Wtorek, 22 października
Kordula, Filip, Klaudia, Salomea, Marek, Halka, Przybysław

„Chciałabym być jak najlepszą wersją samej siebie…”

15.06.2019 05:15:00 PAN 0 3992

Na początku lat 90. XX wieku w Korei Południowej powstał nowy nurt muzyczny – k-pop. Z czasem zyskał popularność, a dziś na całym świecie mnóstwo nastolatek należy do grup fanowskich takich zespołów jak „BTS”. Eliza Kordeczka (na zdjęciu trzecia od lewej), mieszkanka Tymbarku może nazywać się kpoperką, a swoje hobby przekuwa w działalność w krakowskim zespole tanecznym „Wakey Dance Crew”.

Zuzanna Majeran: Przeglądając fanpage Waszego zespołu na Facebooku zauważyłam, że w Waszym ubiorze dominuje pastelowy róż. To chyba nie jest przypadek.

Eliza Kordeczka: Zaskoczę Cię - to właśnie przypadek! Zapewne myślałaś, że kryje się za tym jakaś teoria spiskowa, angażująca mój nietypowy kolor włosów. Tymczasem, prawda jest taka, iż każda z nas posiada w swojej szafie czarne i różowe ubrania. Nie wiedzieć czemu, z tymi dwoma kolorami nigdy nie ma problemu. Natomiast, gdy potrzebujemy czerwonego albo niebieskiego? Wtedy wszystkie musimy iść na zakupy!

ZM: Od kiedy interesujesz się muzyką k-popową?

EK: Wydaje mi się, że swój pierwszy kontakt z k-popem miałam już w podstawówce, kiedy przypadkowo kliknęłam w teledysk „Girls Generation”. W pełni świadomie tematem zainteresowałam się w 2012 roku, natomiast od 2014 staram się możliwie jak najdokładniej śledzić cały rynek muzyczny Korei Południowej.

ZM: Jak sądzisz, czy wykształcenie wyniesione ze szkoły muzycznej ma jakiś wpływ na to, że dziś jesteś kpoperką?

EK: Dziewięć lat w Społecznej Szkole Muzycznej I stopnia w Tymbarku, a potem trzy lata w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej II stopnia im. Fryderyka Chopina w Krakowie przede wszystkim ukształtowały mnie jako osobę i wykształciły silną indywidualność. Nauczyciele oraz wszystkie osoby, które pojawiły się na mojej drodze, dużo dorzuciły od siebie w tym (wciąż przecież trwającym!) procesie. Inspirowały, otwierały oczy, pozwalały spojrzeć na wszystko od drugiej strony.
Z k-popem chyba jest podobnie - jako muzyk, często mogę zobaczyć to, co nie jest dostrzegalne na pierwszy rzut oka. Oklepana harmonia, która jednak za każdym razem urzeka, stały układ, który momentami szokuje. I przede wszystkim to, co chyba najbardziej mnie w tym mikroświecie fascynuje - zawziętość trainees, często postawienie wszystkiego na jedną kartę czy pot, krew i łzy towarzyszące wspinaniu się po drabinie fabryk produkujących idoli.
Ale czy wykształcenie muzyczne ma jakiś wpływ na to, że słucham takiej, a nie innej muzyki? Wydaje mi się, że nie. To następstwo wielu czynników, a bycie pianistką jest tylko wisienką na torcie.

ZM: Skąd ta fascynacja Dalekim Wschodem?

EK: Zaczęło się od „Naruto” emitowanego na Jetixie [program dla dzieci i młodzieży, który w 2009 roku przemianowano na Disney XD - przyp. red]. Później doszły do tego inne serie anime, trochę mang, aż w końcu j-pop, który przerodził się w k-pop. 
Ciężko mi określić, co tak naprawdę trzyma mnie przy Korei Południowej. Może to jej orientalność i obcość, która potrafi być tak znajoma?

ZM: Kto założył „Wakey Dance Crew”? Skąd ta nazwa? Kto tworzy ten zespół?

EK: Znajoma w 2016 roku poprosiła mnie, żebym zatańczyła z jej grupką coverową jedną choreografię. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale udało mi się w ten sposób poznać Fal i Elę, czyli dziewczyny, z którymi w październiku następnego roku stworzyłyśmy zupełnie nową grupę.
Nie myślałyśmy o nazwie, ale roboczo przyjęłyśmy „WDC”, czyli „Wowra Dance Crew” - od nazwiska jednogłośnie wybranej liderki. Funkcjonowałyśmy, używając skrótu, jednakże wraz z publicznymi występami, zaczęły pojawiać się pytania dotyczące tego tajemniczego szyfru. Fal nie chciała, żeby w nazwie widniało jej nazwisko, a my nie do końca pragnęłyśmy zmieniać cały koncept. Po dyskusjach i naradach, doszłyśmy do wniosku, że to właśnie Wakey najbardziej do nas pasuje.
Jesteśmy już po kolejnej październikowej rekrutacji i na chwilę obecną nasz skład liczy siedem dziewczyn. Najmłodsza z nas dopiero zaczęła liceum, a najstarsza studia magisterskie.

ZM: Od dawna tańczysz?

EK: Swoją przygodę z tańcem zaczęłam na koloniach artystycznych, na które jeździłam każdego lata. Nigdy nie uczęszczałam do szkoły tańca, ale lubiłam się ruszać i szło mi to całkiem dobrze. W liceum postanowiłam oprócz fortepianu rozwijać się także w kierunku rytmiki. Obecnie oprócz „Wakey Dance Crew”, tańczę też modern w Młodzieżowym Domu Kultury na ulicy Grunwaldzkiej.

ZM: Jak organizujecie pracę w zespole? Kto tworzy choreografie, kto dobiera muzykę, a kto wybiera Wam stroje?

EK: Każda z nas odpowiada za inną rzecz. Jedna czuwa nad Instagramem, druga nad Facebookiem, trzecia montuje filmy. 
Ideą grup coverowych jest jak najwierniejsze odtworzenie choreografii tańczonej przez wybrany, oryginalny zespół, który dana grupa coveruje. Żadna z nas nie musi więc tworzyć choreografii, a jedynie nauczyć się jej z filmiku. 
Piosenkę wybieramy wspólnie, tak, żeby każda z nas była (choć trochę) zadowolona. Co do strojów - w miarę możliwości staramy się odwzorowywać te, które w danym teledysku czy podczas danej promocji mają na sobie idole. Często jednak kończy się na tym, że przeszukujemy swoje szafy i staramy się coś dopasować.


ZM: Z tego co wiem, występowałyście już na festiwalach. Jaki jest główny cel Waszej działalności?

EK: Staramy się cieszyć tym, co robimy i pokazać jak największej ilości osób. Nie mamy żadnego konkretnego celu, nie chcemy być najlepsze, bo wiemy, że są lepsi od nas. Pragniemy aktywnie i miło spędzać czas, robiąc to, co lubimy.

ZM: Ile razy w tygodniu ćwiczycie?

EK: To zależy od tego, czy akurat zbliża nam się nagrywanie, czy też jakiś występ. W luźniejszych okresach staramy się ćwiczyć raz w tygodniu, jednakże potrafimy też spotykać się nawet codziennie. Natomiast podczas sesji, egzaminów czy świąt, nie raz bywa tak, że prób nie ma i przez kilka tygodni.

ZM: Jaki jest Twój ulubiony zespół k-popowy? Dlaczego?

EK: W 2012 roku poznałam „SHINee” i to do tych idoli najbardziej się przywiązałam. Każdy z nas chyba ma taki zespół, z którym był podczas swojego najlepszego i najgorszego okresu. Dla mnie jest nim właśnie „SHINee“. Cenię ich za ich zbiorowe i indywidualne aktywności. Czuję się dumna, patrząc na fanów wspierających grupę. Wzruszam się, że mimo samobójstwa jednego z piosenkarzy, Shawole [fani tegoż zespołu - przyp. red.] wciąż wspierają grupę.

ZM: Twój pseudonim artystyczny to Lisa Tenshi. To jest Twoje alter ego?

EK: Myślę, że możemy tak powiedzieć. Pod swoim imieniem i nazwiskiem zawsze prezentowałam się jako ta „grzeczna, ułożona i zdolna dziewczynka”. Tak podpisuję dokumenty, tak wołają na mnie na uczelni. Jest to bardzo formalne i zawsze staram się, żeby wszystko sygnowane moim imieniem i nazwiskiem było jak najlepsze. 
Lisa Tenshi pozwoliła mi na trochę więcej swobody i zabawy. Na popełnianie błędów, eksplorowanie i testowanie. Przeżycie buntu na swój własny sposób, dorośnięcie i poznanie swoich możliwości.
Elizą jestem dla obcych, natomiast Lisą - dla znajomych.

ZM: Działasz na wielu platformach, studiujesz. Gdzie widzisz się za 10 lat?

EK: Staram się o tym nie myśleć, gdyż wizja przyszłości trochę napawa mnie lękiem. Wiem, gdzie widzę się za rok. Ale za dwa? To już coś bardzo odległego. Chciałabym być jak najlepszą wersją samej siebie, a co ważniejsze - robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Przestać zadowalać wszystkich dokoła, a skupić się na swoim własnym szczęściu.

„Młodzi w Wielkim Świecie” – wywiady przedstawiające sylwetki nietuzinkowych osób, pochodzących z Limanowszyczyzny, które opuściły swoje rodzinne miejscowości, by realizować pasje i marzenia w nauce, sztuce, turystyce, sporcie czy biznesie. Cykl prowadzi Zuzanna Majeran – absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej oraz studentka II roku zarządzania mediami i kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in