Szkalowanie i oszczerstwa, czy uzasadnione podejrzenia? Starosta sam wraca do sprawy długu (wideo)

29.03.2017 16:48:05 PAN 26 9830

- Chcę publicznie oświadczyć: długów nigdy nie miałem, nie mam długów, to były pomówienia, którymi mnie szkalowano - mówił Jan Puchała podczas sesji Rady Powiatu. Tymczasem z orzeczenia sądu, na które powołał się starosta, wynika że dług istniał, ale się przedawnił i przedsiębiorca nie może już dochodzić jego wyegzekwowania, o czym mówi pełnomocnik przedsiębiorcy.

W czasie obrad marcowej sesji Rady Powiatu Limanowskiego starosta Jan Puchała złożył oświadczenie w sprawie, którą opisaliśmy po raz pierwszy w kwietniu 2014 roku.
Przypomnijmy, że przedsiębiorca będący w przeszłości pracodawcą Jana Puchały wniósł do sądu powództwo chcąc odzyskać dług, do spłaty którego zobowiązał się przed laty starosta. Kwota była niebagatelna, bo wynosiła kilkaset tysięcy złotych. Udało nam się dotrzeć zarówno do pisemnego zobowiązania do spłaty zadłużenia, podpisanego przez Jana Puchałę, jak i potwierdzeń przelewów bankowych na łączną kwotę 200 tys. zł, dokonanych przez Jana Puchałę w ciągu kilku miesięcy 2007 roku. Zarówno długu, jak i źródła kwot przekazanych na konto przedsiębiorcy, starosta nie wykazał w swoich oświadczeniach majątkowych.
- Chcę państwu powiedzieć, że tutaj na tej sali radny Nieczarowski grzmiał o moich długach, tymczasem sąd pierwszej instancji i sąd drugiej instancji odrzucił wniosek przedsiębiorcy, a w ostatni piątek Sąd Najwyższy odrzucił kasację przedsiębiorcy. Tak że chcę publicznie oświadczyć: długów nigdy nie miałem, nie mam długów, to były pomówienia, którymi mnie szkalowano, przez internautów, przez różne pisania na różnych nickach. Sąd Najwyższy wydał decyzję ostateczną, która jest niepodważalna - poinformował Jan Puchała.
Mimo istniejących dowodów wpłat, starosta podkreślił również, że nie spłacił przedsiębiorcy części długu. - Więc proszę zauważyć, znów domniemanie z oświadczeń majątkowych starosty bo nie przyznał się do długów, 200 tysięcy, co też jest nieprawdą bo nic nie płaciłem, żadnych 200 tysięcy. Jeśli portal nie pyta dokładnie, to ja nie odpowiadam dokładnie. To nie są organy ścigania, przed którymi muszę odpowiadać - zaznaczył. - Po tylu latach oczerniania i szkalowania mnie, mojej rodziny, moich dzieci, jest wyrok ostateczny, gdzie absolutnie ani sąd pierwszej instancji nie przyjął wniosku, odrzucił że jest niezasadny, ani sąd drugiej instancji nie przyjął tym bardziej, wyrok podtrzymał Sąd Najwyższy, został odrzucony wniosek o kasację i wszystkimi kosztami sądy obciążyły przedsiębiorcę, który wystąpił na drogę sądową i medialną przeciwko mnie - mówił Jan Puchała.
Co na to druga strona? Pełnomocnik przedsiębiorcy nie ma wątpliwości. - To oczywista nieprawda, kłamstwo ze strony pana starosty - mówi. - Jan Puchała miał dług, który sam zadeklarował, w kwocie ponad 400 tys. zł. Rozstrzygnięciem Sądu Okręgowego w Nowym Sączu oraz Sądu Apelacyjnego w Krakowie stwierdzono że dług, to roszczenie, jest przedawnione.
Jak więc coś, czego nigdy nie było, mogło się przedawnić. Zapytaliśmy o to Jana Puchałę, ale nie zechciał odpowiedzieć. Starosta stwierdził, że jest to jego prywatna sprawa, pomimo iż sam, przez nikogo nie pytany, zechciał poruszyć ją publicznie podczas ostatniej sesji. - Najważniejsze jest dla mnie, że pomimo wielu spekulacji jakie powstały w opinii publicznej, głównie za sprawą publikacji na portalu, powództwo lokalnego przedsiębiorcy mające wykazać mój rzekomy dług - zostało ostatecznie oddalone, więc i ja uważam tą sprawę za ostatecznie zakończoną i nie życzę sobie aby była poddawana dalszej analizie przez media - odpowiada Jan Puchała. Starosta dodał przy tym, że nawet udzielenie nam dokładnych, rzetelnych informacji nic nie zmieni, bo jego zdaniem i tak będziemy przedstawiać sprawę subiektywnie. Zarzucił przy tym, że portal już w przeszłości przedstawiał jego wypowiedzi w „rozmaitych – niekoniecznie właściwych kontekstach”, co narażało go na „zniewagi kierowane przez internautów” i dlatego też obecnie – głównie ze względu na dobro rodziny – starosta Jan Puchała postanowił „kierować się ograniczonym zaufaniem” we współpracy z portalem.
To, co dla starosty jest „oczernianiem i szkalowaniem”, w opinii sądu było „uzasadnionymi podejrzeniami i wątpliwościami”. Starosta podczas jednej z sesji wprowadził w błąd radnych oraz pozostałych uczestników obrad, informując że wygrał w sądzie z portalem również w sprawie publikacji na temat jego domniemanych długów. Tymczasem, po apelacji wniesionej przez obie strony, sąd apelacyjny w prawomocnym uzasadnieniu podkreślił że starosta miał możliwość wyjaśnienia „uzasadnionych podejrzeń i wątpliwości”, ale ograniczył się jedynie do informowania, że publikacje naruszają jego prywatność oraz że długów nie ma.
- Swoją postawą [starosta] nie prowadził zatem do rozproszenia przywołanych wątpliwości a negując prawo [dziennikarza] do badania kwestii jego zadłużenia i wyjaśniając, iż jego działania są zgodne z przepisami prawnymi dotyczącymi osób pełniących funkcje publiczne w zakresie transparentności ich finansów dla opinii publicznej – utrwalał powstałe podejrzenia - czytamy w uzasadnieniu wyroku.
Według sądu, stan faktyczny prezentowany przez starostę w odpowiedzi na artykuły portalu w rzeczywistości był odmienny, gdyż po stronie jego syna dług w rzeczywistości istniał w stosunku do przedsiębiorcy, a starosta „z uwagi na ograniczenia jego syna w swobodnym dysponowaniu mieniem pośredniczył w przekazaniu kwoty należnej przedsiębiorcy w celu uniknięcia egzekucji, co na marginesie winno być postrzegane jako zachowanie przynajmniej wątpliwe z punktu widzenia etycznego” - jak stwierdził sąd.

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in