Wtorek, 12 listopada
Renata, Witold, Mateusz, Konrad

Wytropić i skrócić agonię

22.10.2009 17:01:12 14 10297

- Wytropić i dobić, bo skrócenie agonii to jeden z głównych punktów etyki. Nawet jeśli wymagałoby to całonocnej wędrówki, często w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych – mówi Maciej Bubula.

Przytoczona zasada dotyczy oczywiście myślistwa, a Maciej Bubula mieszkający w Podłopieniu należy do grona najbardziej rozpoznawalnych myśliwych w kraju. Osiąga sukcesy nawet na międzynarodowych konkursach. Jego hodowla psów posokowców doceniana jest poza granicami Polski. Polowanie daje mu sporą satysfakcję, ale niesie ze sobą niebezpieczeństwa.

Wybór posokowców

Na rynku dobrze wyszkolony pies myśliwski kosztuje od 6 tys. zł wzwyż. Szczeniaki z hodowli Macieja Bubuli cieszą się dużą renomą. Kupują je miłośnicy myślistwa m.in. Stanach Zjednoczonych, Anglii, Litwie a ostatnio coraz częściej w Norwegii. Jego półki w domu uginają od licznych trofeów i pucharów zdobywanych na różnych konkursach. – Myślistwem zainteresowałem się ponad 20 lat temu – mówił dla Dziennika  Polskiego Maciej Bubula. – Mój ojciec był wielkim miłośnikiem przyrody. Polować nie mógł ponieważ w tamtych czasach było niezwykle trudno zdobyć pozwolenie na broń. Zacząłem hodować psy myśliwskie. Najpierw były to ogary a potem jamniki. Te ostatnie miały trudności w polowaniu na naszym trudnym górskim terenie, ze względu na krótkie nogi. Od dziesięciu lat hoduję posokowce, z którymi wygrywałem już na różnych konkursach łowieckich. Jak się okazało to był bardzo dobry wybór. Według mnie posokowce są najlepszymi psami myśliwskimi. Przede wszystkim nie ścigają zdrowej zwierzyny tylko ranną. Zaczynają reagować jak czują krew. W polowaniu takie predyspozycje są niezwykle istotne. Wiadomo, że po lesie biega dużo zwierzyny. Pies musi skupić się na tropie tej, którą wcześniej trafił pocisk. Oczywiście najlepiej zwierze ginie zaraz po strzale.

Psi trening

Wyszkolenie posokowców to niezwykle żmudne zajęcia. Szczenięta ćwiczone są już gdy mają parę miesięcy. Maciej Bubula jest strażnikiem Koła Łowieckiego w Tymbarku. Bardzo często chodzi po lasach pilnując porządku. Jest to dla niego idealny moment do treningu z psami. Gdy rozpoczyna obchód najczęściej przypina sobie do butów rapetę (racice dzika) lub badyl (kopyta jelenia). – Pies nie powinien czuć zapachu człowieka nawet w czasie zwykłego spaceru – mówi znany myśliwy z Podłopienia. - Gdy na takim obchodzie posokowiec idzie za mną, to czuje zapach rapety. Ma wtedy wrażenie, że jest na tropie dzika. Trening trzeba systematycznie powtarzać. Nawet najlepiej wyszkolony pies jeśli nie ćwiczy swoich umiejętności to po pewnym czasie je zapomina. Oczywiście to niesamowita przykrość jeśli wyszkolony posokowiec nie wraca z polowania. Niestety czasami tak się zdarza. Najczęściej psy padają ofiarą rannych dzików, które są jeszcze na tyle silne aby zaatakować. To duża strata finansowa, ale także uczuciowa. Właściciel, który wychowa takiego psa i spędza z nim sporo czasu przyzwyczaja się do niego. Na myślistwie można zarobić na kosztowne utrzymanie psa. Za odstrzelonego samca jelenia w Kole Łowieckim płacą około 900 zł. W zależności od wagi upolowanego okazu.

Polowanie z etyką

Myślistwo to również umiejętność zachowania cierpliwości. Nie brakuje niebezpiecznych momentów. - Często ze strzelbą w ręku przez całą noc przeszukiwałem las – opowiada Maciej Bubula. - Czekałem do świtu, nawet zimą. Tylko po to, żeby dobić ranną zwierzynę. Moim głównym celem nie była chęć zyskania kolejnej zdobyczy. Najgorszy dla myśliwego jest powrót do domu ze świadomością, że postrzelone przez niego zwierzę cierpi. Polowanie jest dla ludzi. Jednak powinno się to czynić tak, aby jak najszybciej skrócić agonię zwierząt. Jeżeli myśliwy postrzeli dany okaz i nie może potem go znaleźć to powinien poprosić o pomoc kolegów. To przecież żaden wstyd. Zwierzyna cierpi, a agonia może trwać nawet parę dni. Trzeba ją szybko odnaleźć i dobić. To samo się tyczy wypadków. Ruchliwych ulic między górami i lasami nie brakuje. Jest coraz więcej potrąceń zwierzyny. Często ranne uciekają. Kierowcy powinni zgłaszać takie przypadki. Jeśli mam sygnał to natychmiast ruszam na poszukiwanie rannej zwierzyny. Niestety nawet dobrze wyszkolony posokowiec nie daje stuprocentowej pewności jej odnalezienia.

Myśliwskie sukcesy

W ciągu roku Maciej Bubula bierze udział w kilkudziesięciu polowaniach. Do tego dochodzą liczne konkursy i pokazy. Kalendarz myśliwski przewiduje dziesięć polowań na zwierzynę drobną i dwanaście na tzw. zwierzynę grubą. Odbywają się one o każdej porze roku. - W nocy bardzo niebezpieczny jest ranny dzik – mówi Maciej Bubula. – Jest ciemno a on kryje się gdzieś w gąszczu zarośli. Dopóki może to ucieka. Jednak gdy zwierzę czuje, że nie ma już wyjścia to zaczyna atakować. Szarża dzika jest bardzo niebezpieczna. Pamiętam jak przed laty jeden z naszych kolegów został w takiej sytuacji poturbowany. Nic poważnego mu się nie stało, ale trochę najadł się strachu. Obecnie w tymbarskim Kole Łowieckim do takich sytuacji nie dochodzi. Tworzą go bowiem bardzo doświadczeni myśliwi.

Maciej Bubula dwukrotnie zwyciężał w prestiżowych międzynarodowych zawodach. W 2005 roku zajął pierwsze miejsce w konkursie zorganizowanym w Niecieczy, a rok później w Piotrkowie Trybunalskim. Rywalizował tam m.in. z myśliwymi z Anglii, Stanów Zjednoczonych, Słowacji, Litwy i Czech. – W takich konkursach oceniane jest zarówno wytresowanie psa jak i myśliwy – powiedział zwycięzca międzynarodowych konkursów. - Można powiedzieć, ze sędziowie biorą pod uwagę współpracę człowieka z czworonogiem. Dla przykładu po oddaniu dwóch strzałów do zwierzyny, pies nie może szczeknąć. Nie powinien nawet wstać, czy zdradzać jakichkolwiek oznak chęci do pogoni. Reaguje tylko na wyraźne polecenie. Do pokonania posokowiec ma około 1 km trasy. Co jakiś czas występują minimalne ślady krwi zwierzęcia, która w terminologii myśliwskiej nazywana jest farbą. Zadaniem posokowca i tropowca jest dotarcie po śladach do zwierzyny. Pies idzie ze swoim menerem, czyli myśliwym przewodnikiem. Za nimi podążają sędziowie obserwujący zachowanie tropiciela. Na końcu tego odcinka znajduje się martwy dzik. Jeżeli pies choć trochę nadgryzie zwierzynę, zostaje zdyskwalifikowany. Najczęściej posokowce szczekają lub z radości wysoko podskakują. W czasie prawdziwego polowania, gdy dopadną żywą jeszcze zwierzyną to biegają wokoło. Zdobycz ze strachu najczęściej jest unieruchomiona. Jeżeli próbuje uciekać, pies natychmiast atakuje i przeważnie kąsa za nogi.

Polowanie na Limanowszczyźnie

Sukcesy sprawiły, że Maciej Bubula jest rozpoznawalnym myśliwym w kołach łowieckich w całej Polsce. Wchodzi również w skład Komisji Rewizyjnej Klubu Posokowców w Polsce. – Wydaję mi się w innych zakątkach kraju jestem bardziej rozpoznawalny niż w rodzinnych okolicach – mówi Maciej Bubula. – Koło Łowieckie w Tymbarku zorganizowane jest znakomicie. Należą do niego profesjonaliści. Jesteśmy świetnie przygotowani pod względem wiedzy jak i umiejętności. Co jakiś czas ćwiczymy na strzelnicy. Limanowszczyzna to bardzo interesujący rejon dla myśliwych Niestety pojawiają się również kłusownicy. Jak do tej pory są to zjawiska sporadyczne. Najczęściej przyjeżdżają spoza naszego regionu. Najgorsze, że nawet gdy zostaną złapani to niezwykle trudno udowodnić im winę. Niestety w tym przypadku polskie prawo jest nieskuteczne. Zwierzyny pojawia się natomiast coraz więcej. Dotyczy to głównie dzików. W ostatnich zaszło sporo pozytywnych zmian. Dzikie zwierzęta są systematyczne dokarmiane. Myśliwy nie może być osobą, która polowanie traktuje jako chęć zysku. Musi kierować się zasadami etyki.

Od kilku lat w Tymbarku organizowane są Regionalnym Konkursie Posokowców i Tropowców.Myśliwskie zawody zyskują coraz większą rangę. Przyjeżdżają na nie reprezentanci Kół Łowiecki z różnych zakątków kraju.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in