Czwartek, 20 lutego
Leon, Ludomił, Ludomiła, Ludomir, Zenobiusz, Aneta

Z wizytą na "górze przemian"

19.01.2020 05:30:00 PAN 4 9475

Żmiąca. Od 40 lat w Żmiącej, w miejscu które bywa nazywane „górą przemian”, organizowane są wakacje dla dzieci pokrzywdzonych przez los. Również w tym roku, w lipcu, dzięki wolontariuszom z Limanowszczyzny, Krakowa i Stanów Zjednoczonych, dzieci samotne i porzucone, zaniedbane wychowawczo i fizycznie, pozbawione opieki rodzicielskiej, od osób wrażliwych na ich krzywdę otrzymają to, co najcenniejsze - czas, obecność i dobrą zabawę.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40)

Historia ośrodka w Żmiącej zaczęła się 40 lat temu od spontanicznej i bezinteresownej akcji grupy studentów z krakowskich uczelni oraz kleryków jezuickich, którzy chcieli nieść pomoc wychowankom z państwowych domów dziecka. Na rzecz najmłodszych, pokrzywdzonych przez los, w 1980 roku z inicjatywy o. Ludwika Piechnika oraz Katarzyny i Jana Maderów, powołano Akcję Pomocy Dzieciom.

Dzięki temu, w Żmiącej już w roku 1980 po raz pierwszy na wakacjach mogło wypoczywać 10 dzieci, a cztery lata później już 66 dzieci. Zakupiono gospodarstwo rolne, w którym znajdowały się stary dom, stodoła i stajnia. To miejsce stało się zalążkiem funkcjonującej do dziś działalności opiekuńczo – wychowawczej.


- Byliśmy wówczas studentami, wtedy nikt z nas nie planował, że będzie tu taki dom. Nasza działalność nabierała rozpędu w miarę upływu czasu, gdy pojawiały się kolejne osoby do pomocy, pod patronatem jezuity o. Ludwika Piechnika – mówi Katarzyna Mader.

Dziś Żmiąca to Dzieło Pomocy Dzieciom Fundacja Ruperta Mayera, która prowadzi działania na rzecz dzieci z domów dziecka; samotnych, porzuconych, zaniedbanych wychowawczo i fizycznie, pozbawionych opieki rodzicielskiej, z rodzin patologicznych i zagrożonych, wspierając pracę ośrodków opiekuńczo – wychowawczych, działalność adopcyjną i działalność rekreacyjną podczas wakacji.

Obecnie w Żmiącej mieszka 23 dzieci, najmłodsze z nich ma zaledwie 3 lata, a najstarszy wychowanek - 14. Wszystkie dzieci trafiły tam decyzją sądu. Celem działania fundacji jest praca na rzecz powrotu dzieci do rodzin biologicznych, a jeśli jest to niemożliwe - praca z nimi do osiągnięcia pełnoletności.

Czy dom dziecka może stwarzać namiastkę życia rodzinnego?

Na to pytanie codzienną pracą stara się odpowiadać personel ośrodka. Dzieci w różnym wieku, tak jak w każdym domu, mają tu swoje obowiązki, nie tylko te wynikające z uczęszczania do miejscowej szkoły. Na miarę swoich możliwości starają się pomagać opiekunom w codziennych czynnościach domowych, na przykład przy przygotowaniu wspólnych posiłków czy utrzymaniu czystości. Wszystko to ma je przygotować do samodzielnego życia w przyszłości, pozwala też im poczuć się potrzebnym i pełnoprawnym współgospodarzem domu. Z kolei w wolnym organizowane są zajęcia sportowe, muzyczne, teatralne, komputerowe czy wycieczki krajoznawcze.


Przez cały tydzień dzieciom towarzyszą ich wychowawcy. To nie „pan” czy „pani”, ale ciocia i wujek, którzy przebywają ze swoimi podopiecznymi przez całą dobę. Początki nie są jednak łatwe. Kilka pierwszych tygodni to „wytyczanie granic”. Każde dziecko ma inny temperament i inne doświadczenia. W domach niektórych była przemoc – bywają więc dzieci ciche, nieśmiałe i bardzo zamknięte w sobie, do tego stopnia, że nie chcą wychodzić z pokoju; inni podopieczni są hałaśliwi, niepokorni i roszczeniowi. Tu zaczyna się stopniowe motywowanie – do nauki, do rozwijania zainteresowań, do nawiązywania przyjacielskich relacji. To ostatnie przychodzi mieszkańcom domu w Żmiącej szczególnie łatwo. Jak podkreślają wychowawcy, dzieci bardzo szybko akceptują się nawzajem, a w razie potrzeby solidarnie wspierają.


Historia każdego z podopiecznych jest inna, wymaga więc indywidualnego podejścia. Niekiedy, bagaż przykrych doświadczeń, mimo młodego wieku, wydaje się naprawdę przytłaczający.

- Czasem, jak któreś z dzieci ma gorszy dzień, zaczyna opowiadać o różnych sytuacjach w domu – mówi nam jedna z wychowawczyń, Karolina. - To bardzo trudne, bo z jednej strony te dzieci należy uczyć szacunku do rodziców, tak żeby jako osoby dorosłe założyły własne, szczęśliwe rodziny, z drugiej zaś, opowiadają o takich zachowaniach, których nie da się zaakceptować – ocenia z perspektywy trzech lat pracy w Żmiącej.

Traumę u dzieci powoduje nie tylko przemoc. Swoje piętno odciska na nich także bieda. - Pamiętam jedną dziewczynkę, która na samym początku pobytu, z jadalni po kryjomu zabierała jedzenie, które następnie chowała w swojej szafce, między ubraniami. Bała się, że jutro jedzenia może jej zabraknąć, bo to zapamiętała z własnego domu – dowiadujemy się od naszej rozmówczyni.

- Jeden z moich podopiecznych każdego ranka chciał jeść tylko płatki z mlekiem, niezależnie od tego, co akurat na śniadanie zjadali pozostali i co mu proponowaliśmy. Za każdym razem słyszeliśmy od dziecka, że „tego” nie lubi. A ono po prostu nie znało innych smaków – kolejną historię usłyszeliśmy od Edyty, także wychowawczyni z ośrodka.

Edyta pracuje z dziećmi w Żmiącej już od czterech lat. To czas skrajnie różnych doświadczeń. - Niektóre dzieci mają ogromne zaległości. Niektóre w szóstej klasie nie znają tabliczki mnożenia, nie wiedzą, jak spakować plecak na następny dzień, a nawet jak prowadzić zeszyt z danego przedmiotu – mówi. Z czasem, dzięki systematycznej pracy, stają się jednak ambitnymi uczniami, którym zależy na ocenach, a ich opiekunowie zauważają postępy w nauce. Zmieniają się też ich charaktery. - Widzimy, jak te dzieci się zmieniają. Wychodzą z kompleksów, budują poczucie własnej wartości, zaczynają wreszcie dostrzegać w sobie pozytywne cechy – dodaje.

Pytamy też o najtrudniejsze momenty dla samych opiekunów. - Żyjemy tu razem przez cały tydzień. Odprowadzamy dziecko do szkoły, odrabiamy z nim lekcje, wspólnie się bawimy, dużo rozmawiamy, spacerujemy, czytamy na dobranoc. Wreszcie to dziecko opuszcza ośrodek, a my musimy się z nimi pożegnać - przyznaje Karolina.


Góra przemian – miejsce, które wpływa na życie dzieci i dorosłych 

Ośrodek w Żmiącej odwiedziliśmy w niedzielę. Weekendy są tu wyjątkowe – dzieci biorą udział w Mszy św., a dzięki systematycznej nauce, mają więcej czasu na zabawę oraz rozwijanie własnych zainteresowań. I na wyjątkowe spotkania z zaprzyjaźnionymi rodzinami i wolontariuszami. W niektórych pokojach widywaliśmy więc dorosłych, którzy spędzali czas z podopiecznymi placówki. Po uśmiechach i okrzykach radości, towarzyszących dobrej zabawie, było widać, że są to relacje budowane już od dłuższego czasu. 

Prowadzący ośrodek przyznają, że każdy, kto spędzi tu choć chwilę, po opuszczeniu tego miejsca skłania się do refleksji na temat życia, zaczyna postrzegać świat oczami dziecka i doceniać to, co sam posiada. 


Wyjątkowe wakacje z czterdziestoletnią historią

W lipcu w Żmiącej, już po raz czterdziesty, zorganizowane zostaną wakacje dla dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych i rodzin zastępczych z Krakowa oraz z terenu powiatów limanowskiego, krakowskiego i tatrzańskiego. Odbędą się one w trzech turnusach, a w każdym z nich w ośrodku przez 12 dni wypoczywać będzie około 60 dzieci.

- Nasza działalność rozpoczęła się właśnie od organizowania wakacji, dlatego kontynuując tradycję spłacamy dług wdzięczności ofiarodawcom tego ośrodka, który powstał dzięki Opatrzności Bożej i pomocy ludzi dobrej woli – podkreśla Katarzyna Mader.

W lipcu do ośrodka przyjadą wolontariusze z całej Polski, głównie z Krakowa i powiatu limanowskiego oraz grupa wolontariuszy z USA, by dawać dzieciom to co najcenniejsze - czas, obecność i dobrą zabawę.

Zgodnie z zamysłem organizatorów, każdy wolontariusz ma być na czas turnusu wychowawcą dla niewielkiej grupki, liczącej dwoje lub troje dzieci. Dlatego każdy, kto w najbliższe wakacje chciałby podzielić się swoim czasem, energią i serdecznością z najmłodszymi, które zostaną spożytkowane na wspólne zabawy, spacery czy wycieczki, może zgłosić się do ośrodka w Żmiącej lub zapoznać się ze szczegółami na stronie internetowej http://dpd.pl.


Dzięki wsparciu, dom się rozwija

Placówka w Żmiącej stara się zapewnić swoim podopiecznym jak najlepsze warunki. Środki państwowe pozwalają sfinansować około 75% kosztów, pozostałą kwotę na działalność ośrodka zapewniają darczyńcy.

Na stronie fundacji publikowane są bieżące potrzeby. Obecnie ośrodek liczy na wsparcie w zakupie dywanów do pokojów dzieci oraz pięciu kanap. Chce także kupić pięć laptopów dla swoich podopiecznych.

Największą z ostatnich inwestycji jest nowy budynek. W przyziemiu będą garaże m.in. dla samochodów, którymi dzieci dowożone są do szkoły oraz dla pojazdu, którym odśnieżana jest droga prowadząca do ośrodka. Nad garażami planowane są kolejne pokoje dla podopiecznych, które teraz trzeba wykończyć i wyposażyć.


Jak można pomóc?

Wsparcie finansowe można kierować na rachunek:

Dzieło Pomocy Dzieciom
Fundacja Ruperta Mayera
31-124 Kraków, ul. Rajska 10
72 1020 2892 0000 5102 0169 7192
(PKO BP Oddział w Krakowie)

Aby podarować 1% podatku, w zeznaniu podatkowym w polu 1% należy wpisać: KRS 0000095631
Dzieło Pomocy Dzieciom Fundacja Ruperta Mayera.


(Zdjęcia: Fotografia NeMo Michał Rybka)

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in