Wtorek, 14 lipca
Bonawentura, Stella, Izabela, Franciszek, Kamil, Kamila, Ulryk, Marceli

Świat przez tydzień kręcił się wokół miodu

20.10.2011 11:27:33 2 4290

Pszczoły udały się do uli na zimowanie, przez świat przetaczają się demonstracje hodowców protestujących przeciw chemizacji rolnictwa, a w Buenos Aires spotkało się blisko 7 tysięcy pszczelarzy, by dyskutować o tym, co dla nich najważniejsze. Przez ponad tydzień ich świat kręcił się wokół pszczół, miodu i wszystkiego co się z tym wiąże.

Anna, Janusz i Krzysztof Kasztelewiczowie właśnie wrócili z Apimondia 2011. Na światowym kongresie pszczelarstwa w Argentynie właściciele Sądeckiego Bartnika pokazywali swoje wyroby, spotykali się z podobnymi pasjonatami i podglądali jak inni radzą sobie w miodowym biznesie. Niejako przy okazji zdobyli brązowy medal za miód pitny rodem ze Stróż. Kasztelewiczowie lubią klimat panujący na pszczelarskich kongresach. Tam nikogo nie trzeba przekonywać do niezwykłych właściwości miodu i jego pochodnych. A Polaków ciągle trzeba namawiać, by spożywali go więcej niż statystyczne pół kilograma rocznie. Dla przykładu Niemiec spożywa aż czterokrotnie więcej miodu.

Anna Kasztelewicz śmieje się, że w reklamie miodu powinien wystąpić jej 84-letni ojciec, który po dwuletniej kuracji pyłkiem kwiatowym odstawił okulary i czyta gazetę bez ich pomocy.

Kasztelewiczów trudno zaskoczyć czymś nowym w tej branży, ale to co zobaczyli w Argentynie wprawiło w zdumienie nawet takich jako oni fachowców:

- Już po samym kongresie byliśmy na krótkim zwiedzaniu tamtejszych pasiek – opowiada Anna Kasztelewicz. – Jedną z nich oglądaliśmy… z łodzi, żeglując po wielkim rozlewisku gdzie rzeki Parana i Urugwaj tworzą La Platę. Na tym ogromnym podmokłym obszarze stały pasieki na wbitych w dno rzeki na palach. Te ule obsługuje się z łodzi. Byliśmy zaskoczeni, w Europie uważa się, że bliskość wody stanowi pewną barierę w hodowli, bo pszczoła wpadając do niej ma małe szanse na przeżycie. Tam się jak widać udaje to pogodzić.

Generalnie Argentyna to miodowe zagłębie, gdzie hoduje się trzy miliony pszczelich rodzin, a tamtejsze pasieki łączą tradycyjne metody pracy z nowinkami technologicznymi. Zresztą gospodarstwo w Stróżach też nie pozostaje w pod tym względem za resztą świata.

- My też testujemy już tzw. ul na wadze, gdzie za pomocą sygnału GPS otrzymujemy informację o aktualnym ciężarze ula. Dzięki temu precyzyjnie wiemy kiedy wybrać się do niego po miód – opowiada Krzysztof, syn Anny i Janusza Kasztelewiczów, absolwent Policealnego Studium Pszczelarskiego w Pszczelej Woli i student zarządzania. Krzysztof coraz śmielej dogląda rodzinnego przedsiębiorstwa. Niedawno m.in. praktykował w Australii, gdzie przez jeden sezon pracował w ogromnej pasiece zdobywając ciekawe doświadczenia.
W Australii m.in. woził pszczele rodziny na ogromne odległości w celu wykonaniu zapyleń.

W wielu krajach rolnicy traktują to jako pszczelą usługę wspomagającą uprawy, u nas ciągle uważa się to za niegroźne dziwactwo. W Polsce pszczelarstwo to nadal bardziej hobby niż praca, jednak przydomowych pasiek ubywa, a średnia wieku pszczelarzy jest coraz wyższa.

Młodzi ludzie nie mają czasu i ochoty, by zajmować się pszczołami.

Zdaniem państwa Kasztelewiczów w miodowej edukacji jeszcze sporo pracy przed nami. Na takich kongresach jak ten w Argentynie można m.in. podglądać jak w innych krajach prowadzi się edukację już wśród najmłodszych, za pomocą gier planszowych pokazując im zdrowotne walory miodu. Ale jest i druga strona tej informacji – skoro Polacy dopiero odkrywają miód i jego właściwości, to znaczy, że ciągle jeszcze najciekawsze w tej dziedzinie przed nami.

udostępnij
Komentarze (0)
Komentarze
Nowe
Popularne
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in