Sobota, 21 września
Jonasz, Mateusz, Mirosław, Hipolit, Daria, Wawrzyniec

Łukasz Wroński - zaklinacz skrzypiec

30.06.2015 01:49:38 Tusik 0 3797

Łukasz pochodzi z Limanowej. Jest jedynym polskim lutnikiem na Manhattanie oraz naszym artystycznym ambasadorem za granicą.

Poniżej: przedruk z Gazety Polskiej wydawanej w USA.


Łukasz Wroński 'Zaklinacz skrzypiec'

Muzycy to bardzo wrażliwa grupa artystów silnie przywiązana do swoich instrumentów. A instrumenty potrafią być kapryśne, zwłaszcza piękne i delikatne skrzypce czy wiolonczele. Co zrobić kiedy nagle, dzień przed koncertem instrument nie wydaje takiej jakości dźwięków jak powinien? Dla muzyka to tragedia, dlatego każdy z nich wie jak ważny jest lutnik – doktor, który uleczy skrzypce i ulepszy ich jakość nawet w ciągu godziny.

Pochodzący z Sądecczyzny Łukasz Wroński, od 15 roku życia buduje skrzypce i doskonale je wyczuwa. Kilka miesięcy temu otworzył swoją lutniczą pracownię na Manhattanie. To właśnie tu tworzy, poprawia i ustawia dźwięk, sprzedaje instrumenty, struny, naciąga smyczki, ale co najważniejsze – buduje skrzypce.

W fascynujący świat Łukasza Wrońskiego, jedynego polskiego lutnika na Manhattanie, zabrała nas Iwona Hejmej.

Łukasz, masz bardzo fascynujący zawód. Skąd się wzięła pasja robienia skrzypiec?

Najpierw była muzyka. Cała moja rodzina od pokoleń to muzycy artyści. Jak wynika z drzewa genealogicznego naszej rodziny, to od XVIII wieku przeważali w niej muzycy. Wielu moich przodków grało na dętych instrumentach, ale skrzypce w naszej rodzinie zawsze zajmowały specjalne miejsce.

Od kiedy Ty sam zainteresowałeś się muzyką?

Moi rodzice Wojciech i Jadwiga byli nauczycielami muzyki, więc siłą rzeczy od dziecka grałem na skrzypcach i śpiewałem, występowałem na scenie. I oczywiście chodziłem do szkoły muzycznej. Tak było też z moją siostrą i bratem. Nasz dom, spotkania rodzinne przepełnione były muzyką.

Co sprawiło, że zamiast zostać profesjonalnym muzykiem zacząłeś budować i naprawiać skrzypce?

Każdy, kto gra na skrzypcach, w pewnym momencie zaczyna mieć z nimi problemy. Nagle coś się zepsuje, pęknie, trzeba wymienić włosie w smyczku, struny są nie takie jak powinny. Wtedy okazuje się, że to wszystko można naprawić i zajmuje się tym lutnik. Kiedy miałem 13 lat trafiłem z moimi skrzypcami do jedynego lutnika w Limanowej, pana Adama Stalmacha. Zainteresowało mnie to co robił, a on widząc moją ciekawość, pozwalał mi przyglądać się swojej pracy. Potem pomagałem mu robić drobne korekty czy w końcu zbudowałem swoje pierwsze skrzypce. Zacząłem więcej czasu spędzać w pracowni pana Adama, równocześnie chodząc do szkoły muzycznej. Następnie rozpocząłem naukę w liceum im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Tam także uczyłem się rzeźby i malarstwa. Bardzo mnie to fascynowało, a wielu zakopiańskich artystów sugerowało, że powinienem dalej kształcić się w malarstwie, a nie lutnictwie. Nawet zastanawiałem się nad tym, co zaowocowało kilkoma wystawami moich obrazów w Łodzi i Warszawie. Malarstwo obok lutnictwa i muzyki było dla mnie bardzo ważne.

A kiedy zrobiłeś swoje pierwsze poważne skrzypce?

W wieku 15 lat i udały się super, bo grałem na nich wiele lat. W sumie będąc w liceum zbudowałem cztery instrumenty. Na studiach w Poznaniu trzeba było zbudować dwa instrumenty w roku w różnych stylach, rożnych kopiach, a równocześnie trzeba było odnaleźć swój własny styl.

Skończyłeś studia i co dalej? Od razu przyleciałeś do Nowego Jorku?

Nie tak od razu. Marzyłem o Nowym Jorku, bo kto nie marzy. Ale w sferze marzeń osiągalnych czy nieosiągalnych, to Nowy Jork należał do sfery tych drugich. Zresztą wiele osób mi odradzało wyjazd z różnych powodów, bo niebezpiecznie, bo bomby, bo jakieś inne cuda. A ja zawsze czułem, że droga do sukcesu, to nie tylko talent czy mozolna praca i cierpliwość, ale i porządne miejsce, jak Nowy Jork właśnie.

I w końcu przyszedł czas na Stany. Kiedy tu przyjechałeś?

W 2007 roku. Zostałem zaproszony przez muzyków bluegrass i najpierw zatrzymałem się na dłużej w Oklahomie, gdzie zainspirowany kulturą Indian zbudowałem skrzypce „Spirit of Oklahoma” na stulecie tego stanu. Jednak Oklahoma, zbyt mała i bez perspektyw, okazała się nie dla mnie. Przyjechałem do Nowego Jorku. Szybko zatrudnili mnie w jednej ze znanych pracowni lutniczych na Manhattanie, a po 4 latach postanowiłem pójść „na swoje”. Otworzyłem pracownię na Jackson Heights. Zacząłem budować i naprawiać instrumenty dla wielu bardzo dobrych muzyków. Klientów przybywało, ale cały czas marzyłem o własnym studio lutniczym na Manhattanie w centrum muzyki i kultury. I od jesieni zeszłego roku mam tu swoją wymarzoną pracownię.

Jaka jest różnica między skrzypcami za tysiąc dolarów a pięć milionów?

Wszystko zależy od nazwiska i uznania. Wiadomo, że instrumenty lutników, którzy odeszli będą droższe, bo oni już niczego nie stworzą, ich instrumenty mogą być tylko kopiowane przez współczesnych lutników.

Co jest ważne przy budowie skrzypiec?

Wszystko jest ważne. Od początku odpowiednio dobrane drewno, jego odpowiednie wyrzeźbienie, grubości poprzez lakier aż po najdrobniejsze detale. Jest strasznie dużo elementów, które wpływają na jakość i siłę brzmienia instrumentu.

Czym się wyróżniają Twoje skrzypce?

Jeżeli znamy pracę i styl jakiegoś artysty, to od razu rozpoznamy, co jest jego autorstwa. Podobnie jest z instrumentami. Jeśli ktoś zna moje instrumenty, to będzie wiedział, które skrzypce wyszły spod mojej ręki.

Czyli do rozpoznania twórcy skrzypiec potrzebny jest ekspert?

Jak najbardziej, nawet po kilkudziesięciu latach będzie w stanie powiedzieć, kto zrobił dany instrument i wystawić odpowiedni dokument. Ja też się tym zajmuję.

Czy masz jakiegoś mistrza wśród starych lutników?

Jest wielu wspaniałych lutników, ale są dwa nazwiska, na których większość lutników się opiera. To oczywiście Antonio Stradivari i Giuseppe Guarneri del Gesu. Musimy pamiętać, że dziś budowa skrzypiec to tworzenie kopii już wymyślonych schematów, bo kształt skrzypiec nie zmienił się od połowy XVI wieku.

Co innego robisz ze skrzypcami oprócz ich budowania?

Następna działka, którą się zajmuje lutnik to korekta, renowacja czy porada, ekspertyza. Czasami jest też coś więcej i trzeba jak czarodziej wpłynąć na dźwięk i nim umiejętnie manewrować i ustawić, aby muzyk był zadowolony, bo jak wiadomo muzyk jest bardzo wrażliwy i jak mu coś nie pasuje, to wpada w szał. Pracuję z takimi artystami, którzy wręcz czasami przesadzają, ale trzeba ustawić ich instrument tak, aby byli zawsze zadowoleni. Rolą lutnika jest właśnie wyczuć takie rzeczy i doradzić muzykowi. Skrzypce też reagują na zmiany pogody czy klimatu. Nie za dobrze znoszą wilgoć, ani zbytnią suchość.

Jaka jest Twoja klientela?

Bardzo zróżnicowana i z całego świata. Przychodzą do mnie zarówno profesjonalni muzycy, wirtuozi, jak i tacy co dopiero zaczynają grać, uczniowie. Dzięki temu, że mieszkam w Nowym Jorku są to ludzie często niespodziewani, znani, dziwni jak i wyjątkowi artyści z całego świata.


Zdjęcia: Marta Monko

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in