28°   dziÅ› 33°   jutro
Poniedziałek, 03 sierpnia Lidia, Augustyn, Nikodem, Kamelia

Memoriał Józefa Ficonia, pamiętają o zasłużonym piłkarzu, działaczu i trenerze

Opublikowano  Zaktualizowano 
0 4412

W najbliższą sobotę na stadionie MKS Limanovia odbędzie się memoriał piłkarski poświęcony pamięci byłego zawodnika, trenera i działacza klubu Józefa Ficonia.

Tego dnia na stadionie odbędą się dwa turnieje. Rano (od godziny 9:00) rozpoczną się wzmagania w Turnieju Skrzatów. W turnieju wezmą udział drużyny: AP Limanovia Limanowa I, AP Limanovia Limanowa II, AP Mam Talent Limanowa I, AP Mam Talent Limanowa II, Dunajec Nowy Sącz, Harnaś Tymbark, LKS Rupniów i Football Academy Dobra. Rozgrywki potrwają do godziny 13:00, a rywalizacja odbywać się będzie w systemie każdy z każdym.

Kolejny turniej rozpocznie siÄ™ o godzinie 13:30 w którym wezmÄ… udziaÅ‚ najstarsi piÅ‚karze, czyli Oldboje. Organizatorzy MemoriaÅ‚u wystawiÄ… dwie drużyny: Oldboje Limanovia Limanowa I oraz Limanovia i zaprosili do udziaÅ‚u jeszcze takie drużyny jak Laskovia Laskowa, Dunajec Zakliczyn, Oldboys Lisia Góra, Gorce Kamienica, AKS Ujanowice i Beskid Å»egocina. Starsi piÅ‚karze rywalizować bÄ™dÄ… w systemie 7 + 1 na maÅ‚e boiska.

W czasie trwania caÅ‚ego MemoriaÅ‚u dzieci bÄ™dÄ… mogÅ‚y skorzystać z dmuchanych zjeżdżalni. Tego dnia na stadionie bÄ™dzie można podziwiać także rekordzistÄ™ Guinnessa w żonglerce piÅ‚kÄ… - Andrzeja KuklÄ™. 

Andrzej Kukla chciał zostać piłkarzem, ale według trenera był zbyt słaby technicznie. Uwielbiał football i nie chciał się z nim rozstać. Z miłości do niego został footballowym żonglerem, zyskując szybko sławę. Żongler do swoich największych osiągnięć może zaliczyć: rekord świata piłką do koszykówki - 3 godziny i 10 minut. Niedługo po tym, bo już miesiąc później, poprawił go o kolejne 10 minut. W 1993 roku, 41 minut i 12 sekund podbijał piłkę do rugby, w 1996 - 31.500 razy podbił piłkę siedząc. W tym samym roku przez 3 godziny i 57 minut żonglował piłką w pozycji siedzącej. Podbijając piłkę footballową przeszedł 25 km, natomiast piłkę do tenisa ziemnego - 13 km. W wolnych chwilach występuje na ulicach miast, najczęściej w Krakowie, gdzie mieszka. Tego typu pokazy traktuje jako trening, a przy okazji jako formę dorobku.

Na pokaz wyjątkowego gościa organizatorzy zapraszają na stadion Limanovii około godziny 10.30 gdzie Pan Andrzej da po raz pierwszy (pokazów będzie kilka) pokaz swoich nietuzinkowych umiejętności.

Józef Ficoń zmarł nagle w 2007 roku w wieku 51 lat.


Wspomnienie śp. Józefa Ficonia jakie ukazało się na portalu limanowa.in w 2010 roku:

Jeszcze w Śmigus Dyngus 2007 roku śmiał się i symbolicznie polewał wodą z kolegami na pogotowiu ratunkowym przy Szpitalu Powiatowym w Limanowej. Jak zwykle gotowy na wyjazd karetką do ewentualnego wypadku. Dzień później nie przyszedł już do pracy. Tym razem koledzy z pogotowia ratunkowego przyjechali po niego. Niestety pomoc została wezwana zbyt późno. Mimo szybkiej reanimacji serce Józefa Ficonia nie zaczęło już bić. Trzy dni później rodzina, tłumy przyjaciół i znajomych pożegnała go na cmentarzu komunalnym w Limanowej.

Piłkarskie ambicje

Józef Ficoń urodził się w 1956 roku w Laskowej. W miejscowym klubie rozpoczął swoją przygodę z piłką nożną. Wkrótce trafił do Limanovii. Grał na skrajnej obronie. – Był niewysoki, ale za to bardzo ambitny i zadziorny – wspominał swojego kolegę na łamach Dziennika Polskiego Wojciech Ślęzak (były trener i piłkarz Limanovii). – Nie miał jakiegoś wielkiego talentu, jednak imponował wielkim sercem do gry. To czyniło go bardzo wartościowym piłkarzem dla drużyny.

Największym sportowym sukcesem były występy na trzecioligowych boiskach w barwach Limanovii w 1984 roku. – Był solidnym zawodnikiem – wspomina bramkarz tamtej drużyny Andrzej Ćwik. – Jak każdemu zdarzały mu się błędy. Nawet strzelił mi kiedyś samobója. To było bodajże w meczu z Dalinem Myślenice. Potraktowaliśmy, to bardzo humorystycznie i jeszcze przez wiele lat wspominaliśmy tą sytuację z uśmiechem na twarzy.

Murem za swoim trenerem

Po zakończeniu kariery zawodniczej Józef Ficoń został trenerem. Najpierw sowich sił próbował w Laskowiance, potem trafił do Limanovii. – Bardzo często na własny koszt kupował herbatę i cytrynę, żeby chłopaki mogli się napić czegoś ciepłego po treningach – wspominał Andrzej Ćwik. – Był bardzo uczynny i uwielbiał piłkę nożną.

 MiaÅ‚ ogromny szacunek u swoich podopiecznych. - PamiÄ™tam jak kiedyÅ› przegraliÅ›my pięć meczów z rzÄ™du – powiedziaÅ‚ piÅ‚karz Limanovii, Sebastian Wójcik. – Trener Józef FicoÅ„ byÅ‚ bardzo niezadowolony. ZastanawialiÅ›my siÄ™ co bÄ™dzie. DzieÅ„ przed nastÄ™pnym meczem kazaÅ‚ nam przyjść do klubu. PowiedziaÅ‚ nam wtedy. Jak macie chodzić po imprezach to lepiej sobie tutaj razem posiedźmy i porozmawiajmy. Przynajmniej w dniu meczu bÄ™dziecie w dobrej dyspozycji.

W 2000 roku Józef Ficoń przestał być trenerem Limanovii. Dymisja szkoleniowca wywołała prawdziwą burze w klubie. Zawodnicy interweniowali w Urzędzie Miasta prosząc o powrót swojego trenera. Zarząd Limanovii nie zgodził się na takie rozwiązanie. Z taką decyzją nie mogli pogodzić się zawodnicy. Odeszła wówczas cała drużyna seniorów. Starsi piłkarze zdecydowali się na zakończenie kariery, a kilku wybrało przerwę w grze jako sprzeciw wobec decyzji podejmowanych przez zarząd klubu. Józef Ficoń, mimo dużego rozgoryczenia nie obrócił się plecami do Limanovii. Postanowił, że przygodę z limanowską drużyną kontynuować będzie jako gospodarz klubu. Był nim do ostatnich dni swojego życia. Przez chwilę szkolił jeszcze drużyny młodzieżowe.

Następnym wyzwaniem trenerskim była praca w drużynie Wierchów Pasierbiec. Jak zwykle przykładał się do swoich obowiązków precyzyjnie, mimo że zespół występował w limanowskiej B-klasie.

 TysiÄ…ce wyjazdów

W trakcie 30-letniej pracy w pogotowiu, wyjeżdżał na pomoc kilka tysięcy razy. Uratował niejednego człowieka. Był świadkiem wielu tragedii. Po skończonej służbie często błądził w myślach, zastanawiając się nad kruchością życia. Pewnie dlatego jego praca za kierownicą karetki nie kończyła się w raz z dyżurem. Józef Ficoń znany był ze swojego zaangażowania w inicjatywy społeczne. Od samego początku brał udział w kwestach na rzecz zakupu nowych karetek pogotowia. - Znałem Józka od 35 lat – wspominał na łamach Dziennika Polskiego jego bliski kolega Stanisław Kmiecik. - Gdy grał w Laskovii ja występowałem w Ujanowicach. Po tym jak wrócił ze służby wojskowej podobnie jak ja zaczął pracować jako kierowca pogotowia. Mówiliśmy na niego Ficzek. Był bardzo dobrym kolegą. Nigdy nie było między nami problemów i nieporozumień. Zresztą nigdy nie widziałem by kiedykolwiek się złościł czy krzyczał na kogoś. Dawniej objąć stanowisko kierowcy karetki nie było taką prostą sprawą. Wymagano doświadczenia od kandydata. Przez kilka lat jeździło się w samochodzie funkcyjnym. Dopiero po pewnym czasie można było przystąpić do egzaminu, który przeprowadzał dyrektor wojewódzkiej kolumny transportu. Józek zdał go bez problemu. Jego pierwszą karetką był fiat 125. W tym czasie inni jeździli jeszcze warszawami. Wtedy zaczęła się jego przygoda z ratownictwem. Był bardzo dobrym kierowcą. Jeździł bardzo szybko, ale jednocześnie bezpiecznie. Nic dziwnego, że z czasem powierzano mu najlepsze samochody. Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczął jeździć pierwszym mercedesem, który nasza kolumna otrzymała z Holandii. Potem były zbiórki, dzięki którym była możliwość zakupienia nowoczesnych karetek.

Ratując życie innym

 Józef FicoÅ„ wiele razy braÅ‚ udziaÅ‚ w ratowaniu ludzi po tragicznych wypadkach. – PamiÄ™tam jak kilka lat temu doszÅ‚o do sprzeczki rodzinnej w Rupniowie – wspomina StanisÅ‚aw Kmiecik. - WysÅ‚ano tam dwie karetki. Ja pojechaÅ‚em jednÄ…, a Józek drugÄ…. Powiedziano nam tylko tyle, że zgÅ‚oszenie jest pilne. ByÅ‚ późny wieczór. PodjechaliÅ›my pod dom. Gdy weszliÅ›my do Å›rodka zobaczyliÅ›my strasznÄ… masakrÄ™. Krew byÅ‚a wszÄ™dzie. Na podÅ‚odze, na Å›cianach, porozwalane meble. JakiÅ› mężczyzna leżaÅ‚ na podÅ‚odze nieżywy, drugi w przedpokoju caÅ‚y we krwi z ranami kÅ‚utymi. W takiej sytuacji chciaÅ‚oby siÄ™ wyjść i nie patrzeć na tÄ… tragediÄ™. KtoÅ› z czÅ‚onów rodziny wpadÅ‚ w szaÅ‚ i wymachujÄ…c nożem zmasakrowaÅ‚ tych ludzi. MusieliÅ›my siÄ™ przeÅ‚amać i udzielić pomocy rannemu. ByliÅ›my roztrzÄ™sieni, myÅ›li gdzieÅ› błądziÅ‚y daleko, a tu trzeba szybko i bezpiecznie dowieść czÅ‚owieka do szpitala.

Chwile zadumy

- Najgorsze jest jak się jedzie do dzieci i młodych – kontynuuje Stanisław Kmiecik. - Wtedy jest najbardziej żal. Pomimo wieloletniej rutyny człowiek najbardziej się wzrusza. Przykro jest patrzeć na takiego małego cierpiącego dzieciaka... szkoda słów. Pamiętam jak całą okolicą wstrząsnęła śmierć 17-latków, którzy zginęli w wypadku samochodowym na tzw. prostej w Dobrej. Razem z Józkiem pojechaliśmy na miejsce wypadku. To było już po północy. Byliśmy tam pierwsi, jeszcze przed strażą i policją. Podjeżdżamy i widzimy auto, złamane na pół. W środku dwoje młodych ludzi leży przypiętych pasami. Było bardzo niebezpiecznie bo z baku wyciekała benzyna. Mimo dużego ryzyka wybuchu szybko wyciągnęliśmy poszkodowanych na zewnątrz. Niestety już oboje nie żyli. Znowu dopadła nas chwila zadumy. Józek to szczególnie przeżywał, było widać po nim... Bardzo często przez jakiś czas ten straszny widok wraca w pamięci. Po takich akcjach przychodziliśmy na dyżurkę. Dopiero po paru chwilach tak naprawdę dociera do każdego co się stało. Staramy się nie myśleć o tym, że przecież takie tragedie będą się powtarzać. Właściwie nie ma dyżuru, żeby coś się nie działo. Jeżeli jakaś akcja reanimacyjna się nie powiodła, to jak koszmar wracały wspomnienia o tragicznych wypadkach. Widzieliśmy, że Józek czasami przeżywał ciężkie stany. Był bardzo wrażliwy na widok ludzkiego cierpienia. W razie powodzenia akcji czuł, że jest potrzebny, że ta robota nie idzie na darmo. Bardzo się wtedy cieszył.

Ostatni dzień

 Åšmierć po Józefa Ficonia przyszÅ‚a nagle. Przed wyjÅ›ciem do pracy postanowiÅ‚ odwiedzić swój ogródek. Kwiaty byÅ‚y jego pasjÄ…. Wkrótce na pogotowiu odebrano sygnaÅ‚, że Józefa Ficonia znaleziono nieprzytomnego. Koledzy pÄ™dzili z ogromnÄ… szybkoÅ›ciÄ… na pomoc. ByÅ‚o już za późno. PrzyczynÄ… zgonu byÅ‚ zator.

Józef Ficoń (19 marca 1956 - 10 kwietnia 2007)

Piłkarz, trener, działacz KS Limanovia i wzorowy pracownik limanowskiego działu transportu sanitarnego. W miejscowym klubie grał w piłkę nożną, na początku lat 70. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się szkoleniem. Pod jego wodzą w 1994 roku seniorzy tego klubu awansowali do IV ligi.

Komentarze (0)

Nie dodano jeszcze komentarzy pod tym artykułem - bądź pierwszy
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"Memoriał Józefa Ficonia, pamiętają o zasłużonym piłkarzu, działaczu i trenerze"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in