Niedziela, 25 września
Aurelia, Władysław, Kleofas, Kamila

Codzienna walka z głodem

19.10.2009 17:03:56 5 5485

Beata Obrzud: - Pewnego razu do apteki przyszło starsze małżeństwo i za leki zapłacili nam nadgryzioną kukurydzą. Nie miał to większego znaczenia, bo towary później i tak są rozdawane najbiedniejszym.

W Tymbarku odbywa się zbiórka pieniędzy na misje. Tutejsza parafia może pochwalić jedną z największych grup misjonarzy w całym regionie. Zebrane kwoty trafią m.in. do Togo. Pracuje tam misjonarka świecka Beata Obrzud z Piekiełka. Trzy lata temu zrezygnowała ze stałej pracy, pożegnała się z rodziną i postanowiła zostać świecką misjonarką. Dla wielu jej znajomych to był duży szok. Młoda wykształcona 29-letnia nauczycielka zdecydowała się na wyjazd w nieznane do Afryki by nieść pomoc biednym ludziom.

Dorastanie do misji

Beata Obrzud od dzieciństwa zaangażowana była w działalność misyjną. Brała udział w różnych spotkaniach, zbiórkach i kwestach. W tym celu jako wolontariusz wyjeżdżała również na misyjne akcje do Warszawy. Parafia Tymbark, w której się wychowywała słynie z wielu księży misjonarzy. Z pobliskiego Podłopienia pochodził m.in. ks. Andrzej Kurek, który pracował na misjach w Kongo (zmarł po ciężkiej chorobie w 2006 roku). Beata Obrzud od wielu lat miała ścisły kontakt ze Stowarzyszeniem Misji Afrykańskich. Tuż przed decyzją o wyjeździe do Togo pojawiła się również propozycja z Diecezji Tarnowskiej odnośnie misji w Republice Środkowej Afryki. – Od trzech lat uczyłam w Krakowie katechezy – opowiadała dla Dziennika Polskiego o swojej decyzji Beata Obrzud, w czasie swojego urlopu, który spędziła w Poslce. – Brałam udział w różnych akcjach na rzecz misji. Jednak w pewnym momencie chciałam zrobić coś więcej. Nigdy nie myślałam o tym żeby jeździć super samochodem, mieć wielki piękny dom i pieniądze na każdą zachciankę. Chciałam spróbować czegoś nowego, fascynującego, co dawało mi sporo radości. Republikę Środkowej Afryki odrzuciłam ze względu na niestabilną sytuację w tym kraju. Wówczas nie byłam gotowa na tak trudne wyzwanie.

Trudna decyzja

Niełatwo było podjąć decyzję o wyjeździe. Beata Obrzud miała stałą pracę jako nauczycielka religii w Gimnazjum nr 7 w Krakowie. Nawet wśród niektórych kapłanów decyzja młodej świeckiej dziewczyny o zerwaniu z dotychczasowym życiem i poświęcenie się misji w Afryce budziło duże obawy. - Myślę, że wszyscy, którzy mnie znali przyzwyczajali się do moich planów związanych z misjami. Wreszcie nadeszła chwila kiedy mogłam moje zamiary urzeczywistnić. Oczywiście przez chwilę się wahałam. Wiedziałam, że moje życie prywatne zupełnie się zmieni. Poza tym wyjazd do dalekiego kraju niósł w sobie dreszczyk emocji. Mój tato od razu zaakceptował taką decyzję. Od dawna prowadził Różę Misyjną, więc podszedł do tematu bardzo przychylnie. Natomiast mama była zdecydowanie przeciwna. Bała się o mnie i nie chciała słyszeć o realizacji moich planów. W 2005 roku zmarł mój ojciec i wydawało się, że moja mama tym bardziej będzie za wszelką cenę chciała zatrzymać mnie jak najbliżej siebie. Tymczasem kilka miesięcy później w czasie wigilii, gdy składaliśmy sobie życzenia mama powiedziała, że jak już koniecznie chcę to mogę jechać. Byłam wtedy zaskoczona, ale bardzo się cieszyłam. Nie chciałam robić nic wbrew jej woli. Zgodziła się bo myślała, że jak zobaczę jak tam jest to po paru tygodniach wrócę do Polski. Mama nie zostawała sama, mam czworo rodzeństwa.

Z Piekiełka na Czarny Ląd

Beata Obrzud w drodze do Afryki po raz pierwszy leciała samolotem, co już było dla niej wystarczająco dużym wrażeniem. To był listopad 2006 roku. Gdy misjonarka z Piekiełka wyruszała do Togo, w Polsce było bardzo zimno. Podróż z międzylądowaniem w Paryżu trwał cały dzień. Około godziny 20 samolot wylądował na lotnisku w stolicy Togo, Lome. – O tej porze jest tam już bardzo ciemno – wspominała Beata Obrzud. – Zmrok zapada około godz. 18. Oczywiście czułam wielką obawę. Byłam tak bardzo daleko od domu. Na innym kontynencie w kraju, o którym trochę czytałam przed wyjazdem. Od razu dała mi się odczuć duża różnica temperatur. Mimo późnej pory w Togo było ponad 20 stopni. Wszelkie sprawy formalne załatwiał ks. Łukasz Kobielus, który niejako przygotował mój wyjazd. Na ulicach Lome było pełno ludzi. Większość z nich miała przy sobie niewielkie lampki oświetlające im drogę. Wieczorami miasto zaczyna tam tętnic życiem. W stolicy byłam jeden dzień. Następnie udałam się na placówkę misyjną do wioski Saude, która od Lome oddalona jest około 500 km.

Praca w aptece

Przed Beatą Obrzud postawiono zadanie prowadzenie apteki. Nie miała żadnego wykształcenia w tym kierunku. Wzięła jedynie udział w kursie Medycyny Tropikalnej w Poznaniu. Poza tym jej znajomość języka francuskiego (język urzędowy w Togo) ograniczała się tylko do czteroletniej nauki w Liceum Ogólnokształcącym. W Saude oprócz polskiego księdza była również misjonarka świecka z Braniewa. – Na początku prowadzenie apteki było bardzo trudne. Miałam kłopoty ze zrozumieniem odwiedzających nas pacjentów, a jeszcze musiałam odczytać receptę i sprzedać im odpowiedni lek. Na misjach przyjęta jest zasada, że mieszkańcy Saude muszą płacić za lekarstwa. Jeśli są biedni to przynoszą przynajmniej jakąś drobnostkę. Nie możemy im dawać lekarstw zupełnie za darmo. Ludzie w Togo uważają że biały człowiek ma pieniądze i powinien je im dać. Od pewnego czasu walczymy z taką mentalnością. Chociaż czasami na prawdę trudno jest cokolwiek od nich zabrać. Pewnego razu do apteki przyszło starsze małżeństwo i za leki zapłacili nam nadgryzioną kukurydzą. Zresztą zebrane towary później i tak są w większości rozdawane najbiedniejszym. Na przełomie lutego i marca jest bardzo ciężko. Wtedy kończą się zapasy kukurydzy.

Życie codzienne

Świecka misjonarka ma w Togo sporo pracy. Około 30 procent mieszkańców tego kraju to chrześcijanie. Większość jest wyznawcami religii tradycyjnych, którzy przez misyjną działalność czują dużą więź z kościołem katolickim. W Togo w porównaniu do innych krajów afrykańskich pod względem politycznym jest względna stabilizacja. Dużym problemem tego kraju jest potężne zróżnicowanie majątkowe. Obok ubogich prymitywnych chatek powstają bogate wille elity mającej wpływ na władzę. – Poza wioską biali ludzie to spora atrakcja dla tutejszych mieszkańców. Zwracają na nas uwagę na każdym kroku. W Saude jesteśmy oczywiście kojarzone z kościołem no i apteką, która odgrywa w wiosce bardzo duże znaczenie. Nie znalazłam się w czasie mojego pobytu w Togo w jakimś dużym zagrożeniu. Dla tutejszych mieszkańców biały człowiek to Francuz albo Amerykanin. O Polsce wiedzą niewiele. Starsi ludzie najczęściej kojarzą nasz kraj tylko z Janem Pawłem II. Młodzież ma trochę więcej informacji. Na lekcjach historii uczą się o Polsce głównie omawiając II wojnę światową. Muszę przyznać, że młodzież która systematycznie chodzi na zajęcia sporo wie na temat agresji hitlerowskiej z 1939 roku.

Beata Obrzud – urodziła się w 1977 roku w Limanowej. Ukończyła szkołę podstawową w Piekiełku a następnie Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Orkana w Limanowej. Studiowała teologię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Przez trzy lata uczyła religii w Gimnazjum nr 7 w Krakowie. W 2005 roku otrzymała propozycję od Stowarzyszenia Misji Afrykańskich wyjazdu do Togo, gdzie przebywała od listopada 2006 roku. Według kontraktu na misjach w Afryce przebywać będzie przynajmniej do 2010 roku.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in