Niedziela, 25 września
Aurelia, Władysław, Kleofas, Kamila

Kobieta przypadkowym ściegiem

26.09.2009 19:24:42 JOMB 1 7459

Delikatny czekoladowy jedwab miękko opływa ciało. Aksamitny materiał subtelnym dotykiem muska piersi i biodra. Wycięcie na plecach ponętnie odsłania łopatki. Całość czule dopełniają pieszczące falbanki. Losowa sukienka z finału konkursu „Czekoladowy Glamour”. Zmysłowy projekt Anny Wrony pochodzącej z Limanowej.

Łańcuszek
Kończyła studia na Akademii Ekonomicznej, gdy przypadkowo natknęła się na ofertę Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie. Tego samego dnia zadzwoniła, zarezerwowała miejsce, złożyła podanie, wpłaciła wpisowe. Wcześniej ubłagała sekretarki, żeby ją przyjęły, chociaż był czerwiec a zapisy prowadzono dopiero od sierpnia.
Początkowo nie mogła się odnaleźć.  Ona – starsza, już po studiach. Oni – w większości dopiero po liceum. Ona – w eleganckim kostiumie i szpilkach. Oni – w szokujących szerokich spodniach po babci, z irokezem na głowie. Ona – wiedziona tylko impulsem, że chce zająć się modą. Oni – z planami snutymi od dzieciństwa, po szkołach plastycznych, z doświadczeniem w szyciu, rysowaniu.
Musiała wiele nadrobić, wiele się nauczyć. Malując martwe natury rzucała ze zniechęceniem pędzlami. Nierówne ściegi, chaotyczne szwy irytowały. Prawie trzy lata w innym świecie, ale przecież w świecie, w którym intuicyjnie chciała się znaleźć.

 

Nabieranie oczek
W dzieciństwie nie szyła ubranek dla lalek, nie siedziała przy maszynie. Co najwyżej ubierała papierowe laleczki w wycinane papierowe sukieneczki. I jeszcze rysowała. Najchętniej w zeszycie do chemii. Kilka kresek i już jakaś postać, poza. Do tego kilka pociągnięć piórem i nagość zostawała okryta, czy może właśnie odkryta.

 

Plecionka krzyżykowa
Świat pokazów mody kojarzy się z pięknem, wytwornością, przepychem, wszystko oczywiście w świetle jupiterów. A tu codzienność - ciężka praca, chaos i ogromne koszty. Żeby przygotować skromny pokaz, trzeba uszyć kolekcję, a więc zainwestować w materiały i dodatki, opłacić szwalnię, później wynająć modelki, oświetleniowca i fotografa. To oczywiście wydatki, które niekoniecznie się zwracają. Bo kolekcja może mieć nabywców, ale nie musi. Trzeba mieć szczęście.
Skończyła zatem szkołę projektowania i … zajęła się marketingiem, który wcześniej studiowała.
- Mam wiele znajomych, którzy otworzyli swoje butiki. Wynajęli lokale, zadbali o wystrój, przygotowali kolekcje, otworzyli drzwi i czekali na klientów. Po roku trzeba było je zamknąć. Ja podeszłam do sprawy od strony ekonomicznej. Zrobiłam analizę finansową i stwierdziłam, że to się nie kalkuluje.
Pracowała więc w dziale marketingu, pracowała jako grafik komputerowy. A gdy uzbierała trochę funduszy, przygotowywała kolekcję. Pokazy organizowała razem z koleżanką w restauracjach i klubach krakowskich.

 

Fastryga
-  Jak projektuję? Słucham muzyki, ona podsuwa mi pomysły. Innym razem dotykam tkaniny, czuję jej fakturę, instynktownie przewiduję do jakiej formy pasuje, jak będzie się układać. Albo rysowanie zaczynam od postaci. Maluję model w jakiejś pozie i próbuję sobie wyobrazić, w co bym tę osobę ubrała, co do niej pasuje.

 

Ścieg przed igłą
W marcu szkoła przysłała maila z informacją o stażu w portugalskiej firmie odzieżowej. Poszła na rozmowę, tak z ciekawości, przypadkowo. Została przyjęta. Z kolegą z Katowic pojechała do Portugalii. Firma chciała rozszerzyć działalność na inne kraje, w tym na Polskę. Ania miała się zająć stroną projektową – opracowaniem kolekcji, zorganizowaniem produkcji.
- Fajne doświadczenie, niestety krótkie. Firmie nie odpowiadały polskie warunki i wysokie koszty produkcji. Zresztą firma nie jest jeszcze znana w Europie. Poza tym jej propozycje nie do końca odpowiadają naszym gustom. Różowy dresik w kwiatuszki jako strój wyjściowy - to nie nasz polski styl.

 

Ząbki
- Uwielbiam obserwować ludzi na ulicy. Kraków jest do tego doskonały. Tam jest przekrój osobowości z różnych środowisk, ludzie ze świata artystycznego. Czuję sympatię do tych, którzy nie przejmują się opinią innych, są śmiali, ubierają się tak, bo tak czują. Czasem idę ulicą i widzę kogoś, kto coś z czymś zaskakująco połączył i …aż zamieram z zachwytu!

 

Splot pętelkowy
Wróciła z Portugalii. Przypadkowo dowiedziała się od koleżanki o prestiżowym konkursie „Czekoladowy Glamour” organizowanym przez Dom Mody Forget-me-Not. Jakieś pomysły chodziły jej po głowie, ale wszystko było niekonkretne, płynne. W piątek upływał termin składania projektów. W piątek wyjeżdżała na wakacje. Dzień wcześniej zadzwoniła mama: Narysuj coś. To cię nic nie kosztuje. Będziesz miała spokojne sumienie, że spróbowałaś.
Więc spróbowała. Zamknęła się w pokoju, puściła głośno muzykę i zaczęła coś rysować. Pierwszy projekt był męczarnią. Czekoladowe kolory. Sukienka. Coś oryginalnego. Coś retro. Drugi rysunek i … później samo poszło. Siedem projektów w jedną noc. Wszystko wysłała mailem, przekonana, że i tak nic z tego nie będzie. I pojechała na wakacje.

 

Haft właściwy
Uwielbia czekoladę. Każda sukienka była więc czekoladką z pudełeczka. Każda o innym smaku. Każda z innym nadzieniem – falbankami, wachlarzami. Do tego kobieca, delikatna, podkreślająca kształty, lejąca się, pieszcząca ciało. W rytmie tanga…

 

Półsłupek
Dostała maila. Spośród przysłanych kolekcji ponad stu osób wybrano pięć. W tym jej!
- Początkowo kolekcja zmierzała w kierunku teatralnym. Obie z właścicielką Domu Mody w Warszawie lubimy prostą elegancję, więc zaraz po konsultacjach, odrobinę zmieniłam projekty. Stąd sukienki, które może nie zadziwiają formą ale nadają się od razu do noszenia i są bardzo kobiece.

 

Obdzierganie
W czasie pokazu jest stres i adrenalina. Na przebranie modelka ma pół minuty. Wpada za kulisy. Zrzuca wszystko. Biegnie do następnego przebrania. A projektantka szybko dogląda. Dopina. Poprawia. Maksymalny pośpiech.

 

I słupek
Była wielka gala New Look Design 2008 w hotelu InterContinental w Warszawie. Były reflektory, dynamiczna muzyka, modelki na wybiegu, błysk reporterskich fleszy, gwiazdy zasiadające wśród publiczności.
- Było fajnie – krótko podsumowuje Anna Wrona – jedna z pięciu finalistek.
Po konkursie firma sponsorska zabrała projekty i kolekcje na własność.

 

Jersey
- W Polsce jest jeszcze bardzo ciężko w branży mody. Zwłaszcza zaraz po szkole. Konkursy bardzo pomagają. Gdzieś można zostać zauważonym. Nie jest się już osobą anonimową. Ma się większe szanse.

 

Stębnówka
W Lublinie co roku organizowana jest Gala Młodych Polskich Projektantów Prowokacje. Traf chciał, że dowiedziała się o możliwości wystawienia kolekcji. „Prowokacje”  mają zaskakiwać. Dawniej odsłaniano kobiecą pierś czy pośladek - to szokowało. Teraz zadziwia się materiałem, formą, przeznaczeniem.
- Bardzo podobała mi się ubiegłoroczna kolekcja „Kawa czy herbata”. Wszystko wyszywane było ziarenkami kawy i torebkami herbaty. Z daleka wyglądały jak kamienie szlachetne.
Ania wymyśliła sukienkę, którą wdzięcznie nazywa - „kobieta kryzysowa”. To jeden model, który można upinać na wiele sposobów. Idealne rozwiązanie w dobie kryzysu. Kobieta jest istotą zmienną. Bywa spokojna elegancka, by za moment zmienić się w drapieżną kotkę, a po chwili stać się delikatną dziewczynką. Dlatego sukienka daje możliwość dostosowania do aktualnego stanu emocjonalnego, czy do okazji. Stąd w projekcie 30 zatrzasków, kilkanaście zamków. Można dopinać, przepinać, zmieniać. Co najmniej dziewięć odsłon jednej sukienki, która prowokuje nie formą wizualną ale pomysłem.

 

Przeplatanka
Sama lubi kreacje przede wszystkim wygodne. Do tego kolorowe. Kocha buty i torebki. Czasem zakłada rzeczy, które nie zawsze do siebie pasują. Taka losowa zabawa strojem daje jej pozytywną energię. Ale na co dzień ceni jeansy. Ze strojem szaleje w lecie. W zimie jest ciepłolubnym niedźwiadkiem. Zamyka się w ciepłej norce, przy kominku i nie przejmuje się tym, jak wygląda.

 

Ścieg za igłą
- Marzę o własnym butiku. Chcę projektować stroje, które będą się podobać a przede wszystkim będą dodawać uroku osobie, która je nosi. Jeśli kobieta poczuje się w kreacji wyjątkowo, wtedy projekt spełni swoje zadanie.

 

Na okrętkę
„O kobiety, kobiety – powiedział Szekspir, i źle powiedział. Należało powiedzieć: ach, wy kobiety, kobiety!” (Antoni Czechow)

 

Fot. Archiwum A.Wrony
 

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in