Niedziela, 21 października
Urszula, Hilary, Celina, Jakub, Janusz

Harakiri po polsku ?

27.04.2018 02:13:50 Uczestnik 0 1071

Czy Polska ma cokolwiek wspólnego z Japonią po za barwami flag ?

W zakończeniu filmy pt. ”Madame Butterfly” z 1919 roku, w reżyserii Fritza Langa można ujrzeć taką oto scenę: Główna bohaterka - O-Take-San klęcząc przed ołtarzykiem kieruje ostrze w swoją stronę, rzecze swoją ostatnią kwestię : „Lepiej umrzeć z honorem niż żyć w hańbie.” Odbiera sobie życie w rytuale zwanym po japońsku harakiri. Polega on na tym, że osoba dokonująca tego aktu, popełniała samobójstwo przy użyciu sztyletu (jap. Tanto), rozcinając sobie brzuch (gdzie według wierzeń japońskich znajdował się ośrodek ludzkich uczuć) udowadniając tym samym swoją niewinność i szczerość zamiarów. Według wielu z nas można uznać ten akt za czyste szaleństwo. Można by nawet rzec, iż do takich czynów dopuściliby się ludzie słabi, skruszeni i stłamszeni przez rzeczywistość, co daje nam raczej sygnał by skłaniać się ku ich winności bądź nieradzenia sobie z problemem. Kluczowym jednak jest tutaj zdanie wypowiedziane przez O-Take-San. Nie jest to ucieczką lecz świadomym wyborem oraz stanowi ratunek dla własnego honoru i dobrego imienia. Niesie za sobą wyższy cel, danie przykładu dla społeczności, wykazanie się niebywałą odwagą i poświęceniem.

Czy na gruncie polskim występowały takie przypadki, honorowego odebrania sobie życia, dla wyższego dobra? Chciałbym podać dwa przykłady ,osadzone w podobnym czasie, potwierdzające, że na naszej ziemi również dokonywano tzw. harakiri ale w nieco innej postaci.

Jest wrzesień 1939 r. Rozpoczyna się agresja III Rzeszy na Polskę. Kampania wrześniowa trwa w najlepsze, pochłania za sobą liczne ofiary. Polacy pomimo dzielnie stawianego oporu nie są w stanie uporać się z błyskawicznie kierującą się w głąb kraju niemiecką machiną wojenną. Po praktycznie tygodniu krwiożerczych walk oddziały niemieckiej armii zajęły ponad połowę terytorium Rzeczypospolitej. 07 września 1939 r. w okolicach miejscowości Wizna, położonej w połowie ówczesnego terytorium RP, na północny- wschód od Łomży, XIX Armeekorps dowodzone przez gen. Heinza Guderiana dokonało oblężenia na pozycje polskich wojsk na linii rzeki Narew. Zdarzenie znane jako „obrona Wizny” trwało od 07 do 10 września. Zaciekła obrona trwała 4 dni i zostawała z sukcesem przełamywana przez „blietzkriegowców”. Ostatnim punktem do zdobycia przez okazał się schron na Górze Strękowej, w której znajdował się dowódca polskich formacji obronnych, kapitan Władysław Raginis. Właśnie w dniu 10 września po całkowitej dominacji przez najeźdźców terytorium i przełamaniu defensywy polskiej, wrogowie postawili Raginisowi ultimatum – albo poddanie się bunkra albo wszyscy jeńcy zostaną rozstrzelani. Po godzinnym namyśle, wiedząc, że brak jest amunicji i sytuacja jest przesądzona, nakazał oddać się podwładnym do niewoli. Po opuszczeniu przez nich bunkra, dokonał na sobie aktu harakiri rozrywając się granatem. Pozostał wierny swojej przysiędze, wolał umrzeć z honorem niż pozostać w niesławie, poddając się i łamiąc przyrzeczenie żołnierskie.

Luty rok 1943. Trwająca już 4 lata wojna zbiera olbrzymie żniwo. Coraz więcej państw zaangażowanych w działania zbrojne co tworzy jeszcze większy chaos i powiększa liczbę ofiar. Rok, w którym wektory przebiegu wojny diametralnie się zmieniają, dzięki między innymi niezwykle surowej zimie. Podczas takiej właśnie zimy ,nocą ,pod koniec lutego przez wieś Kamionna ,położonej na styku limanowszczyzny z ziemią bocheńską ,przechodził oddział polskich partyzantów. Zatrzymując się u gospodarza dworu pytając o posiłek spotkali się ze zdecydowaną i ostrą odmową, co zmusiło ich do kierowania się w dalszą drogę. Dworak okazał się być konfidentem, zaalarmował Gestapo o wizycie partyzantów w jego progach. Umotywował swój donos tym, iż chciano go okraść. Zespół SS-manów udał się w pościg za partyzantami. Po śladach na śniegu zmierzali wprost na Górę Kamionna po czym ślady prowadziły w stronę wsi Pasierbiec. Dochodząc do dzielnicy „Koniec” zauważyli z oddali oddział podziemia posilający się u miejscowego gospodarza. Gestapowcy otworzyli ogień zaskoczeni partyzanci poczęli się bronić przed napastnikami. Strzelanina trwała kilka godzin i niestety dosięgneła też domostwo, wokół którego wszystko się działo. Drewniana chałupa stanęła w płomieniach a domownicy uciekli w popłochu w jak najbezpieczniejsze miejsce aby uniknąć pewnej śmierci. Potyczka okazała się tragiczna dla grupy partyzantów. Czterech zginęło, jednemu rannemu ciężko w brzuch udało się cudem uciec, jeden dostał się do niewoli. Pozyskanego przez SS-manów jeńca zabrano w celu przewieziona na najbliższy komisariat znajdujący się w pobliskiej Limanowej. Na nieszczęście Niemców partyzant, w drodze dokonał na sobie aktu harakiri przegryzając ampułkę z cyjankiem ukrytą w kołnierzu swojego munduru. Tym sposobem zapobiegł swojemu uczestnictwu w przesłuchaniu, które mogłoby się przysłużyć zniszczeniu struktur polskiego państwa podziemnego.

Sposoby różniące się od siebie diametralnie, okoliczności również lecz cel, w każdym wypadku ten sam. Samobójstwo? Myślę, że nie można tego nazwać samobójstwem lecz honorową śmiercią, śmiercią „z twarzą”. Ocena moralna w postaci wydawania sądów „Czy było to słuszne ?” uważam, że jest chybiona. Wierność zasadom, braterstwo, honor – abstrakcyjne dla nas pojęcia unaoczniają się w postaci tego aktu. Kto w czasach próby byłby w stanie podjąć się harakiri ?

A. J. Plentyn, 28 IV 2018 r.

Chętne osoby zapraszam do odwiedzin mojej strony:

https://www.facebook.com/Uczestnik/

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in