28°   dziś 24°   jutro
Czwartek, 20 sierpnia Bernard, Samuel, Sobiesław, Sabina

„Dostałeś swoje góry”. Wzruszające pożegnanie ppor. Józefa Kowalczyka przez australijskich opiekunów

Opublikowano  Zaktualizowano 
1 812

W wieku 102 lat zmarł ppor. Józef Kowalczyk, pochodzący z Lubomierza (gm. Mszana Dolna) bohater spod Monte Cassino. Jego powrót do ojczyzny nie byłby możliwy bez gigantycznej, trwającej dwa lata walki z urzędniczą machiną. Dziś, w poruszających słowach, żegna go Melanie Payne – osoba, która rzuciła wyzwanie biurokracji, by spełnić ostatnie marzenie starego żołnierza.

Walka o godność wbrew systemowi

Historia powrotu ppor. Kowalczyka to gotowy scenariusz na film, ale i dowód na to, jak bezduszny potrafi być system opieki. Po poważnym wypadku w 2015 roku w Sydney, weteran trafił do australijskiego domu opieki. Instytucje zamierzały go tam zatrzymać, odbierając mu możliwość zarządzania własnymi finansami i swobodnego podróżowania. Z pomocą przyszli Melanie Payne oraz jej ówczesny partner, Mateusz Otrębiak.

Rozpoczęła się mordercza batalia:

  • Sądowa batalia: Dwa lata przepychanek z urzędami i sądami, by uzyskać prawne zwierzchnictwo nad 92-letnim wówczas mężczyzną.

  • Wsparcie prawne: Wygrana, wbrew wszelkim przeciwnościom, nie byłaby możliwa bez prawnika Stephena Menziesa, który walczył o weterana z równą determinacją co jego opiekunowie.

  • Siła społeczności: Kampania na rzecz weterana prowadzona była m.in. na facebookowym profilu "Jozef's Final Wish" (utworzonym 25 lutego 2017 roku). Sprawę szeroko opisywaliśmy również na łamach Limanowa.in, starając się zwrócić uwagę decydentów.

Gdy urzędnicy mówili "nie", oni zrobili swoje

Warto przypomnieć, że w tamtym czasie polskie MSZ rozkładało ręce, twierdząc, że stan zdrowia weterana wyklucza podróż do kraju. Oddolni społecznicy udowodnili, że urzędnicy się mylili. W lipcu 2018 roku ppor. Kowalczyk wylądował w Balicach, po czym zamieszkał w Orawce, w rodzinnym domu Mateusza Otrębiaka.

W swoim pożegnalnym wpisie Melanie Payne kieruje szczególne słowa uznania do rodziców Mateusza:

„Otworzyli swój dom i serca dla nieznajomego – starszego człowieka, który potrzebował całodobowej opieki i miłości. Dawali mu ją bez wahania przez osiem lat, aż do jego ostatniego dnia. To rodzaj bezinteresownej hojności, o której większość ludzi tylko mówi, a oni wcielili ją w życie”.

Blichtr, medale i to, co najważniejsze

Gdy weteran był już bezpieczny w Polsce, a "niemożliwe" stało się faktem, jego historia przyciągnęła uwagę państwowych dygnitarzy.

  • Powstał nagradzany film dokumentalny o jego losach.

  • Odwiedzili go Prezydent RP oraz Minister Spraw Zagranicznych.

  • Otrzymał zaległe medale.

Niestety, później przyszły też prozaiczne problemy, jak choćby anulowanie emerytury przez australijską agencję Centrelink w 2023 roku, z czym znów musiała walczyć rodzina Otrębiaków.

Jak celnie zauważa autorka wpisu, samego ppor. Józefa Kowalczyka państwowe zaszczyty zupełnie nie interesowały. Najważniejsze było dla niego to, że budząc się rano, mógł znów spojrzeć na polskie góry, za którymi tęsknił przez dekady emigracji.

„Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu zrobię coś, co będzie miało takie znaczenie jak to, że ten 92-letni człowiek nie umarł bez ponownego zobaczenia swoich gór” – wyznaje autorka wpisu. Kończy go krótkim, poruszającym pożegnaniem: „Żegnaj, Józefie, mój stary przyjacielu. Dostałeś swoje góry. Mam nadzieję, że były wszystkim, co zapamiętałeś”.

Ostatnie pożegnanie

Ppor. Józef Kowalczyk przeżył 102 lata. Był ostatnim żyjącym w Polsce żołnierzem 12. Pułku Ułanów Podolskich, który brał udział w bitwie o Monte Cassino.

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w środę, 21 sierpnia, w kościele parafialnym w Orawce. Początek o godzinie 11:30.

Post ze zdjęciami opublikowany na 101 urodziny ppor. Józefa Kowalczyka:



Poniżej pełny wpis autorki profilu: 

Spoczywaj w pokoju, Józefie.

Józef odszedł wczoraj – miał 102 lata.

Dziesięć lat temu, mój były partner Mateusz i ja spędziliśmy dwa lata na walce — z papierologią, sądami, biurokracją, z tym wszystkim — aby zostać prawnymi opiekunami 92-letniego weterana II wojny światowej, którego „system” chciał trzymać w zamknięciu w domu opieki w Australii. Jedyne, czego pragnął, ta jedna jedyna rzecz, to zobaczyć góry Polski, swojej ojczyzny, jeszcze raz przed śmiercią.

Wygraliśmy wbrew wszelkim przeciwnościom. Nigdy byśmy tego nie osiągnęli bez Stephena Menziesa, prawnika, który walczył w tej sprawie u naszego boku tak, jakby zależało mu na tym równie mocno jak nam. Stephen również podarował Józefowi jego góry, na swój własny sposób, i nigdy mu tego nie zapomnę.

Wrócił do domu. Przez osiem lat mieszkał z rodziną Otrębiaków, w pokoju, w którym każdego ranka mógł otworzyć oczy i spojrzeć prosto na góry, których – jak myślał – nigdy więcej nie zobaczy.

Muszę w tym miejscu powiedzieć coś o rodzicach Mateusza. Otworzyli swój dom i serca dla nieznajomego — starszego człowieka, który potrzebował całodobowej miłości i opieki. Dawali mu to bez wahania, przez osiem lat, aż do jego ostatniego dnia. To rodzaj bezinteresownej hojności, o której większość ludzi tylko mówi, a oni wcielili ją w życie. Będę im za to wdzięczna do końca moich dni. Ich dobroć jest niezmierzona, a ostatnie lata Józefa, spokój i miłość w nich zawarte, istniały dzięki nim.

Wciąż brakuje mi słów na to, co wydarzyło się później. Przekształciło się to w ogromną międzynarodową historię — film dokumentalny, który zdobył główną nagrodę na polskim festiwalu filmowym, osobistą wizytę Prezydenta RP oraz Ministra Spraw Zagranicznych, medale i odznaczenia, na które zasłużył jako młody człowiek, a które w końcu trafiły do jego rąk, w domu, tam, gdzie powinny były trafić kilkadziesiąt lat wcześniej. Nie żeby Józefa cokolwiek z tego obchodziło...

Dwa lata to mnóstwo czasu, by trzymać się kurczowo czegoś, co w każdym momencie mogło zakończyć się fiaskiem. Myślę o tym, że mogłam być jedną z osób, które zadbały o to, by 92-letni mężczyzna nie umarł bez ponownego zobaczenia swoich gór. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu zrobię coś, co będzie miało tak wielkie znaczenie, jak to.

Dziękuję wszystkim w tej grupie, którzy śledzili jego historię, którym zależało na powrocie nieznajomego do domu, którzy rozumieli, dlaczego to miało znaczenie.

Żegnaj, Józefie, mój stary przyjacielu. Dostałeś swoje góry. Mam nadzieję, że były wszystkim, co zapamiętałeś.


Komentarze (1)

wlk219
2026-08-20 09:33:53
0 0
Gdyby nie determinacja przyjaciół to by się ten powrót do Ojczyzny nie udał.
Odwiedziny Prezydenta i Ministra były pod publikę .
Gdzie byli wcześniej , wiadomo czym się ówczesna władza zajmowała ?
Odpowiedz
Zgłoszenie komentarza
Komentarz który zgłaszasz:
"„Dostałeś swoje góry”. Wzruszające pożegnanie ppor. Józefa Kowalczyka przez australijskich opiekunów"
Komentarz który zgłaszasz:
Adres
Pole nie możę być puste
Powód zgłoszenia
Pole nie możę być puste
Anuluj
Dodaj odpowiedź do komentarza:
Anuluj

Może Cię zaciekawić

Sport

Pozostałe

Twój news: przyślij do nas zdjęcia lub film na kontakt@limanowa.in