warunki były straszne. Nam doskwierał oprócz głodu przeraźliwy chłód, była zima – koło listopada, a byliśmy tam do lutego. W pomieszczeniach był beton i były one nieogrzewane. Mieliśmy po 1 kocyku. Zaraz rozpoczęło się śledztwo. Byliśmy oddzielnie przesłuchiwani. Mnie przesłuchiwał Marian Koza, Kwałuszek i Proncer. Każdy przesłuchiwał mnie w innym czasie, nie równocześnie (…). Najbardziej bił mnie Koza. Jak zeznałem bił mnie po całym ciele, kopał. Byłem cały obity, popuchnięty, obsiniaczony (…). Wszyscy byli zwyrodnialcami. Procner bił mnie po całym ciele, kopał w trakcie przesłuchań. Biciem reagowano na jakikolwiek sprzeciw. 

Przesłuchanie wyglądało w ten sposób, że pisali co chcieli a gdy przesłuchiwany zaprzeczał, albo nie chciał podpisać nieprawdziwych protokołów był bity (…). Wiem, że byli bici wszyscy. Pamiętam, że przed Mikołajem wszyscy w celach zostali pobici przez strażników o nazwisku Kulig pochodzących ze Starej Wsi. Byli oni braćmi. Bili mnie wyzywając po całym ciele. Było to w nocy. Oni byli pijani. Nie widziałem jak Koza czy Proncer bili innych, robili to na osobności w trakcie przesłuchań. Widziałem tylko ślady ich działalności gdy koledzy wracali do celi, byli popuchnięci, posiniaczeni. Do lutego 1947 r. byliśmy w śledztwie na UB w Limanowej (…). W Krakowie na Montelupich pamiętam, że była straszna ciasnota, ale warunki lepsze, strażnicy zachowywali się poprawnie, nie było takiego zezwierzęcenia jak w Limanowej. 

II. „Byłem tak wykończony, że prosiłem przesłuchujących aby mnie zastrzelili”

Z końcem listopada 1946 r. do mego domu w Szczyrzycu przybyli funkcjonariusze UB. Otoczyli dom i wezwali do otwarcia drzwi (…). Do mieszkania weszło chyba 5 umundurowanych funkcjonariuszy i oświadczyli, że są funkcjonariuszami PUBP w Limanowej, sprawdzili moją tożsamość i jeden z nich oświadczył, że jestem aresztowany (…). Przewieziono nas samochodem pod konwojem funkcjonariuszy UB do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Limanowej (Pałacyk Pod Pszczółką – przyp. red.). Umieszczono nas w areszcie tego Urzędu, który znajdował się w piwnicy. Do PUBP przywieziono nas chyba nad ranem. Po południu zostałem zabrany do celi na przesłuchanie. 

Śledztwo w mojej sprawie prowadzili funkcjonariusze UB por. Koza i Kwałuszek. W czasie przesłuchania zarzucono mi przynależność do band, chęć obalenie przemocą ustroju Polski, posiadanie broni, udział w napadach. Ja do niczego się nie przyznałem. Zmuszali mnie do przyznania się, por. Koza używał w stosunku do mnie przemocy polegającej na biciu po całym ciele, deptał leżącego na ziemi. Było zdarzenie iż wyprowadził mnie z budynku do pomieszczenia znajdującego się na podworcu Urzędu, gdzie znajdował się rozpalony do czerwoności piec żelazny węglowy, rozpalony pogrzebacz zbliżał do moich oczu grożąc wypaleniem oczu. Poczynaniom Kozy przyglądała się jakaś kobieta, która miała być jego narzeczoną (…). 

Zdarzyło się również iż Koza pobił mnie na skutek czego straciłem przytomność, wlókł mnie wtedy na korytarz z pokoju przesłuchań i tam oblał mnie wiadrem wody. Działo się to w grudniu, gdy na polu był mróz i w korytarzu było bardzo zimno (…). 

Oprócz Kozy bili mnie również inni funkcjonariusze, których nazwisk nie pamiętam. Zdarzyło się bowiem, że w czasie przesłuchania, Koza wzywał do pokoju przesłuchań innych funkcjonariuszy, którzy bili mnie kolbami karabinów. Przesłuchania odbywały się bardzo często niezależnie od pory dnia czy nocy. Były długotrwałe w przypadku prowadzenia ich przez Kozę zawsze połączone z biciem i znęcaniem się. Byłem tak wykończony, że prosiłem przesłuchujących aby mnie zastrzelili.

III. „Potężny ból, ale nie zostawiał trwałych śladów. Wróciłem zrujnowany psychicznie”

Gdy zostaliśmy razem ze wszystkimi aresztowani (…). Skrzydlną otoczyło około 2000 funkcjonariuszy KBW, UB i okolicznych milicjantów. Było tak szczelnie, że „mysz” się nie prześlizgnęła (…). 

Okrutnie bił mnie Koza. Polecał mi siadać na podłodze, nogi włożyć na stołek, ty sk****synu będziesz mówił czy nie – takie pytania zadawał i bił prętem żelaznym po piętach. Gdy w czerwcu 1947 r. wyszedłem z więzienia to nie mogłem dalej chodzić (…). Był to potężny ból, ale nie zostawiał trwałych śladów fizycznych, natomiast wróciłem zrujnowany psychicznie. Wszystko to zapamiętałem całe życie i do dziś to pamiętam (…). 

Banda ubowców wracała pijana w soboty wieczorami. Byliśmy wywoływani na korytarz i ustawiani pod ścianą. Koza chodził z bykowcem i podchodził do kolejnych, ubliżał im, po czym polecał odwrócić się i był tym bykowcem, kopał nie tylko sam ale dobiegali inni. Bił też Zięba, ale nie potrafię sobie przypomnieć kogo. Byliśmy przerażeni (…).

Niedaleko od nas stał Tafel Józef – już nie żyjący. Pamiętam go, był wysoki i przystojny. Tak go zbili, że stracił przytomność gdy leżał na ziemi, dalej go bili (…). Tafel zmarł jak pamiętam niedługo po opuszczeniu więzienia z powodu właśnie tego bicia (…). Pamiętam, że zaraz po wyjściu z więzienia zmarł też Jan Rak, który w ogóle nie był w Organizacji, tak go bito chcąc wymusić na nim przyznanie. Nie wiedział kto go bił, ale wiem, że zaraz po wyjściu z więzienia zmarł (…). 

Wracając do Limanowej to chciałem podać, że warunki pobytu też oprócz przesłuchań, które opisałem były fatalne. Zimno, okna bez szyb, przy 20 stopniowym mrozie. Były wyra z fragmentami słomy. Nie było sanitariatów, jedynie kubeł w celi dla wszystkich. 

IV. „W wyniku takich przesłuchań nie byliśmy podobni do ludzi”

Z powodu przynależności do Narodowych Sił Zbrojnych, do których wstąpiłem po styczniu 1945 r. zostałem aresztowany przez UB i NKWD w dniu 23 listopada 1946 r. Aresztowany zostałem gdy przebywałem w swoim domu w Skrzydlnej. Po aresztowaniu przewieziono mnie do siedziby UB w Limanowej. Tutaj poddano mnie i moich współtowarzyszy, których aresztowano wówczas w liczbie około 23 osób z terenu Skrzydlnej i Jodłownika, szczególnemu śledztwu. I nie kończącym się przesłuchaniom polegającym na nieustannym biciu i katowaniu. Przypisywano nam różne rzeczy, które miały miejsce na terenie limanowskim i żądano od nas przyznania się do nich. 

Przesłuchanie wyglądało w ten sposób, że zaprowadzono nas do specjalnie urządzonej na przesłuchania szopy, gdzie stał żelazny piecyk opalany węglem i drzewem. W tej szopie kazano kłaść się na ziemi i szczuto nas wtedy psami. Ponieważ pies nie zawsze chciał gryźć wtedy przesłuchujący skakali na nas ze stołu, a także przykładali nam do ciała rozgrzany w piecu pogrzebacz. Nadto bito nas pięściami i rękami po całym ciele, to bicie nie znaczyło nic w stosunku do innych metod przesłuchiwania. 

W wyniku takich przesłuchań nie byliśmy podobni do ludzi. Byliśmy cali opuchnięci i ja miałem zgniecione jądro. W Limanowej przebywałem chyba około 3 miesięcy.

V. „Zemdlałam, jak go zobaczyłam – taki był pokiereszowany i zbity”

Celem naszej działalności było dążenie do niepodległości Polski. Ja byłam łącznikiem. Po wojnie dalej prowadziliśmy działania (…). Zostałam zatrzymana w czasie akcji UB z Limanowej. Przewieziono mnie do budynku UB (…). Byłam popychania i zmuszana do ujawnienia prawdy. Nic nie powiedziałam, mimo że bardzo się bałam. Popychali mnie przesłuchujący. Byli uzbrojeni (…). 

Mój brat był sądzony przez b. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie wraz z innymi i był sakazany. Odwiedziłam go w Krakowie i pamietam, że zemdlałam jak go zobaczyłam, taki był pokiereszowany i zbity. Widziałam ich po ogłoszeniu wyroku, o ile pamiętam był to wyrok śmierci, potem zmieniony amnestią. [Z urzędu stwierdza się, że świadek mówiąc o tym płacze, przeżywając te czasy na nowo]. 

VI. „Mąż po powrocie był wrakiem człowieka. Często opowiadał o swoich przeżyciach, chciał żeby ujrzały światło dzienne”

Mąż opowiadał wielokrotnie o akcjach jakie prowadził, jak też o strukturze i sposobie działania Armii Krajowej. Każdy kto początkowo sympatyzował a potem został zaprzysiężony – był jak w służbie wojskowej (…). Pomagali też zdobywając żywność działającym jeszcze resztkom ugrupowań „Ognia” (…). 

Z tego co mąż opowiadał zostali zdradzeni przez konfidenta, który wynikną w ich szeregi. W jedną noc zatrzymali ich wszystkich. Zostali przewiezieni do siedziby PUBP w Limanowej. Tam było śledztwo. Mąż opowiadał, że był tam okrutnie katowany, że przechodziło to ludzkie wyobrażenie. Był bity po twarzy, po całym ciele. Kopany w krocze, przypalany rozgrzanym do czerwoności pogrzebaczem też w krocze (…). 

Miał on wybite trzy przednie zęby, zaś pozostałe były od kopania naruszone. Widziałam, że miał cofniętą szczękę, był cały siny, miał ślady po oparzeniach. Tak wyglądali też jego współtowarzysze. Wiem, że w Limanowej miał połamane żebra. [Z urzędu stwierdza się, że świadek płacze, jest roztrzęsiony] Mąż opowiadał, że zmuszano ich do podpisywania czystych w zasadzie protokołów. Napisano jedynie część, zaś pozostała była „uzupełniona” przez funkcjonariuszy UB. Najbardziej w czasie pobytu w Limanowej pobito ich w Mikołajki 1946 r. Wszyscy byli tak zbici, że jeden drugiego w celi nie poznał. Zbitych i skatowanych wrzucano do celi. Mąż opowiadał szczegóły, ale już ich nie pamiętam i nie chce sobie tego przypominać, tak bardzo cierpieli (…). 

Mąż dostał karę śmierci. Do dzisiaj podrywam się gdy słyszę o jakimś wyroku, mam przed oczami ten czas kiedy dowiedziałam się o tym, że mąż ma wyrok śmierci. Ja czekałam na męża, potem okazało się, że 9 lat czekałam (…).

Mąż po powrocie był chory, bolały go praktycznie wszystkie stawy i narządy – był wrakiem człowieka. Często opowiadał o swoich przeżyciach, chciał żeby ujrzały światło dzienne. [Z urzędu stwierdzam, że świadek płacze.] 

Po odbyciu kary należnej mąż często był nachodzony, przez 3 lata musiał się meldować na posterunku w Skrzydlnej. Często nachodzili nasz dom, wzywali go do WUBP w Krakowie. Gdy stamtąd wracał, był ciężko wystraszony – mówili mu, że wykończą jego i rodzinę. Ciągle bał się, że go przejadą samochodem, czym mu grożono, i nie będzie świadków (…). Przez całe życie praktycznie mieliśmy problemy jako „wywrotowcy”. Nie mogliśmy kupić niezbędnego sprzętu rolniczego, który był na przydział. Ciągle nawiązywano do działalności męża z NOW. Mąż był patriotą, zawsze powtarzał, że jest Polakiem i za Polskę odda życie. 

Opracował: Paweł Zastrzeżyński.  Współpraca: Przemysław Antkiewicz.

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in