Szefunio i reszta… w PISF - felieton Pawła Zastrzeżyńskiego | Limanowa.in - limanowski portal informacyjny
limanowa.in
Piątek, 24 listopada, Flora, Emma, Emilia, Chryzogon, Jan, Aleksander, Roman
Rejestracja »

Felietony

2017-10-05 13:08:47

Szefunio i reszta… w PISF - felieton Pawła Zastrzeżyńskiego

Szefunio i reszta… w PISF - felieton Pawła Zastrzeżyńskiego
Życie potrafi zaskoczyć… Żaden reżyser nie wymyśliłby historii, którą ukazuje jeden przykład z funkcjonowania Państwowego Instytut Sztuki Filmowej i finansowania Polskiego Kina.
 Temat aktualny, gdyż obecna szefowa PISF dostała wypowiedzenie. Środowisko filmowe oburzone, szykuje się od obrony. Jednak zanim kolejny raz wytoczy się argumenty, które uderzą w tych co chcą zmian, warto przypomnieć sobie historię filmu „Funio, szefunio i reszta…”.
 
W 2008 roku można było przeczytać anons prasowy: „Już na wiosnę 2009 całe rodziny zarażą się... śmiechem! Wszystko to za sprawą pierwszej polskiej superprodukcji fabularnej z animowanymi bohaterami”. W rolach głównych Piotr Adamczyk, który był również współproducentem. Reżyseria James Crowley, budżet filmu 4 500 000 dofinansowany z PISF. Producent OZUMI FILMS. Dystrybutor ITI. I w papierach wszystko gra, szefunio PISF zadowolony, są podkładki do wypłaty.
 
Dziś informacja już znikła, ale parę lat temu krążyły historie jak to na rynku filmowym w Polsce pojawia się nowy gracz, który rozbija się sportowym wozem. Widuje się go często pod budynkiem Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. Ten człowiek ma zawojować rynek filmowy. Dziś o nim cisza. Firma OZUMI, która otrzymała pieniądze z PISF na cztery filmy, funkcjonuje tylko w katalogach dłużników. Co oczywiste w tym kontekście, syndyk sprzedaje dług na portalu ogłoszeniowym gumtree. Strona internetowa, pod którą funkcjonowała firma, dziś przekierowuje na jakieś pornograficzne treści.  Dystrybutor zdziwiony, gdy zadaje mu się pytanie o film. W PISF mówią, że sprawdzą i dadzą znać jakie losy i ile widzów zobaczyło film. Filmem zainteresowany jest też reżyser, który szuka kontaktu w Polsce i pyta jakie są losy jego dzieła? Sprawę jednoznacznie wyjaśnia człowiek związany z produkcją. Na pytanie czy widział film, odpowiada, że nie, ponieważ film nigdy nie powstał i co gorsza nikt z ekipy nie został wypłacony. Do tej pory toczą się sprawy w sądzie. A dotacja poszła. Film nie został rozliczony. Jednak w papierach i formalnie na stronie PISF wszystko gra. Dumny napis wciąż widoczny, że sprzedaż światowa otwarta! I nikt nie sprawdzi, że podane dane są już absolutnie nieaktualne. 
 
Konkretny przykład z polskiego filmowego podwórka. Przykład nieodosobniony. W kuluarach eksperckich ciągle poruszany jest temat niemocy, że w pierwszych etapach są dobre filmy, ale włożone w maszynkę biurokracji i trybów instytutu te dobre są wyrzucane do kosza, a dofinansowuje się te złe. Decyzję podejmuje ostatecznie szef, a skonstruowana maszyna biurokratyczna ma za zadanie dać możliwość zacierania śladów, aby w papierach wszystko się zgodziło.
 
I tak jak w tym przykładzie formalnie wszystko jest w porządku. A co to ma za znacznie, że film nie powstał? Żadne! W tej strukturze można absolutnie wszystko. 
 
Jednak czy na pewno?
 
To jest otwarte pole działania dla prokuratury i CBA.
 
Żarty się skończyły.
Komentarze
Nikt nie napisał jeszcze komentarza. Możesz być pierwszy!
Dodaj komentarz
2017-11-24 dzisiaj
2017-11-23 wczoraj
2017-11-22 przedwczoraj
Gmina Limanowa
Zobacz wyniki »
Intersiec
X
TopCezar