Poniedziałek, 27 czerwca
Maryla, Władysław, Maria, Cyryl, Cyprian, Emanuela

Złota Justyna oczami Polonii w Vancouver

04.04.2010 09:24:51 JOMB 3 5538

Trzeba krzyczeć jeszcze głośniej! Wszyscy używają płuc do maksimum, co dla bębenków w uszach nie jest zbyt zdrowe, ale nic to! Przecież to historyczny moment i trzeba pomóc Rodaczce! I pomogło! Wpada na metę pierwsza, promienistym uśmiechem kwituje swoje zwycięstwo, po czym wycieńczona pada na ziemię.

Skąd olimpijski reportaż z Kanady na stronie internetowej limanowskiego portalu - www.limanowa.in? Danutę i Darka Jaworskich, mieszkających od lat w Vancouver, poznałem w 2007 roku podczas wyprawy na Aconcaguę w argentyńskich Andach (Echo Limanowskie nr 151, 152-153, 154-155). Od tego czasu utrzymujemy bliski kontakt. Tuż przed Zimową Olimpiadą 2010 w naszej korespondencji pojawił się olimpijski akcent. W dniu 23 stycznia br. napisałem: „Wybieracie się na Małysza? U nas już teraz kibice skandują: »leć Adam, leć …«. Ale ja mam też własną faworytkę - Justynę Kowalczyk, która dzisiaj właśnie obchodzi urodziny” (wg dokumentów, w rzeczywistości wg aktu urodzenia 19 stycznia). W odpowiedzi przeczytałem: „W mieście aż huczy od przygotowań do igrzysk! My już rwiemy włosy z głowy, jak to będzie z dojazdami i ruchem, nie tylko ulicznym. Darek chce kupić bilet miesięczny na autobus i postawić samochód na miesiąc ‘na kołkach’. Nie mamy żadnych biletów na zawody, zresztą dostanie się np. na skocznię jest bardzo skomplikowane, bo nie można podjechać własnym samochodem, a z tego co słyszeliśmy, autobusy nie są zbyt dobrze skoordynowane i czasem ludzie będą sporo czekać, aby się dostać z powrotem do domu. Ale mamy nadzieję zobaczyć naszych sportowców na mieście". No i się spełniło. Ale chyba nie wszystko!
Po otrzymaniu „korespondencji” z Vancouver pomyślałem, że tekst, z uwagi na akcenty limanowskie i patriotyczne, zasługuje na udostępnienie szerszemu gronu Czytelników pod patetycznym tytułem „Polski patriotyzm po kanadyjsku”. Przeczytajcie sami jak Polonia kanadyjska przeżywała Olimpiadę.
Pozdrawiam serdecznie.

Andrzej Kulig*

Złota Justyna oczami Polonii w Vancouver


Jest początek lutego 2010 r. i całe 600-tysięczne miasto Vancouver żyje już nadchodzącymi XXI Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi. Oboje z Darkiem powoli zaczynamy planować nasz udział w tej, zakrojonej na szeroką skalę, imprezie i z dreszczykiem emocji oczekujemy ceremonii otwarcia oraz imprez jej towarzyszących.
Lotnisko w Vancouver tętni wielokolorowym i wielojęzycznym tłumem gości. To sportowcy z całego świata powoli zjeżdżają na Igrzyska, oraz ich kibice, którzy na własne oczy chcą zobaczyć zmagania swoich idoli przeróżnych zimowych dyscyplin olimpijskich.  Jest wśród nich również ośmioosobowa grupa kibiców z Polski, a ściślej mówiąc z Kasinki Małej. To oddani kibice Justyny Kowalczyk, którzy przyjechali tak daleko, na antypody, aby zobaczyć Justynę walczącą o złoto. Bo tego, że właśnie taki kolor medalu przypadnie jej w udziale, są zupełnie pewni. Jest wśród nich, miedzy innymi, wójt Mszany Dolnej Tadeusz Patalita oraz siostra Justyny, Wiola. Nie jest to pierwszy wyjazd tej grupy w ślad za swoją gwiazdą. Większość z nich była 4 lata wcześniej w Turynie i na każdych następnych zawodach, w których Justyna startowała. Przyjechali tu na 2 tygodnie, poświęcając swoje urlopy oraz własne środki finansowe. Zatrzymają się w dwóch oddzielnych domach miejscowej Polonii, która zdając sobie sprawę z sytuacji hotelowej w mieście olimpijskim, zdecydowała się „przytulić” ich na cały czas pobytu. Ponieważ mieszkać będą w Vancouver, a interesujące ich zawody odbywać się będą w oddalonym o ok. 140 km Whistler, czeka ich dość ostry reżim: wyjazd o 5-tej, aby zdążyć przed zamknięciem bramy do Whistler o 6-tej rano, a powrót ok. 10-tej w nocy.


Już następnego dnia po otwarciu Igrzysk zaczynają się polskie sportowe emocje. Ponieważ dojazd do Whistler jest bardzo utrudniony, a biletów na zawody już od dawna nie ma w sprzedaż, pierwszy skok A. Małysza oglądamy w telewizji. Kibice z Kasinki Małej też dzielnie sekundują Adamowi, bo przecież on też jest „nasz”. Kilka dni potem odbywają się dwa biegi Justyny i nasi kibice są dumni ze swojej gwiazdy: Justyny srebrnej oraz Justyny brązowej. A zaraz potem drugi świetny srebrny skok Małysza. Ale to wszystko to tylko „rozgrzewka”. Wszak przybyli tu, aby zobaczyć Justynę złotą i nie wątpią przez sekundę, że ich nie zawiedzie, bo pozostał przecież jeszcze jeden bieg, w którym Justyna będzie startować.
W malutkich przerwach miedzy zawodami kibicom Justyny udaje się zwiedzić nieco miasto i okolice. Mają nawet troszkę czasu, aby wyskoczyć na 2 dni na wyspę Vancouver i obejrzeć stolicę Brytyjskiej Kolumbii, Victorię. W czasie spaceru po Vancouver budzą sensację, ponieważ wszyscy występują w uszytych specjalnie na Olimpiadę kurtkach, z wizerunkiem Justyny na plecach. Nawet Kanadyjczycy zaczepiają ich zaciekawieni, komu tak dzielnie sekundują. Wśród pytających znajduje się nawet kilka osób, które, mimo że nie mają żadnego związku z Polską, wiedzą, o kogo chodzi i też zdają sobie sprawę, że szansa na złoto jest duża.


Bieg na 30 km stylem klasycznym ze startu wspólnego odbędzie się w sobotę. Kto żyw i Polak z okolic Vancouver ten, w mniejszym lub większym zakresie, planuje być w Whislter. Na stadionie nie brakuje też oficjalnych przedstawicieli Rzeczpospolitej Polskiej. Specjalnie na ten bieg przybył z Ottawy Ambasador RP - Zenon Kosiniak-Kamysz, który to stanowisko piastuje od niespełna miesiąca. Towarzyszy mu Konsul stacjonujący w Vancouver - Krzysztof Czapla. Obaj panowie dość szybko lokalizują kibiców z Kasinki Małej, a to z powodu olbrzymiej polskiej flagi z nazwą miejscowości, jaką Ci dumnie dzierżą. Na stadionie, wśród kibiców, znajduje się również kilku naszych przyjaciół. Miejsce strategiczne, na górce, wybrali Rena z Piotrkiem i Beata. To będzie dobry punkt obserwacyjny, gdy panie będą okrążać stadion. Miejsce nieopodal, nieco bliżej mety, wybrał Mirek, który z racji na zamiłowania fotograficzne ma plany strzelenia kilku historycznych zdjęć.


Pogoda niestety nie sprzyja. Leje upiornie i nawet niektóre parasole nie wystarczają, aby ochronić właścicieli przed zmoczeniem. Jednakowoż, nie przeszkadza to niezwykle gorąco kibicować Justynie przy każdym okrążeniu stadionu. Początkowe okrążenia okazują się być dla niej mniej lub bardziej szczęśliwe, ale przecież w tym biegu jest dużo strategii, którą należy starannie obrać, aby rozegrać go optymalnie. Nasi kibice wiedzą to dokładnie i z cierpliwością czekają na to najważniejsze, ostatnie okrążenie. Wreszcie ono następuje i gdy na stadion wpadają dwie rywalki, ze wszystkich polskich płuc wydobywają się niesamowite okrzyki zachęcające Justynę do niezmordowanej walki o złoto. Początkowo jest na prowadzeniu, ale wszyscy widzą niebezpiecznie zbliżającą się Marit Bjørgen. Stojący na górce Piotrek drze się w niebogłosy i rozpaczliwie ciągnie Renę za rękaw, prawdopodobnie w przekonaniu, że to jakoś pomoże. Do mety już tuż tuż, a Norweżka jest coraz bliżej... Trzeba krzyczeć jeszcze głośniej! Wszyscy używają płuc do maksimum, co dla bębenków w uszach nie jest zbyt zdrowe, ale nic to! Przecież to historyczny moment i trzeba pomóc Rodaczce! I pomogło! Wpada na metę pierwsza, promienistym uśmiechem kwituje swoje zwycięstwo, po czym wycieńczona pada na ziemię. Ułamek sekundy później Piotrek i Rena, wrzeszcząc okrutnie, padają sobie w objęcia i ściskają się ze szczęścia. Dołącza się do nich Beata. Górale z Kasinki Małej nie posiadają się z radości. Flaga z napisem miejscowości powiewa chyba jeszcze wyżej, a oni czują się spełnieni, bo właśnie po ten mement jechali tak daleko. Nie są odosobnieni w swoich reakcjach. Nieznani sobie ludzie obściskują się serdecznie i gratulują sobie zwycięstwa. Gdy już emocje nieco opadły, a więc po bardzo długich kilku chwilach, stojący nieopodal policjant RCMP (Royal Canadian Mounted Police - Kanadyjska Królewska Policja Konna; dop. A.K.) podchodzi do Reny, Piotrka oraz Beaty i bardzo oficjalnym głosem mówi: congratulations! On też czuje wagę tego wydarzenia. I nie jest jedynym obcokrajowcem tak uważającym. Nawet Norwedzy składają nam gratulacje, co przy srebrze ich reprezentantki jest gestem zasługującym na uznanie.


A więc jest złoto! A więc dziś w Whistler będzie grany Mazurek Dąbrowskiego!!! Duża część kibiców decyduje się pozostać do wieczora, aby zobaczyć ceremonię rozdania medali. Dołączają do nich ci kibice, którzy dzielnie sekundowali Justynie przed odbiornikami telewizyjnymi. Mira i Boguś po obejrzeniu finiszu w telewizji, podejmują natychmiastową decyzję dostania się do Whistler, aby usłyszeć nasz hymn. Nie bardzo wiedzą, gdzie zaparkują samochód i czy wpuszcza ich przez pilnie strzeżoną bramę, ale dla tak historycznej chwili warto spróbować. Gdy docierają do Whistler jest już tak późno, że stawiają auto na pobliskim parkingu, gdzie można stać tylko godzinę – i niech się dzieje co chce!
My też chcemy tam być, więc wsiadamy w samochód i „prujemy” do Whistler. Cóż to dla nas za przeżycie, gdy po przyjeździe widzimy na miejscu dziesiątki flag polskich i tłumy kibiców tak bardzo szczęśliwych, że tym razem honor stanięcia na najwyższym podium przypadnie dziś wieczór Polce!


Tuż po przybyciu udajemy się prosto na miejsce uroczystości rozdania medali, które znajduje się w samym centrum wioski. Otoczone jest wianuszkiem ludzi ustawionych w dwóch kolejkach. Jedna, ta po prawej, dla szczęśliwych posiadaczy biletów, a druga, po lewej, dla tych wręcz odwrotnych, przy czym ta druga, oczywiście, nie gwarantuje wejścia na ceremonię. Los oczekujących uzależniony jest od tego, jak licznie pojawią się szczęściarze z biletami, rozdawanymi dwa miesiące wcześniej za darmo. Natychmiast ustawiamy się w kolejce, tej „bez biletów”, i zostajemy wpuszczeni ponad dwie godziny przed rozpoczęciem się uroczystości. Widać organizatorzy wiedzą już z praktyki, jaki procent posiadaczy biletów ich nie wykorzystuje. Miejsca są tylko stojące, a że jesteśmy jednymi z pierwszych, ustawiamy się tuż przy barierce oddzielającej wielką scenę od publiczności i jesteśmy w drugim rzędzie. Otaczający nas tłum to głównie młodzież zainteresowana koncertem rockowym, który towarzyszyć będzie imprezie. Zachowują się więc też bardziej jak na koncert rockowy przystało, co wiąże się z dużą ilością przepychania, aby być jak najbliżej swojego idola. Stoimy w tej ciżbie, pchają nas ze wszech stron i ledwo już zipiemy, bo jednak z tego typu koncertów już nieco wyrośliśmy... Ale nic to!


Wreszcie rozpoczyna się uroczystość. Pierwsze medale będą rozdawane właśnie za biegówki na 30 km i na scenę wchodzi między innymi Justyna! Uśmiechnięta prześlicznie czeka na swoją kolej, bo jako złota medalistka wchodzi na podium ostatnia. A gdy już to następuje, skacze jak najwyżej może z rękoma uniesionymi wysoko do góry. Cóż to za wzruszający moment, gdy pani I. Szewińska zawiesza złoto na szyi Justyny i ściska ją serdecznie. A publiczność szaleje! Tysiące polskich flag, szaliczki z polskim godłem, napisy gratulujące sukcesu. A za chwilkę najbardziej chyba wzruszający moment … Na maszty wciągane są trzy flagi, a ta najwyższa to nasza! Biało-czerwona! I Mazurek Dąbrowskiego rozbrzmiewa tu, w samym centrum Whistler i niesie się po górach... A nam już nie „pocą się oczy”... łzy płyną po policzkach tak po prostu i szczęśliwie! Wkrótce dziewczyny schodzą z podium, jeszcze krótka sesja zdjęciowa z reporterami i nikną za kulisami.


My wycofujemy się z tej ciżby i wplątujemy w tłum Polaków na rodzime pogawędki. Nie jesteśmy jeszcze gotowi opuścić ten plac, na którym jest tylu Polaków i powiewa dumnie tyle naszych flag. Wiele z nich ma napis miejscowości, z której pochodzi grupa ją dzierżąca. Wtapiamy się w ten tłum, rozmawiając z coraz to innymi grupkami Polaków, robimy sobie z nimi zdjęcia przy mini zniczu olimpijskim. Ale wiemy, że za chwilkę Justyna będzie udzielać wywiadu, więc opuszczamy plac, szukając wianuszka dobrze oświetlonych kibiców z bohaterką w środku. Bardzo chcę zrobić zdjęcie, więc natychmiast powstaje plan wejścia Darkowi na tak zwanego „barana”. Z wykonaniem nieco gorzej, bo Darek nie ma się czego przytrzymać, aby wstać z tak zwanym „słodkim ciężarem”, ale dzielnie daje sobie radę. Jestem już wysoko i widzę rozpromienioną Justynę, jak rodzynek w cieście okrążona reporterami, udzielająca wywiadu, odpowiadająca na pytania związane z tym historycznym biegiem oraz snująca plany na przyszłość. Tuż po wywiadzie porywają ją i przeprowadzają przez wykrywacz metalu, aby szybko oddalić się od stadka wielbicieli … z powodu istniejącego niebezpieczeństwa „zagłaskania” bohaterki.
Skoro gwiazda dnia dzisiejszego nie jest już nam dostępna, wtapiamy się ponownie w tłum kibiców. Panuje uroczysta atmosfera, nieznajomi ludzie padają sobie w objęcia ciesząc się sukcesem, reporterzy przeprowadzają wywiady z przedstawicielami ekipy olimpijskiej i wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że ta Olimpiada to już historia polskiego sportu, bo tylu medali na raz nigdy dotychczas nie udało nam się zdobyć. W gronie kibiców napotykamy górali dzierżących flagę z napisem „Kasinka Mała”. Musimy podejść i porozmawiać! Zaczynamy rozmowę stwierdzeniem bardziej niż pytaniem czy znają Justynę osobiście. „Ależ oczywiście, od takiego …” pokazuje jeden z nich wysokość berbecia, który ledwo wyrósł z pieluszek. Justyna musi tak bardzo dużo trenować, że praktycznie nieczęsto bywa w rodzinnym domu. Ale gdy czasem tam wpada, organizowane są z nią spotkania, aby jej wierni kibice mogli się nacieszyć swoją pupilką i najsłynniejszą mieszkanką okolicy. Mówią też troszkę o swojej grupce. Jest ich około 15 osób i jeżdżą za Justyną na wszystkie jej zawody, lojalnie jej kibicując. Bardzo nam imponuje takie oddanie. Robimy kilka zdjęć w towarzystwie górali i flagi. Zaczyna się robić już późna pora, więc powoli myślimy o powrocie do domu. Idąc w stronę parkingu widzimy całe masy Polaków powiewających flagami w każdym zakątku około 10 tys. Whistler i mamy wrażenie, że całe miasteczko zostało wprost zawojowane przez Polaków! Mira i Boguś też udają się w stronę parkingu. Z daleka widzą już... mandat wsadzony za wycieraczkę. Boguś potem stwierdzi, że jeszcze nigdy nie płacił mandatu z tak szczęśliwym uśmiechem na twarzy.
Wracając do domu rozmawiamy w samochodzie o tej naszej wspaniałej olimpijskiej przygodzie, o tym że byliśmy częścią historii polskiego sportu i o tym jak wspaniale było widzieć Polaków na podium! Cóż to były za dwa tygodnie!!! Ach, jaka szkoda, że to już się skończyło!


Danuta JAWORSKA



*Prof. Andrzej Kulig pochodzi z Limanowej, jest nauczycielem akademickim Politechniki Warszawskiej, specjalistą w dziedzinie inżynierii środowiska z zakresu zintegrowanej ochrony środowiska, autorem lub współautorem ponad 70 publikacji naukowych oraz ponad 160 opracowań naukowo- technicznych. Z zamiłowania podróżnik i fotografik, a także autor tekstów publikowanych m.in. w „Echu limanowskim” i „Almanachu Ziemi Limanowskiej”.

Opis zdjęć:
1. Uśmiech zwycięstwa. Fot. Mirosław Kuraś
2. Tuż przed metą, walka staje się coraz bardziej zacięta. Fot. Mirosław Kuraś
3. Słodki smak sukcesu! Fot. Mirosław Kuraś
4. Justyna udziela wywiadu tuż po odebraniu złota. Fot. Danuta Jaworska
5. Dwaj górale z Kasinki Małej (w góralskich czapkach) z kibicami. Pierwsza z prawej to autorka artykułu - Danuta Jaworska z mężem Dariuszem. Fot. arch. Danuty Jaworskiej

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in