"Rozpętał się straszny ogień. Potężny huk rozlegał się bez ustanku. Kule leciały jak grad"
- Przez te wszystkie dni życie liczyliśmy na sekundy. Dygotaliśmy ze strachu. Na Jabłońcu rozpętał się straszny ogień. Potężny huk rozlegał się bez ustanku. Kule leciały jak grad. Wielką niecierpliwością czekaliśmy na zakończenie walki - tak przed laty historyczną potyczkę wspominał jej bezpośredni świadek. Mija właśnie 106 lat o Bitwy pod Limanową, która rozegrała się na wzgórzu Jabłoniec.
Na wzgórzu Jabłoniec, 10 i 11 grudnia 1914 roku miał miejsce decydujący i rozstrzygający o wyniku bitwy pod Limanową bój spieszonych cesarsko-królewskich huzarów z 10. elitarnej dywizji kawalerii z Budapesztu, z atakującą od Kaniny siłami czterech pułków 15. carską dywizją piechoty z Odessy, z VIII. Korpusu 8. Armii gen. Aleksieja Brusiłowa. W morderczej walce wręcz węgierscy huzarzy z 9. liniowego pułku grafa Nádasdy z Sopronia, 10. liniowego pułku Fryderyka Wilhelma III króla Prus z Székesfehérváru, 13. liniowego regimentu huzarów Jazygów i Kumanów oraz z 3. pułku huzarów honvedu z Szegedu powstrzymali tu rosyjską ofensywę. Zwycięstwo okupili wysoką ceną. Straty w zabitych i rannych sięgały czterdziestu procent stanów osobowych. Spośród 21 oficerów, 13 poległo. Pozostali odnieśli rany.
Zwycięstwo pod Limanową pozwoliło na przeniesienie linii frontu ok. 60 km w kierunku wschodnim, przełamano front, a wojska rosyjskie znacznie się cofnęły, dopiero w maju 1915 r. w również słynnej bitwie pod Gorlicami.
Bitwa pod Limanową stała się wydarzeniem szeroko komentowanym
w monarchii austro-węgierskiej – nazwę „Limanowa” nadano ulicy
w Budapeszcie, taki przydomek cesarz Franciszek Józef dodał do nazwiska głównodowodzącemu ofensywą – gen. Rothowi i poległemu na Jabłońcu dowódcy huzarów węgierskich – płk. Muhrowi. Nazwa „Limanowa” trafiła też na strony najpoczytniejszej książki o czasach I wojny światowej – „Przygody dobrego wojaka Szwejka” – Jarosława Haszka
Limanowscy strażacy i “honorowa wspinaczka” (ZDJĘCIA)
Ratownicy przywrócili funkcje życiowe u 47-latka
A tak wyglądała rekonstrukcja bitwy, która została zorganizowana w 2014 roku, w setną rocznicę wydarzeń na Jabłońcu:
Podobną rekonstrukcję zorganizowano także maju 2019 roku:
Relację bezpośredniego świadka potyczki na Jabłońcu przed laty spisał Wincenty Gawron:
Obecnie mija 75 lat od wielkiej bitwy, która 8-11 grudnia 1914 r. została stoczona pod Limanową na jabłonieckim wzgórzu. O tym wydarzeniu historycznym 25 października 1981 r. tak wspominała Magdalena Zoń zam. w Mordarce pod nr 186.
Moi rodzice nazywali się Marciszami. Matka pochodziła od Sukienników. Nasz dom stał na samym szczycie Jabłońca. Obecnie to jest w odległości 200 m od cmentarza. W tym miejscu bez przerwy mieszkam do dnia dzisiejszego. Tu w grudniu 1914 r. była wielka bitwa, którą dotąd dobrze pamiętam. Wówczas miałam 17 lat.
Najpierw od strony Siekierczyny na Jabłoniec przybyła patrol rosyjska i koło chaty Kaliszów natrafiła na patrol austriacką. Te dwie patrole się zaatakowały i zginął jeden młody Austriak. Na polu leżał w kałuży krwi. Początkowo z siostrą byłam przy nim. Pochodził z Moraw. Miał przytomność. Nasi ludzie go wnieśli do chaty Kaliszów. Wtedy żałośnie biedził: - „Już ja nie uwidzę z żoną ani dziećmi”. Plecy miał rozpłatane na znacznej przestrzeni. W ranę wewrzała mu koszula. Zaraz ją z niego zdjęliśmy u całe rozległe miejsce skaleczenia mu obwiązaliśmy płótnem. Zmarł na drugi dzień i sanitariusze zabrali jego zwłoki. Za kilka dni nadeszły wojska rosyjskie.
8 grudnia, w święto Matki Boskiej, mój 16-letni brat Franciszek się udał do kościoła w Limanowej. W drodze zeszedł się z Ignacym Łuszczkiem, 90-letnim starcem i obydwaj dalej podążali. Ale nie doszli, bo przed miastem się zatrzymało wojsko, które myślało że to są szpiedzy. Ponieważ wcześniej Łuszczek długo wyrabiał na dworze, pan poświadczył, że ten człowiek jest mu dobrze znany. Dziedzic w szopie go z moim bratem przenocował i wrócili dopiero rano.
Łuszczek potem żył tylko 3 dni. Mieszkał poniżej Jabłońca przy szosie do Limanowej, gdzie znajdowały się stanowiska rosyjskie. Ponieważ tam było bardzo niebezpiecznie, Łuszczek wziął bydło i z żoną przeniósł się trochę wyżej do swego sąsiada Wieczorka.
Austriacy na Jabłoniec podchodzili z Księżego Lasu i od Słopnic, zajmując teren mniej więcej tu, gdzie obecnie jest cmentarz wojskowy. Zaś Rosjanie się zbliżali od strony Roztoki i Siekierczyny.
Gdy u nas zanosiło się na bitwę, ja, brat Franciszek i siostra Rozalia uciekłyśmy ze swego domu do schronu w głębokim potoku wcześniej przygotowanego przez zamieszkałych w pobliżu Gaworów, Małuchów i Kądziołków zwanych Jeziakami. Nad wodą z belek ułożyli podłogę i powałę. Też wybudowali piec z kamieni i t wszystko zamaskowali jedlicami. Tam w kilka rodzin się ukrywaliśmy przez jeden dzień.
W to miejsce jednak dość gęsto zaczęli strzelać Rosjanie. Wtedy Jeżyna z dzieckiem wyszła na zewnątrz, żeby wojsku dać znać że tutaj przebywamy. Zaraz ją uwidział żołnierz i momentalnie przerwano ogień. Ów żołnierz, który mówił po polsku, zaglądnął do schronu i gdy dostrzegł, że w nim zgromadzeni są cywile, kazał nam natychmiast opuścić tę kryjówkę.
Wtedy z dwojgiem swego rodzeństwa na gwałt przeniosłam się do Krajewskich w Siekierczynie. Zaś ojciec /matka nam zmarła w sierpniu, 3 miesiące temu/ z siostrą Maryną, aby pilnować naszej chaty, pozostał u sąsiada Lebdy, mieszkającego w dolince, gdzie było trochę spokojniej. Wówczas zaczynała się zacięta bitwa.
U Krajewskich siedzieliśmy w stajni. Przez te wszystkie dni życie liczyliśmy na sekundy. Dygotaliśmy ze strachu. Na Jabłońcu rozpętał się straszny ogień. Potężny huk rozlegał się bez ustanku. Kule leciały jak grad. Jeszcze, gdy się ukrywaliśmy w potoku u Jeżowej, słyszeliśmy okrzyki „Hura!”. Wielką niecierpliwością czekaliśmy na zakończenie walki.
Po szturmie na białą broń z Jabłońca Rosjanie cofnęli się w stronę Sącza, a rodziny zaczęły wracać do swoich domów. W naszym pozostały tylko gołe ściany, podziurawione kulami. Filar był rozwalony, w stajni stos trupów, wszystek sprzęt rozrzucony po obejściu. Nawet drzwi brakowało. Dopiero dziadek znalazł się w pobliskich okopach. Tam też ojciec zbierał garnki i siano dla bydła. Obok domu mieliśmy dwa stawki, z których krowy pijały. Teraz w nich woda była czerwona. W stodole kilka drewien tak szeroko kule przewierciły, że w te otwory dało się włożyć rękę.
Jeść nam się bardzo chciało. Ponieważ obok naszej chaty woda była obficie zmieszana z krwią, ojciec w kapeluszu czystą przyniósł ze źródełka spod górki, znad Michała Sukiennika. Do niej wsypał mąkę, którą miał zakopaną, zrobił ciasto i na blasze upiekł placek.
Na szczęście nie straciliśmy wszystkiej żywności, ponieważ w kopcu zostały ziemniaki. Wojsko ich nie ruszyło. Również uratowaliśmy zboże, które dziadek dobrze ukrył. Nasypał go do skrzyni, w sieni wykopał dół, w nim to umieścił i zasypał ziemię. Trochę paszy dla bydła dali nam Kunowie.
Okopy ciągnęły się szczytem Jabłońca. Były też w małym brzozowym lasku obok naszego domu. Cała bitwa objęła teren od Łysej Góry przez Jabłoniec w stronę Golcowa. Bezpośrednie starcie na białą broń jednak w nocy nastąpiło na Jabłońcu na polach Łyszczarzów, Rusinów, Marciszów i Śliwów. Tu też pozostało najwięcej trupów. Na Łyszczarzowym polu one leżały jak snopki po żniwach. Po zakończonej bitwie jedni żołnierze kopali wielkie doły, a inni zwozili zwłoki poległych, które kapelan kropił święconą wodą. Potem je składano w grobach, przysypywano wapnem i zawalano ziemią.
Podczas bitwy poprzednio wspomniany staruszek, Ignacy Łuszczek od Wieczorków podążał w dół, aby zobaczyć czy nie pali się jego dom. Gdy się oddalał, żołnierze rosyjscy go haltowali, ale on nic nie reagował, bo był bardzo głuchy i do niego strzelili. Ponieważ były trudności z pochowaniem go, u Wieczorka na boisku leżał przez 5 dni.
Teren, na którym powstał cmentarz na Jabłońcu, był zalesiony. Na nim przeważnie rosły sosny. Po roku tam jeszcze chowano zwłoki żołnierzy, które masowo zbierano stamtąd, gdzie tymczasowo spoczywały. Po kilku latach jeńcy wojenni zwieźli kamienie. Z nich zbudowano nagrobki i ogrodzenie. Piękne mauzoleum w kształcie pocisku artyleryjskiego postawili pułkownikowi Othmarowi Muhrowi, poległemu poniżej cmentarza i przejściowo pochowanemu w kaplicy Myszkowskich w Tymbarku.
Opracował Wincenty Gawron.
(Fot.: LSHO Jabłoniec 1914)
Może Cię zaciekawić
Dr Wojtynkiewicz: smartfon może stać się dla nastolatka psychicznym schronieniem (wywiad)
PAP: Ile godzin przed ekranem powinien spędzać nastolatek? Z waszych badań wynika, że samo liczenie godzin może prowadzić na manowce. Dr Ewa Wo...
Czytaj więcejChcą do nowej gminy. Mieszkańcy domagają się kolejnej zmiany granic
Utworzenie z dniem 1 stycznia 2025 roku nowej gminy Szczawa, wyodrębnionej z obszaru gminy Kamienica, nie zakończyło dyskusji wokół przebiegu gra...
Czytaj więcejLimanowscy policjanci wicemistrzami Polski w turnieju "Patrol Roku"
Reprezentacja Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie w składzie st. sierż. Krzysztof Plata i sierż. Mateusz Ciuła z Komendy Powiatowej Policji w...
Czytaj więcejOdeszli w ostatnich dniach…
13 września 2026 r. śp. Stanisław Juszczak, 86 lat (Rupniów) Msza święta żałobna zostanie odprawiona w kościele parafialnym pw....
Czytaj więcejSport
Słomka postrachem w Klasie A
LIMANOWSKA KLASA „A”: URAN ŁUKOWICA – PŁOMIEŃ LIMANOWA 4:1 (1:1) Gurgul 8,70, Bojanowski 47, Stroivans 78 – Trzópek 28. KROK...
Czytaj więcejJustyna Kowalczyk-Tekieli mocno o sytuacji w PKOl. „Włos się jeży na głowie”
W ostatnim czasie doszło do kolejnej zmiany na czele Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Radosław Piesiewicz, który wcześniej kierował PKOl, prz...
Czytaj więcejNieudany weekend również dla juniorów starszych Limanovii: 0:6 z Wieczystą
W 6. kolejce Ligi Małopolskiej U-19 MKS Limanovia uległa Wieczystej Kraków 0:6. Do przerwy goście prowadzili 2:0, natomiast po zmianie stron d...
Czytaj więcejTurbacz wiceliderem. Drużyna z Brzeska poległa w Mszanie Dolnej.
Mecz rozpoczął się znakomicie dla Turbacza. Już w 3. minucie gospodarze objęli prowadzenie, a na listę strzelców wpisał się Dziadkowiec. O...
Czytaj więcejPozostałe
Kapelan spod Monte Cassino honorowym obywatelem
Rada Miasta uchwałą podjętą 28 sierpnia nadała tytuł i medal Honorowego Obywatela Miasta Limanowa księdzu podpułkownikowi Józefowi Jońcowi. ...
Czytaj więcejTo było największe zgromadzenie w historii miasta
11 września 1966 roku w Limanowej odbyła się uroczystość koronacji łaskami słynącej figury Matki Boskiej Bolesnej, znajdującej się w tamtejs...
Czytaj więcejŚwiadectwa, wykład i pamięć o poległych
W Skrzydlnej odbyły się obchody 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej oraz 60. rocznicy otwarcia Cmentarza Ofiar II Wojny Światowej. Obchody ro...
Czytaj więcejRocznica wybuchu wojny - na Mogile oddano hołd bohaterom
Uroczystości rozpoczęły się na cmentarzu parafialnym, gdzie delegacje złożyły kwiaty przy grobie żołnierzy 24. Pułku Piechoty z Kraśnika. N...
Czytaj więcej-
Dr Wojtynkiewicz: smartfon może stać się dla nastolatka psychicznym schronieniem (wywiad)
-
Chcą do nowej gminy. Mieszkańcy domagają się kolejnej zmiany granic
-
Limanowscy policjanci wicemistrzami Polski w turnieju "Patrol Roku"
- Odeszli w ostatnich dniach…
- Dwa brązowe medale dla limanowskich zawodników



Komentarze (7)
Szukam prezentu dla osoby, która interesuje się tym tematem.
Z góry dziękuję za propozycje.
Autor: Ferenc Julier
To taka książka z epoki. Troche wspomnień, troche rojeń o węgierskiej potędze. Myśle, że ciekawe dla historyków, socjologów, osób zainteresowanych historią. Dla amatorów jezyk moze okazac sie troche hermetyczny i anachroniczny, ale co by nie mowic, czytac warto;)
Dzięki.
Jak jeszcze ktoś/coś to dajcie znać.