Wilki pod domami. Badaczka nie zostawia złudzeń: To nie one szukają nas, to my je zapraszamy
Ataki na inwentarz, drapieżniki widywane kilkaset metrów od zabudowań w powiecie limanowskim i lęk mieszkańców – temat wilków w Beskidzie Wyspowym i Gorcach wraca nie ginie. Czy faktycznie mamy do czynienia z „krwiożerczą bestią”, która straciła lęk przed człowiekiem? Prof. Sabina Pierużek-Nowak, wybitna badaczka wilczego behawioru, wprost punktuje nasze błędy. Okazuje się, że za obecność drapieżników pod naszymi oknami często odpowiadamy my sami: nieszczelnymi fermami, porzucaną padliną i brakiem wyobraźni. Sprawdź, co tak naprawdę przyciąga wilki w nasze okolice i dlaczego Twój pies w lesie może stać się ich celem.
PAP: Właśnie wraca pani z lasu. Jak wyglądał dzisiejszy dzień pracy z wilkami?
Sabina Pierużek-Nowak: Tropiliśmy wilczą grupę w Lasach Lublinieckich. To była typowa rodzina – osiem osobników: para rodzicielska, dwoje dorosłego potomstwa oraz cztery podrośnięte szczenięta, które mają teraz około dziewięciu miesięcy. Są już bardzo mobilne i regularnie chodzą z dorosłymi na obchody terytorium. To etap intensywnej nauki – młode poznają topografię okolicy i uczą się, jak unikać niebezpieczeństw, takich jak sąsiedztwo ludzi lub obcych wilków.
PAP: Na czym polegają takie obchody?
Zobacz również:S.P.-N.: Dorosłe wilki pokazują młodym granice własnego świata i uczą je znakowania terytorium. Wilki komunikują się głównie zapachem – poprzez mocz, odchody i ślady drapania pazurami w podłożu. To jedyny sposób przekazania obcym wilkom informacji: ten teren jest zajęty. Węchowy system ostrzegania pozwala ograniczyć liczbę bezpośrednich konfliktów z sąsiednimi grupami, choć nie eliminuje ich całkowicie.
PAP: Wilki walczą między sobą?
S.P.-N.: Tak, są silnie terytorialne. Bronią przed obcymi wilkami swoich zasobów pokarmowych i miejsc wychowu młodych. Wielkość terytorium zależy głównie od lesistości terenu i zagęszczenia potencjalnych ofiar. W Polsce to zwykle od 250 do ponad 400 kilometrów kwadratowych. Gdy populacja się stabilizuje i brakuje niezasiedlonych obszarów, konflikty narastają, a zapachowe sygnały przestają wystarczać.
PAP: Kto w takich konfliktach ginie najczęściej?
S.P.-N.: Najczęściej dorosłe osobniki, zwłaszcza para rodzicielska. To ona bierze na siebie ciężar obrony terytorium. Badania z Parku Narodowego Yellowstone pokazują, że nawet połowa dorosłych wilków ginie w wyniku konfliktów międzygrupowych. To ogromne zagrożenie dla przetrwania rodziny.
PAP: Co dzieje się wtedy z młodymi?
S.P.-N.: Pozbawione opieki młode opuszczają rodzinne terytorium i podejmują wędrówkę w poszukiwaniu nowego obszaru do życia, a z czasem też partnera. To najniebezpieczniejszy etap ich życia. Trafiają do obcego środowiska, często silnie pofragmentowanego przez ruchliwe drogi i zabudowę. Bardzo duża część młodych wilków ginie pod kołami samochodów. Właściwie codziennie otrzymujemy informacje o martwych wilkach na drogach. Są dni, że o kilku.
PAP: Czy drogi stały się dziś jednym z głównych zagrożeń?
S.P.-N.: Zdecydowanie tak. Dawniej były nimi obce wilki i choroby. Dziś presja infrastrukturalna, rozwój sieci drogowej i nieciągłość korytarzy ekologicznych sprawiają, że śmiertelność związana z działalnością człowieka bywa wyższa niż ta wynikająca z naturalnych procesów.
PAP: Ile wilków żyje obecnie w Polsce?
S.P.-N.: Nie da się policzyć ich w prosty sposób. To zwierzęta skryte, nocne, wychowujące młode w norach ukrytych w leśnych ostępach. Pełna inwentaryzacja wymagałaby długiej, śnieżnej zimy, ogromnych nakładów finansowych, zaangażowania setek ludzi i sprzętu. Dziś kosztowałoby to wiele milionów złotych, na które nie stać budżetu ochrony przyrody. Dlatego lepiej zapytać, czy wilki spełniają swoją funkcję ekologiczną i ile faktycznie jest z nimi problemów.
PAP: Jaką rolę pełnią w ekosystemie?
S.P.-N.: Obniżają liczebność jeleni, saren i dzików, co realnie zmniejsza szkody w lasach i rolnictwie. Odgrywają też istotną rolę w ograniczaniu ASF, ponieważ zjadają chore i padłe dziki, ograniczając krążenie wirusa w środowisku. To tylko niektóre konkretne, mierzalne korzyści.
PAP: A szkody wyrządzane przez wilki hodowcom?
S.P.-N.: W 2023 roku było to około trzech tysięcy zwierząt gospodarskich, w tym około 350 sztuk bydła i 1400 owiec. To odpowiednio 0,08 proc. wszystkich upadków bydła i 2–3 proc. śmiertelności owiec. Śmiertelność cieląt i jagniąt z powodu chorób i złych warunków utrzymania jest wielokrotnie wyższa. Polska ma jeden z najstarszych i najlepiej działających systemów odszkodowań w Europie.
PAP: Mimo to temat wilków wraca w mediach.
S.P.-N.: Jest nośny. Hasło „wilk atakuje” zapewnia klikalność. Rzadko natomiast mówi się o tym, co faktycznie przyciąga wilki w pobliże zabudowań.
PAP: Co jest tym czynnikiem?
S.P.-N.: Jedzenie – przede wszystkim padlina. Nieszczelne fermy drobiu, źle zabezpieczone odpady mięsne, nielegalnie porzucane martwe zwierzęta gospodarskie. To problem ogólnopolski, szczególnie w regionach intensywnej hodowli drobiu. Wilki mają doskonały węch i idą tam, gdzie wyczuwają pokarm. Ich obecność w pobliżu wsi jest często wskaźnikiem zaniedbań w gospodarowaniu niebezpiecznymi odpadami.
PAP: W debacie publicznej mówi się czasem, że wilki przyzwyczajają się do ludzi.
S.P.-N.: W zatłoczonej Europie wszystkie dzikie zwierzęta, żeby przetrwać, muszą do pewnego stopnia tolerować sąsiedztwo ludzi. Dzięki temu korzystają też z zasobów pokarmowych towarzyszących człowiekowi, jak uprawy rolne i sady, ale też niezabezpieczone odpady żywności czy padlina. U wilków, szczególnie młodych, może to prowadzić do uzależnienia pokarmowego, co wiąże się ze zmniejszoną obawą w stosunku do ludzi, postrzeganych jako źródło takiego łatwo dostępnego pokarmu. To nie jest wina zwierzęcia, lecz efekt ludzkich zaniedbań i braku wyobraźni – celowego dokarmiania, pozostawiania padliny, resztek mięsa czy karmy dla zwierząt.
PAP: Czyli wilk nie szuka kontaktu z człowiekiem?
S.P.-N.: Nie. Szuka łatwo dostępnego jedzenia. Gdy źródło takiego pożywienia znika, wilki bardzo szybko wracają do polowań na dzikie ofiary. Dlatego kluczowe jest usuwanie przyczyn, a nie reagowanie wyłącznie na skutki.
PAP: W Polsce wydaje się zgody na odstrzał wilków.
S.P.-N.: W 2024 roku wydano 98 takich zgód, faktycznie odstrzelono około 20 wilków. Najczęściej dotyczy to osobników chorych, np. na świerzb lub czyniących regularne szkody w inwentarzu. Odstrzał z drugiego powodu nie jest gwarantem ustania ataków na długi czas, po kilku miesiącach nowe wilki zasiedlą opustoszałe terytorium i jeśli hodowcy nie wdrożyli skutecznych metod ochrony inwentarza, problem szkód pojawi się ponownie.
PAP: Czy wilki są zagrożeniem dla ludzi?
S.P.-N.: Dziki wilk nie ma powodu ani odwagi, by zaatakować człowieka. Udokumentowane naukowo nieliczne przypadki dotyczyły zwierząt celowo dokarmianych lub wychowanych przez ludzi.
PAP: A psy w lesie?
S.P.-N.: Pies powinien być zawsze prowadzony na smyczy. Dla wilków pies to intruz, obcy wilk w ich rodzinnym terytorium. Luzem puszczony pies ma niewielkie szanse na wyjście bez szwanku ze spotkania z drapieżnikami, szczególnie gdy żeruje na ich zdobyczy lub zbliża się do szczeniąt. Wilki potrafią wytropić psiego intruza po wielu dniach.
PAP: Jak skutecznie chronić zwierzęta gospodarskie?
S.P.-N.: Skuteczne metody to psy stróżujące, fladry i pastuchy elektryczne. Warunkiem jest ich prawidłowe i konsekwentne stosowanie, najlepiej łączyć metody. Ogrodzenia siatkowe nie działają, bo wilki potrafią się pod nimi podkopywać lub po nich wspinać.
PAP: Pani zdaniem wilki są dziś realnym problemem?
S.P.-N.: Są znacznie mniejszym problemem niż chaos przestrzenny, drogi i niewłaściwe gospodarowanie odpadami. To my, ludzie, prowokujemy większość konfliktów.
Mira Suchodolska (PAP)
Może Cię zaciekawić
Wymusił pierwszeństwo i posłał motocyklistę do szpitala
W poniedziałek (5 października) około godziny 11:20 na drodze wojewódzkiej nr 965 w Młynnem na terenie gminy Limanowa. doszło do zderz...
Czytaj więcejDanuta Pach zaginęła w Limanowej. Policja prosi o pomoc
Zespół do spraw Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Limanowej prowadzi poszukiwania Danuty Pach, o...
Czytaj więcejPod torami zamiast przez tory
Przejście dla pieszych przez tory kolejowe przy ul. Kolejowej w Limanowej zostało zlikwidowane. W jego miejsce uruchomiono przejście podziemne. O z...
Czytaj więcejTrwa obława. Policja szuka syna zamordowanej 73-latki
We wtorek (6 października) około godziny 11 chrzanowscy policjanci dostali zgłoszenie o znalezieniu zwłok 73-letniej kobiety. Ciało leżało w je...
Czytaj więcejSport
Udany występ na Mistrzostwach Młodzików
Dwa medale w MMM zdobył Bartłomiej Zelek i to była spora niespodzianka. Drugie miejsce w biegu sprinterskim i brązowy medal w bardzo trudny...
Czytaj więcejBlisko 7,5 tys. uczniów rywalizowało w zawodach szkolnych. Podsumowanie roku.
W ramach całorocznej rywalizacji przeprowadzono 120 finałów powiatowych Igrzysk Dzieci, Igrzysk Młodzieży Szkolnej oraz Licealiady. Podczas po...
Czytaj więcejZmiana trenera w Sandecji. Klub nadal chce awansu do I ligi
Decyzję o rozstaniu ze Smalcem władze Sandecji podjęły po sobotnim meczu z Lechią Zielona Góra. Sądeczanie przegrali na własnym stadionie ...
Czytaj więcejFatalna niedziela w V lidze
TURBACZ MSZANA DOLNA – GRÓD PODEGRODZIE 0:3 (0:0) 0:1 Mlonzi 49, 0:2 Basta 55, 0:3 Kumor 58. TURBACZ: Kordeczka – Hanusiak, Piekarczyk...
Czytaj więcejPozostałe
Areszt po śmiertelnym potrąceniu. 21-latek w rok dostał 3 mandaty za prędkość
21-latek, który w sobotę (3 października) potrącił 50-letniego pieszego w Nowym Sączu, usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmier...
Czytaj więcejDach nad boiskiem - po prawie dwóch latach
Wczoraj (5 października) otwarto zadaszenie boiska wielofunkcyjnego przy Szkole Podstawowej nr 2 w Limanowej. Urząd Miasta Limanowa w relacji na Fac...
Czytaj więcejMost po remoncie, 95 proc. kosztów pokryła firma PORR S.A.
Na koniec września dokonano odbioru końcowego prac przy remoncie mostu na granicy Mszany Górnej i Łostówki. Obiekt znajduje się w rejonie skrzyÅ...
Czytaj więcejGdy zabrzmi alarm
W niedzielę (4 października) odbyło się szkolenie z obrony cywilnej pod tytułem „Poradnik bezpieczeństwa i sygnały alarmowe". Poprowadził je...
Czytaj więcej






Komentarze (13)
Jeszcze 50 lat temu pokolenie naszych dziadków wykorzystywało do celów rolniczych prawie wszystkie polany w okolicznych lasach. Polana na Ćwilinie, Mogielicy czy Jasieniu była regularnie wypasana, była też koszona tzw. 'psiora".
Dziś została garstka ludzi którzy mają gospodarstwa. Krowy i owce są coraz rzadszym widokiem, a do celów rolniczych wykorzystuje się tylko łąki "na dole" czyli pod lasem. Ludzie zeszli na dół a drapieżniki idą za nami bo tam gdzie ludzie tam możliwy łatwiejszy łup.
Więc teza, że my tam wchodzimy jest oczywiście błędna.
Rolnicy dbają tak jak zawsze, skoro wilki zaczęły się pojawiać w ostatnich latach to znaczy że coś się zmieniło, jest ich więcej.
Temat dyskusji jest zupełnie inny, nikt wilków się nie boi, to wilki boją się ludzi.
Nie damy sobie tylko wody z mózgu zrobić że to przez człowieka wilki atakują zwierzęta domowe.
Jak tu już ktoś napisał dawniej wyruszano z owcami na wiosnę w góry a wracano na jesień. Człowiek od dziesięcioleci zszedł z gór w doliny.
To nie wilkom zmniejszył się rewir a człowiekowi.
Więcej czytać i się uczyć, może coś do głowy wejdzie.