'Skazani' na/za drogę krajową, mówią co ich boli

31.03.2017 08:09:28 top 12 7739

Coraz więcej mieszkańców limanowskich ulic skarży się na uciążliwości związane z przebiegiem drogi krajowej nr 28 przez centrum miasta.

Ruch, kurz i problemy nawet z remontem
Niekończące się sznury Tir-ów i innych samochodów przejeżdżają pod oknami zostawiając hałas, smród i kurz. To około piętnaście tysięcy samochodów no dobę – każdy z nich zabiera czyste powietrze a pozostawia …toksyczne spaliny. Nie potrzeba urządzeń do monitorowania jakości powietrza – wystarczy zejść z wyższych partii miasta do centrum, aby poczuć problem.

Z przebiegiem drogi wiążą się także i inne kłopoty mieszkańców centrum np. zakaz parkowania na prawie całej jej długości, poza miejscami wyznaczonymi. Innym problemem jest zajęcie pasa chodnika (np. dla pojazdów koniecznych do wykonania remontu w mieszkaniu). - To droga przez mękę – skarżą się mieszkańcy – aby cokolwiek zrobić trzeba złożyć wnioski i… czekać. Do wniosku potrzebne są dane, których nie mamy np. tzw. kilometraż czy wiele innych-potem oczywiście trzenaba zapłacić myto! A przecież raz na kilka lat trzeba odmalować elewacje, poprawić rynnę albo wymyć okno, które się nie otwiera do środka. My sami nie brudzimy tych elewacji, ktoś te tumany kurzu wzbija!

- W dodatku jakiś „mądrala” wymyślił, że wszystkie ulice od rynku do mostów na rzekach znajdują się w strefie konserwatora zabytków i w przypadku budowy, czy remontu należy uzgodnić to w … Nowym Sączu – tam bowiem znajduje się najbliższe biuro Konserwatora - mówią. - Trzeba przy tym wcześniej uzgodnić termin, bo nie zawsze dana osoba obsługująca naszą miejscowość jest w biurze. Jak wygląda architektoniczna spójność widać gołym okiem, choćby po perełkach: Centrum Informacji Turystycznej zwanym potocznie UFO oraz po kilku innymi „obiektach”, które w żaden sposób nie łączą się z linią zabudowy ani jej charakterem. Jakimi kryteriami podpierają się biurokraci – nie wiadomo - wiadomo jednak, że nie decydują o „swoim” więc im….

W zamian za to, że mieszkańcy nie mogą nic zrobić bez odpowiedniego zezwolenia mają… obowiązek utrzymywania chodnika przed własną nieruchomością mimo, że nie są jego właścicielami. - Darmowe inhalacje przy sprzątaniu… gratis - mówią z przekąsem.

Problem parkowania

- To duży problem, bo od kilku lat zmieniły się przepisy i nie obowiązuje już ten, który mówił, że wystarczy 1,5 metra szerokości dla pieszych aby pozostawić samochód na chodniku - mówią mieszkańcy. - Do egzekwowania przepisów dotyczących parkowania wyznaczona jest Straż Miejska i Policja. Straż przegania potencjalnych chętnych, nawet jeśli ich cel to tylko załadowanie towarów zakupionych w jednym ze sklepów. Tak samo przepędzani są kurierzy, dostawcy i prawie wszyscy, którzy parkują, bo jak sami mówią: tak wygodnie. Nikt z nas nie będzie biegał po paczki na parking w rynku, który jest i tak zajęty w całości i znaleźć tam miejsce to cud! Do innych centrów miast można wjechać do 10 czy nawet 11 przed południem a tutaj do 7 kiedy większość śpi!

Nie wszyscy jednak traktowani są równo przez „zbrojne ramię Burmistrza”. - Samochody luksusowe, limanowskich Vip-ów, prywatne samochody innych funkcjonariuszy, czy też samochody np. TVP robiące wywiady o „mieście” – są traktowane łagodnie - mówią.

Takie traktowanie dziwi mieszkańców.

- Jedni gonieni są kiedy zbyt wolno wyjeżdżają z własnych bram, albo zatrzymują się przed własnym domem aby rozładować zakupione meble. Oficjalnie nie mogą ani zatrzymać się, ani rozładować, jeśli nie mają działalności gospodarczej. A jeśli mają to mogą to zrobić w godz. 17 - 7 rano - o czym informuje znak. Czyli wtedy kiedy… nie pracują. Ale jak żyć?- pytają zdenerwowani kiedy oprócz filtrowania własnymi płucami spalin, codziennego odkurzania parapetów i szyb muszą jak przestępcy uciekać sprzed własnych lub wynajmowanych nieruchomości?

Kiedy miastem zarządzała poprzednia „opcja” związana z Kongregacją Kupiecką – nie było lepiej. - To właśnie wtedy postawiono na chodnikach betonowe socrealistyczne kwietniki, tłumacząc, że kolorowe kwiaty ocieplą wizerunek miasta, a dla właścicieli sklepów pozostaje 5-6 metrów pomiędzy kwietnikami, na które może wjechać samochód dostawczy. Jakimś dziwnym trafem na ul Jana Pawła II zakaz zatrzymywania obowiązuje od skrzyżowania z ul ks. L Kowalskiego . Dlaczego nie od rynku… można się domyślać! A na betonowych donicach ludzie łamali sobie ręce i nogi! Więc szybciutko znikły - wspominają mieszkańcy.

Właściciele sklepów, biur i zakładów usługowych wpłacają skromną kwotę ok 19 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni związanej z działalnością. - To duży zastrzyk do budżetu miasta – w zamian za to musimy łamać prawo i cichaczem zrzucać zaopatrzenia do swoich „biznesów”, aby zarobić na podatki - mówią przedsiębiorcy. - Stalowo-niewzruszone miny miejskich strażników, na których można wyczytać „Dura lex, sed lex” swoją konsekwencją i ”godnościom osobistom” przeganiają wszystkich. Oczywiście w godzinach pracy. Po 15 30 – jest normalnie – kto ma coś do załatwienia – załatwia i odjeżdża.

Chcą działać razem

- Chcemy się zrzeszyć – mówią mieszkańcy ulic Kościuszki, Rynek, Jana Pawła II i Piłsudskiego i razem walczyć o swoje prawa. - Mamy dosyć traktowania przez Straż Miejską i GDDiA jak zło konieczne, które przepędza się albo próbuje oddzielić ekranami i stworzyć getta. Mamy dosyć uprzykrzania i tworzenia warunków, które rujnują nam zdrowie fizyczne i psychiczne. W lecie nie można spać bo tych klika godzin od drugiej w nocy do piątej rano, kiedy jest spokój - to za mało, aby zregenerować system nerwowy. W soboty dochodzi co godzinę kakofonia związana z kolumnami ślubnymi - a przecież jest środek miasta i teoretycznie nie wolno używać klaksonu. Ale kogo to obchodzi, przecież nie policję bo ci prywatnie stają tam gdzie im pasuje... Trudno więc wymagać od innych.

- Życie w centrum to udręka – rano muszę zbierać z dachu samochodu puszki i butelki, które pozostały po nocnych zabawach – i jak na razie jestem zadowolony - samochód nie jest mocno porysowany - skarży się mieszkaniec ul M. Konopnickiej. - Rozpoczyna się dodatkowa atrakcja czyli sezon ścigaczy. To ci inteligentni panowie którzy muszą „wykręcić 9 000 obr./min” aby świat dowiedział się że istnieją!

Do kolejnych problemów które „dobijają” mieszkańców to zamiar budowy kolejnej stacji przekaźnikowej telefonii komórkowej. Tym razem w rejonie ul ks. Kowalskiego.

Zbliżają się wybory, zarówno te lokalne, a później również parlamentarne. - Nie damy się już nabrać na żadną „kiełbasę wyborczą”, na piękne słowa na obietnice w stylu: obwodnica, zalew w Młynem, szybka kolej do Krakowa, czy cisza w mieście - mówią. - Łatwo obiecać! Chcemy żyć w spokoju, bierzemy sprawy w swoje ręce. Jeśli trzeba zrobimy to co w innych miastach poskutkowało - zablokujemy ruch. Dla nas emerytów to nie problem, bo wielu z nas nie pamięta po co wybrało się do sklepu i musimy wrócić do mieszkania aby sobie przypomnieć! Tak to już jest – przywilej wieku! Nie boli, ale ochodzić się trzeba.

Ciekawostka
Kiedy codziennie mieszkańcy przechodzą przez przejście dla pieszych obok Urzędu Miasta zastanawia ich nie tylko smród i hałas, ale też drobny element logiczny: dlaczego od strony Urzędu Miasta przejście dla pieszych jest obniżone ale już od strony „dojonego plebsu” o dziwo nie, czyżby architektoniczny schód? A przecież GDDIA, która zawiaduje pasem drogowym jest organizacją precyzyjną wymagającą od petentów nie tylko logiki, ale też znajomości zagadnień drogowych. - To dlatego pytamy. Dlatego będziemy żądać wielu ułatwień - mówią na koniec.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in