Wtorek, 07 lipca
Benedykt, Cyryl, Metody, Estera, Kira, Rudolf

Ciąg dalszy dyskusji o oświacie. Sprawę stołówek wycofano z sesji, sprzeczka między wiceburmistrzem i przewodniczącą

28.02.2020 15:40:00 PAN 17 8283

Z porządku obrad dzisiejszej sesji wycofano punkt dotyczący głosowania nad zmianą w statucie Limanowskiego Domu Kultury, która umożliwiłaby miejskiej jednostce zarządzanie szkolnymi stołówkami. Co ciekawe, wszystkie komisje Rady Miasta zaopiniowały ten projekt negatywnie. Jednocześnie wiceburmistrz Wacław Zoń zapowiedział dalsze analizy i prace nad pomysłem przekształceń i w programie osłonowym, dzięki któremu część dzieci otrzymałaby dofinansowanie do posiłków. W czasie sesji, podczas której także rodzice odnieśli się do planowanych przekształceń szkolnych oddziałów, doszło do słownej utarczki między zastępcą burmistrza, a przewodnicząca Rady Miasta.

W punkcie przewidzianym na wystąpienia zaproszonych gości okazję do zabrania głosu mieli mieszkańcy. Wypowiadał się m.in. przewodniczący rady rodziców jednej z limanowskich szkół.

- Rodzice są zaniepokojeni planami zmian organizacyjnych w szkołach, związanych z ograniczeniem liczby oddziałów. Sytuacja jest dość nerwowa, prosimy o wsłuchanie się w głos rodziców, którzy twierdzą, że jakość nauczania może ulec pogorszeniu. Dzieci w klasach tworzą małe społeczności, rozdzielanie ich na różnych etapach edukacji tylko ze wzgledów finansowych będzie dla nich niekorzystne – argumentował. Mówił także, że rodzice nie chcą komercjalizacji stołówek w szkołach i przedszkolach, które będą wiązały się m.in. z podwyżką cen za posiłki.

W swojej wypowiedzi podkreślił też, że od dawna rodzice partycypują w utrzymaniu szkół i to nie tylko poprzez podatki. Jak wyliczał ich przedstawiciel, szukają też sponsorów oraz wkładają własną prace i prywatne środki np. w wygląd szkolnych jadalni. - Radnych prosimy o rozwagę, tak by interes dziecka ważył więcej, niż ekonomia. Poszukujmy oszczędności w innych obszarach, nie ksoztem dzieci. Wspólnie wypracujemy jakieś stanowisko i będziemy mogli zapomnieć o tych spornych kwestiach – mówił.

Kolejno w dyskusji pojawiły się dalsze pytania, wynikające z ostatnich rozmów, prowadzonych podczas posiedzenia kosmiji oświaty Rady Miasta Limanowa. Mówiono m.in. o szukaniu oszczędności w kulturze, a nie w edukacji. - Naszym potencjałem są dzieci, wykształcone w miejskich szkołach przez wspaniałych nauczycieli, pod okiem dyrektorów – powiedziała jedna z mam, wyliczając grupy dziecięce, które mogą występować podczas miejskich uroczystości. Wspomniała także o lokalnych zespołach muzycznych. - Nie musimy zapraszać gwiazd, mamy teraz trend muzyki disco polo, możemy się bawić także przy takiej muzyce – powiedziała, dopytując o szczegółowe, „ukryte” koszty organizowania takich wydarzeń jak koncert na dzień kobiet czy gala noworoczna.

Inna z kobiet nawiązała do wczorajszej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Limanowej. - Wczoraj udało nam się prezydentowi nakreślić problem, później odniósł się do naszej romowy podczas swojego wystąpienia - mówiła mieszkanka miasta, przytaczając stwierdzenie prezydenta, że: „najlepiej żeby w klasach nie było 40 dzieci, tylko żeby tych dzieci było co najwyżej 20, bo wtedy nauka jest w miarę normalna”. - Na komisji oświaty, pan burmistrz w swojej symulacji przesuwał naszymi dziećmi jak pionkami po szachownicy. Kiedyś, jako dorośli, nasze dzieci będą rządzić tym miastem. Mam nadzieję, że nie będą wówczas w ten sposób przesuwać nami - powiedziała.

Poparcie dla postulatów rodziców wyraziła przewodnicząca Rady Miasta Limanowa, Jolanta Juszkiewicz. - Z wielką uwagą wysłuchaliśmy rodziców. Nie na wszystko mamy wpływ. Ale tam, gdzie możemy, będziemy państwa wspierać, bo i dla nas najważniejsze jest dobro dziecka – zapewniła. - Moje zdanie jest takie, że nie wolno psuć tego, co jest dobre – dodała.

Następnie głos zabrał wiceburmistrz Wacław Zoń, reprezentujący miasto pod nieobecność na sesji Władysława Biedy. - Bardzo się cieszę i dziękuję rodzicom za to, że te rozmowy i uwagi – zrozumiałe przez nas – były przedstawiane bardzo merytorycznie, choć nie ze wszystkimi musimy się zgadzać. Mam nadzieję, że rozmowy pozostaną na tym poziomie - zwrócił się do obecnych na sesji mieszkańców. - Na posiedzeniu komisji zapowiedzieliśmy rozmowy z dyrektorami i takie rozmowy się odbędą. Powiedziałem również, że wycofujemy się z ewentualnych łączeń w tych rocznikach, gdzie były dzieci 6- i 7-letnie. Wycofaliśmy też z porządku obrad projekt zmian w statucie LDK i deklarujemy rozmowy w tej sprawie – powiedział zastępca burmistrza.

Dalej odniósł się do kwestii finansowych. - To są naprawdę trudne decyzje, ale zwracam uwagę, że różnica w dopłacie do oświaty między 2015, a 2020 rokiem, to prawie 6,5 mln zł – mówił Wacław Zoń. Przyznał też, iż nigdy nie przypuszczał, że ktoś pomyśli o nim jako o „samobójcy” i tłumaczył, że propozycje reform nie są potrzebne burmistrzom czy radnym, tylko miastu. - Jeżeli dziś nie zareagujemy, nie będziemy w przyszłym roku mówić o zaradztwie, tylko będą drastyczne cięcia. To nie są groźby. Ale na pewno wzrosną wydatki bieżące, a co jeśli nie dojdą nam dochody na ich pokrycie? - pytał. Zaznaczył też, że chciałby aby mieszkańcy angażowali się w podobny sposób w ustalanie budżetu samorządu i aby to oni wskazywali, „gdzie uciąć” wydatki.

- Rada nie ma żadnych uprawnień w kwestii organizacji oddziałów szkolnych. Nie mówię tego złośliwie, ale dlatego, że radni wspominają iż mieszkańcy ich, brzydko mówiąc, ciągle ochrzaniają. W tej sprawie będą spotkania, najpierw z dyrektorami. Jeżeli rodzice chcą uczestniczyć w tych rozmowach od początku, to oczywiście zakładamy również możliwość takich rozmów i zapraszamy na nie także radnych – powiedział Wacław Zoń, deklarując że w przyszłym tygodniu rodzice poznają termin pierwszego spotkania.

Wiceburmistrz podzielił się też refleksją na temat liczebności klas. - Muszę to powiedzieć, bo to tkwi we mnie: nie macie racji. To jest wasze przeświadczenie i przeświadczenie rodziców. Nie ma pani racji, pani przewodnicząca, bo nie ma badań, które wskazują, że uczniowie z mniejszych klas osiągają lepsze wyniki. Jak pani je znajdzie, pani przewodnicząca, to ja te słowa odszczekam na buzodromie – zapowiedział.

Wacław Zoń wspominał o swojej pracy w charakterze nauczyciela. Jak mówił, uczył zarówno w mniej licznych klasach, jak i takich, do których uczęszczało nawet 37 uczniów. - Wszystko zależy od tego, jakie tam są dzieci, od tego czy są wspólnotą i czy nauczyciel był w stanie wzbudzić między nimi pewną rywalizację – oświadczył.

Nawiązał przy tym do problemów z oświatą innych lokalnych samorządów, które noszą się z zamiarem likwidacji małych szkół. - W tych szkołach są klasy, liczące na przykład czworo uczniów. Szanowni państwo, koniecznie musimy tego zakazać, bo to jest potencjalnie czterech Einstainów. Mówię to z przekąsem. To wcale tak nie jest, jak państwo mówicie, bo wtedy najlepszym systemem byłoby kształcenie indywidualne, w domach – powiedział. Mówił, że jako nauczyciel z wykształcenia posługuje się nauką, a nie własnymi odczuciami, wspominając o wynikach badań socjologów.

W pewnym momencie zastępca burmistrza przerwał swoją wypowiedź, mówiąc iż musi zareagować na słowa przewodniczącej Jolanty Juszkiewicz, których jednak nie było słychać w transmisji. - Pani przewodnicząca, ja się nie popisuję, tylko wypowiadam się na sesji. Jeżeli wszyscy mogą się wypowiadać, a zastępca burmistrza nie, to proszę mi odebrać głos i ja wyjdę – powiedział. - Przepraszam wszystkich, że się popisywałem, myślę że na te tematy będziemy dalej dyskutować.

Do wystąpienia burmistrz odniosła się później przewodnicząca Jolanta Juszkiewicz. - Nie mówmy już o „dokładaniu do oświaty”, bo oświata to nasza najważniejsza i podstawowa inwestycja. Jako radni doscyć się już tego nasłuchaliśmy. A odnosząc się do pańskich słów, panie burmistrzu, powiem panu, że oprócz nauki istnieje również doświadczenie. Ja uczę od ponad 40 lat. Uczyłam w czterdziesto- i trzydziestoosobowych klasach, teraz doczekałam się że mogę uczyć w klasach liczących dwudziestukilku uczniów. I w życiu nie zgodzę się z panem, że lepiej uczyć i pracować w większych klasach – powiedziała. - Na komisji oświaty były pokazane trzy klasy po 25 uczniów każda, tam chciano potraktować dzieci jak pionki na planszy, bo może tego ucznia przesuniemy do jednej, a tego do drugiej – oceniła.

- Łączyć klasy można, ale na dyskotece i na wycieczce - powiedział Jan Winiewski. Z kolei radny Janusz Kądziołka wywołał do odpowiedzi swojego dawnego pedagoga, dziś radnego powiatowego z Limanowej, Mariana Wójtowicza, prosząc o to, by przedstawił własne spostrzeżenia. - Klasy liczne nie bez powodu dzielone są na grupy. Ale jest coś takiego jak kształtowanie osobowości. I właśnie po to posyłamy dzieci do szkoły, a nie oddziałujemy na nie indywidualnie. Są więc przedmioty, które trzeba dzielić. Ale lepiej uczy się w liczniejszych klasach. Takie jest moje doświadczenie, przepraszam jeśli kogoś nie zadowoliłem - powiedział.

Głos zabrała także Irena Grosicka, od pięciu kadencji radna pracująca w komisji oświaty, a prywatnie – emerytowana nauczycielka. - Szkoła oprócz zadań dydaktycznych, ma również zadania wychowawcze i opiekuńcze. Ja zawsze uczyłam w nauczaniu początkowym i moje doświadczenie wskazuje, że mniej liczna klasa to możliwość dotarcia do każdego dziecka indywidualnie. A my do tego indywidualnego podejścia jesteśmy zobowiązani – oceniła. Irena Grosicka przytoczyła również znane jej dane dotyczące całościowych kosztów pracy nauczyciela, które były niższe, niż podana przez burmistrza na komisji oświaty kwota „zbliżająca się do 110 zł”. Radna złożyła w tej sprawie interpelację.

Do tematu będziemy powracać.

(Na zdjęciu ostatnie posiedzenie komisji oświaty z udziałem rodziców w UML)

udostępnij
Komentarze (0)
Masz do nas sprawę? Skontaktuj sie z nami mailowo kontakt@limanowa.in